Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2015

Ulubieńcy lutego 2015.

Serwus! :)
Przyszedł czas na jeden z moich ulubionych wpisów. Lubie je zarówno czytać u innych jak i pisać na własnym blogu. Po świeżej dawce "Ulubieńców...." zawsze w głowie rodzi się pomysł na zakupy i chęć wypróbowania czegoś nowego. Jedyny minus to fakt, że nasz portfel może na tym nieco ucierpieć. Ale co tam..... Zapraszam Was na moich ulubieńców minionego miesiąca ;)


L'biotica, Biovax BB Beauty Benefit, odżywka 60 sekund do włosów suchych i zniszczonych- na pewno znacie słynne maseczki Biovaxu w słoiczkach. Muszę przyznać, że ta 60 sekundowa odżywka sprawdza się u mnie lepiej niż maseczki. Polecam ją osobą, które nie mają czasu dbać o włosy. Minuta wystarczy, aby kosmetyk odżywił nasze kosmyki, dodał im blasku, poprawił ich wygląd i ułatwił rozczesywanie. Ma bogaty skład a kosztuje około 16 złotych.

Turbie Twist, turban do włosów- jak posiadaczka długich i gęstych włosów, zawsze po ich umyciu miałam problem z wykonaniem idealnego turbana. W końcu dostałam od mojej przyjaciółki Oli Turbie Twist, który okazał się świetnych gadżetem. Przy jego pomocy w kilka sekund stworzymy idealny turban, który jest lekki i nie zsuwa się z głowy. 

Essence, Studio Nails, Ultra Gloss Nail Shine- jest to lakier nawierzchniowy, który kosztuje 10 złotych. Bardzo lubię i polecam top coat z Sally Hansen Insta- Dri, ale tym razem postanowiłam wypróbować coś tańszego. Produkt z Essence, ma idealna konsystencję, która przyspiesza wysychanie lakieru, utrwala manicure i nadaje ładny połysk 

The balm, Nude'tude- uwielbiam tą paletkę cieni. Jest idealna zarówno do makijażu wieczorowego jak i dziennego. Dwanaście cieni jest zamkniętych w efektownym opakowaniu z lusterkiem. Cienie super się nakładają i są bardzo trwałe. Cudeńko, które kosztuje 120-150 złotych. Szczególnie podoba mi się kolor o nazwie "sexy" :)


Zoeva, 227 Luxe Soft Definer, pędzel do rozcierania cieni- pędzel niemieckiej marki, dzięki któremu cienie dużo łatwiej i szybciej się rozcierają. Naprawdę ułatwia pracę i jest bardzo łatwy w użyciu. Dzięki białemu koloru włosia, zawsze wiemy jaki kolor aktualnie się na nim znajduje. Kosztuje około 30 złotych. 

I to już wszystko. Czekam na Wasze komentarze :) 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Trzy podstawowe pędzle do makijażu oczu.

Cześć!
W dzisiejszym wpisie pokaże Wam, moim zdaniem niezbędny i podstawowy zestaw pędzli, przeznaczony do makijażu oczu. Będzie to zestaw dla każdej osoby, która lubi robić sobie makijaż, która chce uczyć się tej sztuki, ćwiczyć, praktykować i która nie jest profesjonalistką. Uważam, że jeżeli nie jesteśmy profesjonalnymi wizażystkami, nie potrzebujemy całej ogromnej kolekcji pędzli. Tak naprawdę wystarczą tylko trzy, jeżeli chodzi o makijaż oczu: jeden do nakładania cieni, jeden do rozcierania i jeden mniejszy przeznaczony do zadań precyzyjnych.


 Mając taki zestaw, każda z nas będzie potrafiła stworzyć piękny makijaż, zarówno na dzień  jak i na wieczór. Dziś pokażę Wam trzy pędzelki, które lubię, polecam, długo mi służą i ich kupno na pewno nie zrujnuje Waszego portfela.


Płaski, języczkowy pędzelek do nakładania cieni.
Mój pędzelek pochodzi z Rossmanna i kosztuje około 14 złotych. Mam go już bardzo długo, a wciąż spisuje się bardzo dobrze i nie zmienił swojego kształtu. Oczywiście nie musicie kupować akurat tego pędzelka. Chodzi mi tutaj ogólnie o pędzelek, który nie będzie ani zbyt twardy, ani zbyt miękki, płaski, zaokrąglony. Warto jednak pamiętać, że w roli aplikatora cieni, świetnie sprawdzają się też nasze palce. Kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z makijażem, nie miałam ani jednego pędzelka przeznaczonego do makijażu oczu. Wszystko nakładałam i rozcierałam swoimi palcami. Mimo braku odpowiedniego sprzętu, już wtedy wiele osób zauważyło, że mam do tego jakiś tam talent. Więc jak widać, wcale nie potrzebujemy nie wiadomo jak drogich pędzli i nie wiadomo jak dużo pędzli, aby zrobić ładny makijaż. Pamiętajcie też, że wszelkiego rodzaju cienie np. w musie, kremie itp., dużo lepiej jest aplikować właśnie palcami. Jednak pędzelek to produkt, który warto mieć, bo wiele cienie to właśnie nim jest łatwiej  i lepiej nakładać na powieki. Dzięki niemu makijaż wykonamy szybciej, a całość będzie wyglądać estetycznie. Na upartego takim pędzelkiem możemy też delikatnie rozcierać cienie lub aplikować je na dolną powiekę. W przypadku takiego pędzelka chciałabym jeszcze dodać kilka słów, na temat prawidłowej aplikacji. Nie machajcie nim w prawo i lewo, aby nałożyć cień, ale wykonujcie ruch wklepujący. Dzięki temu cienie będą się dłużej trzymały i lepiej wyglądały.


Puchaty pędzelek do rozcierania cieni.
Taki puchaty, dość duży i miękki pędzel przyda się do blendowania, czyli rozcierania cieni. Można nim też nakładać cienie i jednocześnie je rozcierać. Mój pędzelek jest z Maestro, pochodzi z serii numer 490, rozmiar 10, a kosztował 22 złote. Zazwyczaj używam go do załamania powieki lub do roztarcia cieni na całej powiecie. Jak wiecie dobrze roztarte cienie, to gwarancja świetnie wyglądającego makijażu.


Mniejszy precyzyjny pędzelek.
Mówiłam o trzech pędzelkach, a teraz mamy ich już cztery. Wszystko dlatego, że wśród dwóch wyżej pokazanych pędzelków, każda z Was musi wybrać ten, który najbardziej się Wam przyda i zajmie miejsce trzeciego i ostatniego pędzelka, niezbędnego do makijażu oczu.
Jeżeli jesteście fankami żelowych eye linerów w słoiczku, wybierzcie ten drugi pędzelek. Takim właśnie pędzelkiem nałożycie wyżej wspomniany eye liner, który nie ma aplikatora już w opakowaniu, stworzycie kreskę z dowolnego cienia, zaaplikujecie cień na brwi lub dolną powiekę. Mój pędzelek pochodzi z Essence i kosztował około 10 złotych. Taki pędzelek nie może być zbyt miękki i  musi być odpowiednio sztywny.
Jeśli używacie eye linerów, które mają już aplikatory lub po prostu nie lubicie tego typu kresek, zaopatrzycie się w ten pierwszy pędzelek.  Takim pędzelkiem możecie rozetrzeć kreskę narysowaną kredką, bądź takie ją namalować. Przyda się do aplikacji i roztarcia cieni na dolnej powiecie, oraz brwiach. Powinien być dość sztywny, krótki  i odpowiednio ścięty. Mój pędzelek jest z Maestro z serii nr 360, rozmiar 6 i kosztował 15 złotych.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis się Wam spodobał i przedstawiłam Wam pokrótce zalety posiadania trzech pędzelków do makijażu oczu. Starałam się też przekonać Was do tego, że nie musimy wydawać dużych sum, aby móc wykonywać piękne makijaże. Pamiętajcie jednak, że bardzo ważne są ćwiczenia i wyrobienie sobie pewnej ręki. Pędzle ułatwiają wykonywanie makijażu, ale bez praktyki i ćwiczeń nie będzie tak, jak być powinno. Nie zapominajcie też o systematycznym i dokładnym myciu pędzli, alby nie zaszkodziły przede wszystkim nam, ale też długo nam służyły. I to już chyba wszystko co chciałam Wam przekazać, na temat pędzli przeznaczonych do makijażu oczu.

Na zakończenie zapraszam Was do obejrzenia zdjęć moich makijaży. Szczególnie teraz na moim blogu pojawia się ich dość sporo, ponieważ do sylwestra, zaczął się u mnie dość intensywny makijażowy okres z czego bardzo się cieszę. Najbardziej jednak ciesze się  z tego, że wracają do mnie dziewczyny, które już wcześniej malowałam, a także przychodzą do mnie ich koleżanki, siostry, znajome, którym mnie poleciły. Jest to dla mnie najlepsze wynagrodzenie, bo wiem, że to co robię komuś się podoba. A kilka moich makijaży, znajdziecie tutaj: klik.

Pozdrawiam Was serdecznie! Pa! ;*

wtorek, 31 grudnia 2013

Ulubieńcy 2013 roku



Witam Was w ostatnich chwilach roku 2013!

Zwykle ten czas zmusza nas do przemyśleń i podsumowań. Jeśli chodzi o moje życie prywatne, to ten rok mimo felernej dla niektórych 13, był bardzo dobry. Wydarzenia pozytywne zdecydowanie, przeważały nad tymi negatywnymi. 


Jednak mój blog to przede wszystkim miejsce, gdzie piszę Wam o swojej wielkiej pasji jaką jest makijaż. A co z tym związane też kosmetyki, dbanie o urodę itp. Dlatego w ostatnim dniu roku, zapraszam Was na  kosmetyczne podsumowanie. Jak pewnie dobrze wiecie co miesiąc na moim blogu, pojawia się wpis z ulubionymi kosmetykami danego miesiąca. Przejrzałam wszystkie te wpisy i wybrałam z nich prawdziwe kosmetyczne perełki. Chce je Wam polecić i wiem, że będą one gościły w mojej kosmetyczce również w przyszłym roku. Nie chce, aby ten wpis był bardzo długi, dlatego każdy z produktów opiszę bardzo krótko. Ponieważ bardziej szczegółowe informacje o każdym z kosmetyków znajdziecie już na moim blogu lub kanale na yt, to pod każdym  produktem znajdziecie niezbędne linki. Zaczynajmy kosmetyczne podsumowanie 2013 roku! ;)



Carea, płatki kosmetyczne nowej generacji- bardzo dobre płatki, które można kupić w Biedronce. Może je kupować samodzielnie lub w 3-paku. Ich cena to coś około 2 złotych.
BLOG:klik.
YT: klik.

Nasiona kozierdaki- tylko 2 złote i kilka groszy wystarczy, abyśmy mogły stworzyć produkt, który rewelacyjnie wpłynie na kondycje naszych włosów. Będą mniej wypadać i staną się mocniejsze.
BLOG:klik.
YT: klik.

Hipp babysanft, Szampon dla dzieci- ma bardzo dobry skład i dobrze oczyszcza nasze włosy, mimo że skierowany jest dla najmłodszych. Kosztuje około 11 złotych.
BLOG:klik.
YT: klik.

Rossmann, Babydream fur Mama, Olejek do pielęgnacji ciała- używam go do pielęgnacji ciała, ale też włosów. Jego skład bogaty jest w dobroczynne olejki, a wszystko to w cenie około 11 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.

Anida, krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadmia- kosztuje mniej niż 4 złote, a ma bardzo dobry skład, który dobroczynnie wpływa na skórę naszych dłoni.
BLOG: klik.
YT: klik.

Gliss Kur, Color Protect, Odżywka- kosztuje około 12-13 złotych. Ładnie nawilża, wygładza i podkreśla kolor włosów.
BLOG: klik.
YT: klik.



Bielenda, Drogocenny olejek arganowy 3 w 1- produkt wielofunkcyjny za mniej niż 20 złotych. Nawilża, odżywia, upiększa. Uwielbiam!
BLOG:klik.
YT: klik.
BLOG:klik.
YT: klik.

Elfa, Green Pharmacy,Olejki- mamy do wyboru kilka rodzajów i wypróbowałam już chyba wszystkie. Bardzo je lubię, a kosztują około 5 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.

Sahar, olejek migdałowy- używam go do pielęgnacji swoich włosów. Zapłaciłam za niego 12 złotych i 50 groszy w Złotych Tarasach w Warszawie. Lekko go podgrzewam i wsmarowuje w swoje włosy, które go uwielbiają. Pięknie błyszczą, ładnie się rozczesują i są odżywione.
BLOG: klik.
YT: klik.

Kobo professional, Make Up Fixer Spray- 25  złotych to naprawdę przystępna cena jak na produkt, który utrwala nasz makijaż na cały dzień, niezależnie od warunków atmosferycznych czy temperatury.
BLOG: klik.
YT: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.

Cien, extra strong hairspray- oto lakier z Lidla za około 6 złotych. Dobrze utrwala i nabłyszcza włosy.
BLOG:klik.
YT: klik.



 Catrice, Absolute Nude, paletka do makijażu- W cenie 20 złotych, mamy 6 dobrych jakościowo cieni w neutralnych kolorach dla każdego i na każdą okazję.
YT: klik.
BLOG: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.

Catrice, Camouflage cream- za 13 złotych mamy produkt, który rewelacyjnie kryje. Jest to świetny korektor, a właściwie prawdziwy kamuflaż.
BLOG: klik.
YT: klik.

Polpharma, Pirolam, szampon przeciwłupieżowy- dzięki niemu pozbędziemy się łupieżu, wzmocnimy włosy i sprawimy, że będą wyglądać pięknie. Jedna saszetka kosztuje mniej niż 2 złote.
BLOG: klik.
YT: klik.

Farmona, Radical, Suchy szampon do każdego rodzaju włosów- kosztuje mniej niż 10 złotych, a sprawdza się rewelacyjnie. Sprawia, że nasze włosy wyglądają na świeższe i dodaje im objętości.
BLOG: klik.
YT: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.

Urban Decay, eyeshadow- mam kilka kolorów i wszystkie uwielbiam. Jakość tych cieni jest powalająca, a wszystko to w cenie około 20 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.

Inglot, cień do powiek sypki, AMC 85- czyli cudowny kameleon, dla każdego. W zależności od padania światła raz jest brązowy, raz niebiesko-zielony lub złoty. Kosztuje około 30 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.

Mary Kay, TimeWise, Liquid Foundation, podkład matujący- dobry podkład matujący i kryjący, który kosztuje około 40 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.


Essence peel off base coat- czyli produkt dla wszystkich, których zmywanie brokatowych lakierów przyprawia o ciarki na plecach. Dzięki niemu z łatwością oderwiemy z paznokci każdy lakier, bez użycia zmywacza. Bazę możecie kupić za około 10 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.

Avon, Szminka ,,Usta w pełni"- kolor który mam i lubię nosi nazwę: terracotta. Aplikacja i trwałość szminki to jej ogromny plus. Jej cena regularna wynosi około 30 złotych, promocyjna 15 złotych.
Avon, Lśniąca szminka Ultra Colour Rich-  ta szminka kosztuje około 25 złotych w cenie regularnej, ale można ją dostać nawet za 11 złotych w promocji. Mój kolor to Vermillion, czyli intensywna czerwień z nutą pomarańczy i milionem drobinek. Daje cudowny efekt, który przykuwa spojrzenia.
BLOG:klik.
YT: klik.

Sephora, Jumbo Liner 12 H, wodoodporna kredka do powiek- mam, aż dwie złotą oraz fioletową i obie uwielbiam. Jedna kredka kosztuje prawie 40 złotych, ale wiele zastosowań i jest bardzo trwała.
BLOG: klik.
YT: klik.

Maybelline, Volum Exspress One by One, Satin Black-  kosztuje około 28 złotych. Pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy.
BLOG: klik.
YT: klik.
BLOG: klik.
YT: klik.

Sally Hansen, Maximum Growth- odżywka kosztuje około 25 - 30 złotych. Jest bardzo wydajna i skuteczna. Przyspiesza wzrost paznokci i je wzmacnia.
BLOG:klik.
YT: klik.

Maybelline, The colossal volumn ' express mascara, color shock- na plus zasługuje oryginalny kolor jaki daje. Moja wersja pozwala wyczarować turkusowy kolor na rzęsach.  Kosztuje około 22 złote.
BLOG: klik.
YT:klik.
BLOG: klik.
YT:klik.

Sally Hansen, Insta-Dri- nabłyszcza, utrwala i przyspiesza wysychanie lakieru. Można go kupić za około 25 złotych.
BLOG: klik.
YT: klik.

I to już wszystko! Dajcie mi znać, jakie kosmetyki zachwyciły Was w tym roku! :)

Na zakończenie dzisiejszego długaśnego wpisu, chce Wam podziękować za cały wspólny rok. Dziękuję za to, że chętnie odwiedzacie mój blog, komentujecie i piszecie do mnie. Bez Was nie było by mnie tutaj, także jeszcze raz dziękuję Wam serdecznie!
Życzę Wam też wspaniałej zabawy Sylwestrowej. Nowy 2014 rok, niech będzie rokiem spełnionych marzeń. A wszystkie pozytywne wydarzenia, niech górują nad tymi negatywnymi.

piątek, 27 września 2013

Essence, Floral Grunge, hair dye powder, czyli puder koloryzujący do włosów.

Siemanko!
Kiedy wczoraj w drogerii "Natura" w moim mieście, zobaczyłam nowa limitowaną edycję kosmetyków marki Essence, nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Do mojego koszyka wpadł zestaw mini błyszczyków, lakier do paznokci i coś z czym nigdy wcześniej się nie spotkałam, czyli..... puder koloryzujący do włosów. 

Puder kosztuje  13 złotych i płacimy za 4,6 g produktu. Zamknięty jest w kartonowym i bardzo uroczym opakowaniu.Występuje w jednym odcieniu dość ostrego, neonowego różu, wpadającego w pomarańcz i jes to numer 01 rock in style.

Puder ma za zadanie w szybki sposób, ale też na krótko zmienić kolor naszych włosów, a raczej pojedynczych pasemek, bo nie wyobrażam sobie użyć go na całą głowę. Chociaż....? Aplikacja jest bardzo łatwa. Wystarczy przetrzeć pudrem wybrane pasmo włosów, aby zmieniło swój kolor. Trzeba jednak uważać, gdyż puder może  się obsypywać. Na szczęście łatwo go strzepać i nasze ubranie nie zostaje zafarbowane. Z włosów zniknie po porządnym ich wyszczotkowaniu lub po prostu po umyciu. Obawiałam się, że na moich ciemnych włosach efekt będzie mizerny, ale bardzo się pomyliłam. Zarówno moje rozjaśnione końce jak i reszta ciemnych włosów, stały się czerwono-różowe. Zobaczcie sami.

Na początku, postanowiłam wypróbować puder na grzywce. ;)

Potem zaaplikowałam go na moje rozjaśnione końce włosów.

Na koniec zamarzyło mi się czerwone pasemko na całej długości włosów.
Tak prezentowała się moja grzywka po 7 godzinach od nałożenia pudru .
A tak wyglądają włosy mojej mamy po użyciu pudru koloryzującego.

Co sadze o tym produkcie? To bardzo ciekawych gadżet, dzięki któremu możemy szybko, łatwo i bez większych konsekwencji zmienić oblicze swoich włosów. Na pewno spodoba się on młodym dziewczynom, które chciałyby poeksperymentować nieco z kolorem włosów np. na okoliczność szkolnej dyskoteki czy spotkania ze znajomymi. Jednak nie tylko młodziutkie dziewczyny mogą w ten sposób zmieniać swoje włosy na większe wyjścia.
Kolor zdecydowanie najdłużej utrzymywał się mojej grzywce, niestety dziś praktycznie nie ma po nim śladu, choć na słońcu widać różowawe refleksy.  Z włosów pod długości zaczął znikać po około 4 godzinach. Dziś również nie ma już po nim śladu.
Warto też dodać, że po przeciągnięciu nim, włosy stają się lekko uniesione i zyskują na objętości.
Jak widać sprawdza się zarówno na ciemnych jak i jaśniejszych włosach. Jestem ciekawa jak prezentował by się u blondynek czy czarnowłosych. Jeśli jednak macie mocno suche włosy, puder to dodatkowo podkreśli.
To jak będzie wyglądał na naszych włosach, zależy tylko od naszej fantazji, więc jeśli lubicie eksperymentować z włosami, to jest to produkt dla Was

A co Wy o nim sądzicie?

sobota, 11 maja 2013

Ulubione kosmetyki mojej mamy: makijaż

Cześć!
Wielkimi krokami zbliża się Święto Mamy. Zapewne wiele z Was szuka pomysłów na ciekawy prezent. Może powinien być to właśnie, jakiś dobry kosmetyk? Dzisiaj chciałabym pokazać Wam ulubione kosmetyki mojej mamy. Mam nadzieję, że wśród nich każda z Was, znajdzie coś dla siebie. Nie ważne ile macie lat i czy szukacie czegoś dla siebie, czy też dla swoich mam. W dzisiejszym wpisie, poznacie ulubione kosmetyki mojej mamy, przeznaczone do makijażu.


Jeszcze kilka lat temu to kosmetyczka mojej mamy, była dla mnie miejscem, gdzie mogłam znaleźć same skarby. Dziś jest na odwrót i to moja mama, lubi szperać na mojej półce z kosmetykami. Jej kosmetyki do makijażu mieszczą się w organizerze i małej kosmetyczce. Organizer został kupiony w Drogerii Natura za około 10 złotych. Jest pojemny i ma kilka kieszonek na tusz do rzęs lub szminki,. Mała czerwona kosmetyczka, została kupiona już parę lat temu za około 20 złotych. Moja mama nosi ją ze sobą w torebce. 

Zacznijmy od kosmetyków, które znajdują się w organizerze. 

L'oreal, Volumne Million Lashes Extra Black i Mega Volumne Collagene 24h- to dwa ulubione tusze do rzęs mojej mamy. Kosztują 40-50 złotych. Pięknie rozczesują, pogrubiają i wydłużają rzęsy, a przy tym  nie obsypują się i są wytrzymałe przez cały dzień.
Pisałam o nich tutaj: klik.

Vichy, Dermablend, Fluid korygujący- jest to podkład mocno kryjący i trwały. Jego cena w zależności od tego gdzie go będziecie kupować to 50, a nawet 90 złotych.
Pisałam o nim tutaj: klik.

Dax Cosmetics, Cashmere Secret Glam, Baza wygładzająco- rozświetlająca i Baza wygładzająca- ich koszt to około 30-40 złotych. Ta pierwsza daje delikatny efekt rozświetlenia i długo utrzymuje nasz makijaż. Ta druga wygładza i matuje. Obie świetnie nadadzą się na większe wyjścia i to praktycznie dla każdego typu cery.


Inglot, AMC, Sypki pigment do powiek- moja mama miała już kilka kolorów obecnie ma ten w kolorze brązu o numerze 80. Pigmenty kosztują około 30 złotych. Nadają się jako samodzielny cień lub jako baza. 

Bell, 2 skin pocket, pressed rouge- dobry róż w przystępnej cenie około 10 złotych. Moja mama używa go w odcieniu numer 053, czyli taki przybrudzony róż. Daje naturalny i trwały efekt. 
Pisałam o nim tutaj:  klik.

Essence, Quattro eyeshadow, poczwórny cień do powiek- w paletce mamy stonowane beże i brązy, jest to numer 07-over the taupe. Paletka kosztuje około 13 złotych, a cienie są naprawdę dobrej jakości.

Rimmel, Glam Eyes Professional Liquid Liner- kosztuje 20-25 złotych. Ma precyzyjny i cienki pędzelek, dzięki czemu możemy narysować dowolną kreskę.
Pisałam o nim tutaj: klik.

Essence, I love Rock, Błyszcząca kredka do oczu- kosztuje mniej niż 10 złotych, a ma bardzo głęboki odcień czerni.
Pisałam o niej tutaj: kilk.

Rimmel, Scandaleyes  Waterpoof Kohl Liner, wodoodporna kredka do oczu-  kosztuje 18-19 złotych, jest trwała i mega czarna .
Pisałam o niej tutaj: klik.


Czas na produkty do ust. Moja mama jest fanka ust typu nude, więc w jej kosmetyczce królują różne odcienie beżu

Rimmel Apocalips- mi ten produkt nie przypadł do gustu, a moja mama go lubi. Kosztuje około 25 złotych. Jak pewnie się domyślacie moja mama wybrała kolor 600- Nude Eclipse. Jest połączeniem blasku błyszczyka i trwałości szminki.
Pisałam o niej tutaj: klik.

Sephora, Lip Attitude Glamour- jest to produkt, który pięknie nawilża i upiększa usta. Kosztuje około 30- 35 złotych. Kolor mojej mamy to G19.

L'oreal, Rouge Caresse-  kolor mojej mamy to 501 nude ingenue, kosztuje około 45 złotych. Daje piękny połysk i delikatny kolor.
Pisałam o niej tutaj: klik.

Inglot, pomadka to ust- moja mama ma odcień numer 31, czyli stonowany róż. Pomadka kosztuje około 20 złotych. Pielęgnuje nasze usta, a jednocześnie jest trwała.

Catrice, Ultimate Colour- kremowa pomadka, która kosztuje około 15 złotych. Kryje, nawilża i jest dość trwała. Moja mama używa koloru 190 The Nuder The Better.

For Your Beauty, pędzel do nakładania cienia- kosztuje około 7 złotych, a jest wytrzymały i odporny na mycie.
Pisałam o nim tutaj: klik.

Pędzel wysuwany do pudru lub różu- nie ma on nazwy firmy, ale podobny znajdziecie w większości drogerii za około 20 złotych. Na plus zasługuje fakt, że można go ze sobą wszędzie zabrać, ponieważ jest wysuwany.

A teraz czas na zawartość mniejszej kosmetyczki, w której znajdują się produkty, potrzebne do ewentualnych poprawek makijażu w ciągu dnia.



 Oczywiście nie można zabraknąć poręcznego lusterka. Podobne znajdziecie za mniej niż 10 złotych w każdej drogerii.

Vichy dermablend, intensywny podkład kryjący w sztyfcie- lżejsza wersja produktu, o którym pisałam nieco wyżej. Nadaje się do punktowego nakładania np.tak jak korektor. Jego cena to również coś między 50-90 złotych.
Pisałam o nim tutaj: klik. 

Anida, Antybakteryjny żel do rąk- produkt, który pozwala odświeżyć nasze dłonie bez użycia wody i mydła. Kosztuje około 4 złotych.Co prawda nie używamy go do makijażu, ale znalazł się w mniejszej kosmetyczne mojej mamy.

L'oreal, Contour Kohl, kredka do oczu- kosztuje około 20 złotych. Jest łatwa w użyciu i dość trwała

 Essence, Kremowa pomadka do ust- kosztuje mniej niż 10, a jest naprawdę dobra. Kolor mojej mamy to 52 in the nude. Pielęgnuje, nabłyszcza i upiększa usta.

Joko, Winter Glamour, cienie prasowane-gwiezdny pył- prawdopodobnie cień z tej kolekcji nie jest już dostępny, ale na pewno uda się Wam znaleźć coś podobnego. Jest to kolor 824, czyli brąz z drobinkami złota. Jest łatwy w użyciu i trwały.

I to już wszystko, jeśli chodzi o ulubione kosmetyki do makijażu mojej mamy. W planach mam jeszcze wpis o ulubieńcach pielęgnacyjnych i ulubionych lakierach do paznokci. Wszystko zależy od Was. Jeśli macie ochotę na takie wpisy, to dajcie mi o tym znać.


wtorek, 29 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia 2012 i stycznia 2013

Witajcie!
Dziś kolejny wpis z cyklu ,,Ulubieńcy", tym razem, aż dwóch miesięcy grudnia i stycznia ;) Zapraszam!



L'oreal,Volumne Million Lashes Excess- post poświęcony temu produktowi znajdziecie tutaj: magdaa55.blogspot.com/2012/12/loreal-volume-million-lashes-excess.html. Tusz kosztuje 40-50 złotych. Pięknie rozdziela, pogrubia i wydłuża moje rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy i wygląda idealnie przez cały dzień.



L'oreal, Super Liner, Duo Precision- kosztuję w granicach 40-50 złotych, więc sporo. Ja kupiłam go w Rossmanie podczas promocji -40% na wszystkie produkty do makijażu. Jest fenomenalny i polecam go wszystkim osobą, które nie potrafią używać eye linerów. Jest bardzo precyzyjny i łatwy w użyciu. Ma niespotykany aplikator w postaci gąbeczki, którą możemy rysować cieńsze lub grubsze kreski. Jest trwały i nadaje się do używania na linię wodną, ponieważ nie rozmazuje się. Jego minusem jest to, że dość szybko wysycha. Ale wystarczy wstrząsnąć opakowaniem i  wszystko jest ok. ;)

Avon, rozświetlający korektor w pędzelku- jego regularna cena wynosi około 20 złotych, ale bardzo często można go kupić dużo taniej. Bez zbędnych drobinek pięknie rozświetla okolice oczu i delikatnie kryje. Dostępny jest w dwóch kolorach.

 Babydream, szampon dla dzieci- jeśli lubicie używacie produktów z dobrym składem, to jest to szampon dla Was, a kosztuje 3-4 złote. Długo zastanawiałam się nad jego kupnem, ponieważ moje włosy szybko przetłuszczają się u nasady. Bałam się, że tak delikatny szampon nie sprawdzi się u mnie.  O ile pierwsze użycia, nieco zraziły mnie do tego szamponu, później było o niebo lepiej. Moje włosy są miękkie, ładnie się układają, błyszczą i po prostu im służy. Używając go musicie pamiętać o tym, aby dobrze zmoczyć włosy. W innym wypadku szampon będzie się słabo pienił i nie oczyści naszych włosów tak jak powinien. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem oleju, czy innych produktów, których używamy do pielęgnacji.

Elfa, Green Pharmacy, Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu włosów- kosztuje 5-7 złotych. Producent zaleca, aby stosować go na skórę głowy, wcześniej go podgrzewając. Ja wlewam odpowiednio ilość produktu do garnuszka, czasem dodaje np. olejek rycynowy i podgrzewam to wszystko dosłownie kilka sekund. Następnie wsmarowuje olejek w skórę głowy, ale też na całe włosy. 20-30 minut wystarczy, by włosy stały się zdrowsze, błyszczące, miękkie i po prostu piękne.

Nivea, Make-up Starter, Nawilżający krem- żel do skóry normalnej i mieszanej- muszę się Wam przyznać, że zanim kupiłam ten krem bardzo rzadko używam jakiegokolwiek kremu na dzień lub pod makijaż. Zawsze skupiałam się na wieczornej pielęgnacji twarzy. Pewnego dnia zobaczyłam go na promocji i postanowiłam go kupić. Kosztował około 13 złotych. Bez promocji można go kupić za trochę mniej niż 20 złotych. Jego niewielka ilość wystarczy by nawilżył i delikatnie zmatowił twarz. Musimy pamiętać, aby nie nałożyć go zbyt dużo, bo wtedy pokład zacznie się rolować. Tutaj ważny jest umiar, a efekt będzie bardzo dobry. Dostępna jest tez wersja dla posiadaczek cer suchych.

A teraz coś dla.... LAKIEROMANIACZEK ;D

Golden Rose, Jolly Jewels- mam kolor 117. Jak na lakiery z tej firmy był dość drogi, bo kosztował powyżej 10 złotych. Jest to piękny czarny lakier z mieniącymi się kawałeczkami złota. Można wybierać też inne kombinacje kolorystyczne. Dwie warstwy idealnie pokrywają nasz paznokieć. Lakier jest też trwały. Pisałam o nim tutaj: magdaa55.blogspot.com/2012/12/golden-rose-jolly-jewels-nr-117.html


Color Club- numer 946, czyli błyszczące kolorowe drobinki. Lakier kosztuje około 5-6 złotych i wygląda pięknie na paznokciach w niemal każdym zestawieniu. Jest trwały. Pisałam o nim tutaj: magdaa55.blogspot.com/2013/01/euphoria-rainbow-nails-nr-44-color-club.html

 

Essence, nail art, special effect topper- kosztuje około 8 złotych, a jest to kolor 13 mrs and mr glitter, czyli plastry miodu w kolorze czarnym, granatowym, błękitnym i złotym. Można poszczególne drobinki nadkładać patyczkiem tworząc ciekawe wzory lub prosto z pędzelka. Lakier jest trwały i daje piękny efekt.

Wibo express growth i Essence nail art twins- dlaczego opisuje te dwa lakiery razem? Bo kocham je łączyć! Pisałam o nich tutaj: magdaa55.blogspot.com/2013/01/koncertowy-makijaz-i-paznokcie.html. Czarny lakier z Wibo, którego numerek się zdarł, bardzo dobrze kryje, pięknie błyszczy i nie odpryskuje. Lakier z essence również jest trwały i ładnie błyszczy. Razem tworzą na paznokciach pięknych efekt.

Essence peel off base coat- czyli produkt dla wszystkich, których zmywanie brokatowych lakierów przyprawia o ciarki na plecach. Z tą bazą stanie się to przyjemnością. Więcej przeczytacie o niej tutaj: magdaa55.blogspot.com/2012/12/essence-nail-art-peel-off-base-cote.html. Cale paznokcie pokrywamy bazą. Tutaj już umiar nie jest ważny, lepiej użyć więcej niż za mało. Czekamy, aż wyschnie, jest to około 10-15 minut i malujemy paznokcie dowolnym lakierem. Kiedy manicure nam się znudzi, wystarczy podważyć lakier i zerwać go z paznokcia. To szybki i łatwy sposób. Manicure wykonany w ten sposób utrzyma się od 2 do 4 dni. Baza kosztuje około 10 złotych i polecałabym ją stosować jedynie wtedy, gdy mamy ochotę na brokatowe lakiery.


Ale długaśny wpis!  Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i znaleźliście coś dla siebie. Buziaki ;*

czwartek, 27 grudnia 2012

Essence nail art peel off base cote.

Cześć!
Jeśli lubicie paznokcie mieniące się brokatem, kryształkami i innymi ozdóbkami, ale boli Was głowa na myśl, że później trzeba to będzie zmyć, to mam dziś dla Was sposób , aby ułatwić sobie nieco życie. ;)

Oto  baza pod lakier, która sprawi, że nie będziemy musieli go zmywać. Wszystko co umieścimy na naszych paznokciach będziemy mogli z łatwością oderwać lub zdrapać. Testowałam ten produkt już kilkakrotnie i muszę przyznać, że to naprawdę działa.
Kosztuje około 10-12 złotych. Prze pomalowaniem paznokci, wystarczy pokryć je bazą. Należy pamiętać, aby nie nałożyć zbyt cienkiej warstwy produktu. Potem czekamy 10 minut, aż baza z białej zamieni się w przezroczystą. Wyglądem i zapachem przypomina nieco klej do drewna. Po 10 minutach malujemy paznokcie dowolnym lakierem. Co ważne, ja zawsze malując paznokcie bazą zostawiam sobie dosłownie 3 milimetry pustej powierzchni, po to abym później mogła łatwiej oderwać lakier.

Obawiałam się, że baza przyspieszy zdzieranie się lakieru z paznokci. Na pewno nie przedłuża trwałości lakieru, ale też nie sprawia, że nasze paznokcie szybko wyglądają nie estetycznie. Kiedy przyjdzie pora na na nowy manicure wystarczy delikatnie podważyć lakier patyczkiem, pilniczkiem lub własnym paznokciem. Kilka ruchów i po lakierze nie ma śladu. ;)
Uważam , że lepiej stosować tę bazę tylko wtedy kiedy mamy ochotę na szalone brokatowe lakiery. Wtedy faktycznie wystarczy kilka chwil by pozbyć się ich z paznokci, bez długotrwałego tarcia przy użyciu wacika i zmywacza. Kiedy decydujemy się na tradycyjny maniucure ta baza nie jest potrzebna, ponieważ zmywacz dobrze poradzi sobie ze zmyciem lakieru.

Podsumowując, jest to produkt bardzo, bardzo fajny, ale używać go będę tylko wtedy, kiedy najdzie mnie ochota na brokatowe topy, które bardzo lubię.

Już niedługo na moim blogu pojawi się ostatni tegoroczny wpis, na temat ulubionych produktów kosmetycznych 2012 roku. Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;)


środa, 31 października 2012

Ulubieńcy października 2012

Serwus!
Za moim oknem śnieg, choć już topniejący to jednak jest. Jeszcze parę dni temu było go znacznie więcej i czułam się tak, jakby był grudzień i Święta zapasem. Mam jednak nadzieję, że jesień powoli wraca, a zima ma czas żeby do nas zawitać na dłużej.

Tyle słowem wstępu, a teraz czas na ulubieńców (choć za oknem śnieg)  października :)


L'biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka kreatyna + jedwab-  kupiłam ją w promocji za około 14 złotych. Regularna cena tej maseczki wynosi około 20 złotych. Standardowo opakowanie zawiera oprócz maseczki, czepek i próbkę kosmetyku. Główną zaletą tej maseczki jest to, że można ją stosować na szybko i wtedy trzymamy ją na włosach tylko 3 minut. Kiedy mamy czas bardziej zadbać o włosy, nakładamy ją na 20 minut i wkładamy czepek. Po jej użyciu włosy są lśniące i faktycznie zregenerowane. Bardzo dobrze sobie z radzi z suchymi końcówkami.

Bielenda, Orzech & Bursztyn, Nawilżający krem BB 5 w 1 - o tym produkcie szykuję oddzielny wpis, dlatego dziś napiszę krótko. Jego cena wynosi około 14 złotych i moim zdaniem spodoba się posiadaczkom i cery słuchej i tłustej i mieszanej. Lubię go używać samodzielnie lub mieszając z podkładem. Cera wygląda promiennie i naprawdę dobrze.

Bioliq, 25+, krem nawilżający pod oczy-  można go kupić w aptece za koło 14 złotych. Choć do wieku 25+ jeszcze trochę mi brakuje, to spisywał się u mnie dobrze. Ładnie nawilżał i wygładzał okolice oczu. Nie wiem jednak, czy kupię go ponownie, ponieważ aż tak bardzo mnie nie zachwycił.

 Essence, superfine eyeliner pen- kosztuje 10-11 złotych. Ma świetny, długaśny aplikator, który początkowo wydawał mi się trudny w użyciu. Tak naprawdę jest jednak bardzo precyzyjny. Jest bardzo trwały i nadaje się idealnie do dziennych makijaży.



L'oreal , Nutri Gold, nawilżająca terpia odżywcza na dzień- możecie też kupić wersję na noc i krem pod oczy. Produkt kosztuje około 35-40 złotych. Choć mam wersję na dzień, to uważam, że absolutnie nie nadaje się pod makijaż. Krem po aplikacji zostawia na twarzy błyszczącą powłokę, dlatego używam go na noc lub w dzień, kiedy nie nakładam makijażu. Mimo tej małej wady faktycznie bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę na długo. Myślę, że świetnie się spisze, podczas temperatur poniżej 0.

Kobo professional, pearl'n' minera- mam kolor 117, czyli piękną czerwień z drobinkami. Błyszczyk kupiłam za 5 złotych w promocji, regularna cena wynosi około 20 złotych. Produkt ma przyjemną konsystencję, która pokrywa usta kolorem i pięknym blaskiem. Do tego jest to trwały błyszczyk.

Pierre Rene, color balm- jest to pomadka, która jednocześnie chroni nasze usta i pięknie je podkreśla. Kosztuje około 8 złotych i jest dostępna w wielu kolorach. Ja mam 16 Natural. Pomadka pokrywa usta delikatnym kolorem i dodaje im blasku, przez co wyglądają na zadbanie i piękne. Nie jest mega trwała, ale daje świetny efekt. Myślę, że skuszę się jeszcze na jakiś kolor.

Paloma, Hand Spa, Intensywnie nawilżający krem do rąk w sprayu- jest to bardzo dajny gadżet do torebki, na biurko, czy do samochodu. Wystarczy psiknąć, rozsmarować, produkt natychmiast się wchłonie, a nasze dłonie będą nawilżone. Nie jest to efekt długotrwały i intensywny, ale wystarczający, aby zadbać o dłonie. Krem w promocji kosztuje 5-6 złotych, a jego regularna cena wynosi około 10 złotych.

Sensique, solny 2-fazowy peeling do rąk drobnoziarnisty- to prawdziwe małe, wydajne cudeńko. W promocji kosztuj około 5 złotych, a bez niej około 10 złotych. Mam wersję o zapachu limonki, która zawiera oliwę z oliwek, olejek rycynowy, witaminę A i E. Wystarczy dobrze wstrząsnąć buteleczką, aby powstał nam peeling, który rewelacyjnie, choć delikatnie złuszcza naskórek i wspaniale nawilża i odżywia dłonie, a także skórki wokół paznokci. Do tego jest bardzo, bardzo wydajny. Jedynym minusem jest opakowanie, które bardzo łatwo zabrudzić peelingiem.

To już wszytko. Produktów nie było zbyt dużo, ale większość z nich jest naprawdę godna uwagi!
Życzę Wam udanego długiego weekendu! ;)

piątek, 19 października 2012

Essence, colous & go (nowa wersja) + TAG: Październik miesiącem maseczek

Cześć dziewczyny!
Obecny miesiąc, jest dla mnie dość ciężki. Jestem przemęczona, przeziębiona.... ehhh. O tym jednak później. Na początek chciałabym pokazać Wam mój nowy lakier! ;)
Jak wiecie, nigdy nie lubiłam lakierów z Essence, a przynajmniej tych ze stałej kolekcji. Były dla mnie po prostu bublami. Były słabej jakości i nie wytrzymywały na moich paznokciach nawet jednego dnia. Kilka tygodni temu w szafie essence pojawiły się zupełnie nowe buteleczki i jak zapewnia producent nowa formuła lakierów. Postanowiłam to sprawdzić i tak oto jestem posiadaczką, tego intensywnego różu w kolorze 108 ultimate pink.
 Faktycznie te lakiery to zupełnie coś nowego. Producent obiecuje, że lakier jest szybkoschnący i pięknie lśniący. W rzeczywistości, faktycznie tak jest, choć spodziewałam się większego połysku. Lakier zaopatrzony jest w szeroki i wygodny pędzelek. Efekt ładnych paznokci utrzymuje się u mnie przez 3 dni. Cena lakieru to 5-6 złotych. Do wyboru mamy wiele kolorów. Skusicie się na któryś?

Ostatnio zostałam otagowana przez dwie wspaniałe blogerki: Sandrę i Milky chocolate do zrobienia TAGu: Październik miesiącem maseczek!. Wspaniały pomysł, ale mam nadzieję, że będziecie mi miały za złe tego, że nie wezmę udziału w tagu. Ostatnie tygodnie to dla mnie istny koszmar. Wychodzę z domu z samego rana i wracam bardzo późno. Pewnie zauważyłyście, że rzadziej pojawiam się na swoim i Waszych blogach. Nawet w weekend nie mam czasu dla siebie. Nie chce oszukiwać ani Was i swoich czytelniczek, pisząc że rzeczywiście dbałam o swoją skórę używając maseczek. Teraz jest to dla mnie nie wykonalne. Po za tym jest już połowa miesiąca, więc trochę za późno by zaczynać akcję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i nie zapomnicie o mnie w kolejnych tagach :)

Korzystajcie z pięknej jesiennej pogody! Buziaki! ;*

niedziela, 14 października 2012

Kilka słów o eyelinerach

Hej!
Wczoraj bawiłam się na świetnym weselu mojej koleżanki ze studiów. Niestety na ślub szykowałam się w pośpiechu i nie zdążyłam zrobić kilku zdjęć, żeby pokazać Wam jak wyglądałam. Być może, kiedy dostane zdjęcia robione na weselu, to coś Wam pokażę ;) A dziś co nieco o eyelinerach!

Eye linery to jedne z moich ulubionych produktów kosmetycznych. Pięknie podkreślają oko, są trwałe i wcale nie takie trudne w użyciu. Możemy je kupić już z aplikatorem w postaci pędzelka, gąbeczki, we flamastrze lub w słoiczku. Do wyboru mamy też wiele kolorów, ale najbardziej popularne są te w kolorze czarnym. Dziś pokażę Wam właśnie takie, ale nie tylko :)

Ja swoją przygodę z kreskami, zaczęłam od czarnej kredki. Każdej dziewczynie, która stawia swoje pierwsze kroki  w makijażu, polecam rozpoczęcie rysowania kresek właśnie od kredki. Dlaczego? Łatwiej jest wtedy nauczyć się kształtu swojego oka, wyćwiczyć rękę i skorygować błędy. Kredkę można rozetrzeć cieniem, niedoskonałości zmyć patyczkiem itd. Swoją przygodę z eye linerem zaczęłam prawie 2  lata temu, 8 marca. Kupiłam sobie wtedy swój pierwszy, lepszy eye liner z Wibo i jestem mu wierna do dziś. Wprawdzie jeszcze w liceum kupiłam sobie eyeliner we flamastrze z Avonu, ale nie potrafiłam się nim malować, a do tego szybko wysechł. Dziś pokażę Wam lepsze i gorsze produkty ze średniej i niskiej półki cenowej.


Essence, superfine eyeliner pen- to mój najnowszy nabytek za około 10-11 złotych. Ma świetny, długaśny aplikator, który początkowo wydawał mi się trudny w użyciu. Tak naprawdę jest jednak bardzo precyzyjny. Jest bardzo trwały i mega czarny.

Pease, wodoodporna konturówka do oczu- kosztuje około 11 złotych, jest dość przyzwoita. Mam ją w kolorze brązowy i aby uzyskać pożądany efekt, kreskę muszę poprawiać kilka razy. Jest dość ciężka do zmycia, co jest i plusem i minusem.

Essemce, A new League, wodooprony liner we flamastrze- najgorszy z tych prezentowanych trzech, kosztował około 10 złotych. Jest słabo napigmentowany, a sam aplikator jest twardy i nieprzyjemny w użyciu.



Rimmel, Glam Eyes, Professional Liquid Liner- kosztuje około 20-25 złotych. Ma cienki, precyzyjny aplikator i mega czarny kolor. Można nim narysować zarówno bardzo cienką kreskę jak i grubszą.

Wibo eyeliner (czarny)- to właśnie mój pierwszy i ukochany eye liner, który kosztował około 6 złotych. Jest łatwy w użyciu, trwały i ma głęboki czarny odcień. Utrzymuje się cały dzień.

Wibo eyeliner (chabrowy)- przy tym kolorze, trzeba kilka razy poprawić kreskę, aby nie było prześwitów. Ma miękki i giętki pędzelek, jest trwały. Kosztuje około 6 złotych.


Inglot, konturówka do oczu w żelu- produkt kosztuje około 25-30 złotych. Mam go w kolorze białym. Jest bardzo, bardzo trwały i dość przyjemny w użyciu

Essence, eyeliner żelowy w słoiczku- kosztuje około 12 złotych. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, powiedziałabym, że jedwabista.Wolę konsystencję tego produkt, od eye linera z Inglota. Jest trwały i ma piękny, głęboki kolor.

Eyelinery w słoiczku powinnyśmy nakładać za pomocą pędzelków, np takiego skośnego lub wygiętego. Na zdjęciu widzicie pędzelki z essence i catrice, które kosztują 10-12 złotych.


Zaczynając od góry:
essence, pease, essence
wibo, wibo, rimmel
essence, inglot

Podsumowując. Najbardziej lubię eyelinery żelowe i te z pędzelkiem. Niestety te z flamastrem, często okazują się bublami. Początkującym polecam kupienie taniego, ale dobrego eye linera z wibo. Na większe wyjścia wybierzcie eyelinery żelowe. A jeśli boicie się tego typu produktu, spróbujcie narysować kreskę kredką, a potem poprawcie ją eyelinerem.

A wy lubicie eye linery? Jakie polecacie?

wtorek, 2 października 2012

Trendy na jesień i zimę 2012/13 (paznokcie, makijaż)

Witam Was bardzo serdecznie!
Po przejrzeniu najnowszych gazet, poszperaniu w internecie i pogrzebaniu w zbiorze moich kosmetyków, przygotowałam dla Was wpis z trendami na sezon jesienno- zimowy. ;)

Mam nadzieję, że cały wpis i zdjęcia, które przygotowałam, będą dla Was ciekawa i inspirujące. Pamiętajcie, aby wszystkie te trendy przyjmować z przymrużeniem oka i wybierać z nich co najlepsze. A co najważniejsze, dostosowywać je do własnej urody i upodobań.

Zacznijmy od tego, jak powinniśmy stylizować nasze paznokcie!
           Zdjęcie przedstawia moją interpretacje trendów obowiązujących w malowaniu paznokci.
                                 Użyłam lakieru z Wibo w kolorze 422 i lakieru z Ados 604.

Ucieszą się wszystkie miłośniczki klasyki, ponieważ modne będą błyszczące paznokcie w kolorze nude, pastelowego różu, szarości, bieli, a także czerni. Czerwienie również będą na topie, ale te najciemniejsze wpadające w bordo, śliwkę, czy też brąz. Hitem będą paznokcie pokryte kawiorem, czyli małymi kuleczkami. Modne będą również kolory brzoskwiniowe i pomarańczowe, które pięknie ożywią nasze paznokcie. Możemy zaszaleć z kolorowym frenchem i końcówką tradycyjnie na górze, lub inaczej niż zwykle na dole. Paznokcie, będą też dobrze prezentować się w granatach.
                               A to właśnie kawiorowe paznokcie. Zdjęcie znalazłam w internecie.

Spójrzcie na moją małą propozycję lakierów do paznokci, które pomogą nam stworzyć super modny look.

                                     Catrice 020


                                                      Catrice 560

                                              Wibo 422


A teraz czas na makijaż!

                                  Moja interpretacja makijażu zgodnego z trendami na ten sezon.

Nie powinniśmy zapominać o naszych brwiach. Jeśli są zbyt jasne, przyciemnijmy je tak, aby wyglądały naturalnie i były piękną ramą dla twarzy. Oczy podkreślajmy ciemną kreską, smokey-eyes, fioletowymi i niebieskimi kreskami, oraz metalicznymi cieniami.


Bardzo podoba mi się, że modne będą kolory brzoskwiniowe i pomarańczowe, które ożywią nasz makijaż. Mówi się też o tym, że cały makijaż powinnyśmy wykonywać tylko jednym cieniem i to, aż do samej brwi, ale nie bardzo mi się to podoba. Modne też będzie malowanie kropeczki na środku dolnej powieki.  Na naszych policzkach musi  królować róż!

Usta powinnyśmy malować ciemnymi czerwonymi szminkami. Takimi, które wpadają w bordo lub wiśnie. Modne będą też jagodowe, cieniowane, czy wręcz poczernianie usta. Jest w ogóle takie słowo jak ,,poczerniane" hehe... ;P

Nie mam w swojej kolekcji szminek, które idealnie wpasowują się w te trendy. Nie będę ich też specjalnie kupować, ponieważ wiem, że nie będę czuła się dobrze w bardzo ciemnych ustach. Jeśli będę miała ochotę na ciemniejszy kolor zmieszam ze sobą szminki, które mam, lub przyciemnię je za pomocą cienia. Na zdjęciu, gdzie widzicie mój makijaż na szminkę z Inglota położyłam odrobinę fioletowego cienia.

A teraz spójrzcie na moją propozycję kosmetyków.

Ufff.... to już chyba wszystko. Mam nadzieję, że wpis się Wam podobał i z niego skorzystacie. A jak Wy będziecie się malować w sezonie jesienno- zimowym? I które trendy podobają się Wam najbardziej?