czwartek, 16 kwietnia 2015

Pomysł na prezent: Serce z piernika

Hej :)
Rocznica ślubu, okrągłe urodziny, imieniny, ważne wydarzenie..... to sytuacje, w którym chcemy obdarować naszych bliskich czymś wyjątkowym. Czymś co podkreśli rangę okoliczności, sprawi przyjemność, wywoła niezapomniane emocje. Dziś chciałabym podsunąć Wam pomysł na taki właśnie prezent. A będzie to..... serce!.


Kilka dni temu moja mama obchodziła okrągłe 50 urodziny. Chciałam z tej okazji podarować jej coś niezwykłego. Oprócz kwiatów i drobnego upominku, podarowałam jej też serce z piernika. Widzicie je na powyższym zdjęciu. Niestety nie pokażę Wam jak takie serce zrobić, bo nie mam takich zdolności. Cudownie ciasto wykonała dla mnie Pani, która prowadzi stronę Maybe a Cookie.

Oglądając jedną z moich ulubiony youtuberek natknęłam się właśnie na takie piękne ciasteczka. Od razu pomyślałam, że chciałabym podarować takie mojej mamie i napisałam do Pani, która wykonuje te cudowności. Muszę przyznać, że kontakt z nią był po prostu na medal. Wymieniłyśmy naprawdę wiele wiadomości i wszystko odbyło się tak jak tego chciałam. :)


Ozdoby na ciasteczku to ręczna robota. Nie ma tu żadnych gotowców. Wszystko wygląda po prostu przepięknie. Widać jak wiele serca i pracy jest włożone w jego wykonanie. Misterna i fachowa robota najwyżej jakości. Nie da się tego inaczej określić.


Za ciasteczko, razem z opakowaniem i wysyłką zapłaciłam 90 złotych. I uważam, że cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości usługi. Serce przywiózł do mnie kurier na dzień przed urodzinami mojej mamy, czyli dokładnie tak jak chciałam. Było bardzo dobrze zapakowanie, więc nic mu się nie stało podczas transportu. Po otwarciu pudełeczka od razu uwiódł mnie cudowny zapach piernika. Niestety wygląda tak pięknie, że nikt póki co nie zamierza go jeść. Jeśli w końcu go spróbuje, na pewno dam Wam o tym znać :) Jednak zapach świadczy o tym, że musi być pyszny.


Prezent sprawił mojej mamie ogromną przyjemność Wzbudził też zachwyt u osób, które go widziały. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Bardzo się z tego cieszę, bo chciałam, aby dzień urodzin mojej mamy był wyjątkowy. :) Koniecznie zajrzyjcie na stronę Maybe a Cookie i zobaczcie jakie inne cudowności tworzy autorka "mojego" piernikowego serduszka, której jeszcze raz bardzo dziękuję. 

Chcielibyście otrzymać taki prezent?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kemon, puder zwiększający objętość włosów.

Cześć! :)
Lubicie efekt uniesionych włosów, którym nie brakuje objętości? Można go uzyskać przy pomocy odpowiedniej stylizacji, odżywek, wałków itp. Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować puder, który w kilka chwil zwiększy objętość włosów. Zapraszam do czytania i oglądania! :) 


Marka Kemon specjalizuje się w produkcji kosmetyków profesjonalnych. Często spotykam się z nią oglądając różnego rodzaju programy dotyczące fryzjerstwa. 




Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam buteleczkę z pudrem pomyślałam, że coś jest nie tak. Puder zajmował tylko połowę opakowania. Cały sekret polega na tym, że kiedy potrząśniemy buteleczką puder zaczyna rosnąć i zajmuję całą pojemność opakowania. Po prostu czary! :) 
Bardzo lubię efekt uniesionych, bujnych włosów. Jestem posiadaczką długiej i ciężkiej czupryny, dlatego nie zawsze udaje mi się uzyskać zamierzony efekt Zobaczcie jak puder spisał się na moich włosach. :)


Jak widać produkt naprawdę działa i dał długotrwały efekt.  Co ważne nawet jeśli włosy troszkę oklapną, wystarczy unieść je dłonią i wracają na swoje miejsce. Producent zalecą niewielką ilość pudru rozprowadzić na wysuszonych włosach. Następnie można przejść do dalszej stylizacji.

Puder kosztuje około 70 złotych. Daje długotrwały efekt, a przy tym nie skleja włosów. Praktycznie nie czułam, aby coś znajdowało się na moich kosmykach. Co najważniejsze poradził sobie z moimi ciężkimi włosami. Myślę, że puder jeszcze lepiej sprawdzi się u posiadaczek lżejszych i krótszych włosów. Sama aplikacja jest bardzo łatwa i szybka. Myślę, że po kilkakrotnym zastosowaniu uda mi się uzyskać jeszcze lepsze rezultaty. :)

Co o tym sądzicie? 

sobota, 4 kwietnia 2015

Ulubieńcy marca 2015+ życzenia wielkanocne.

Hej ;)
Wczoraj pojawiła się nowa notka i dziś już jest kolejna! Póki co udaje mi się spełnić postanowienie, częstszego bywania na blogu. Chyba zbliżające się święta tak na mnie wpływają. Dziś zapraszam na ulubieńców kosmetycznych marca.

Tołpa Green, odżywianie, odżywczy krem wygładzający- krem dostępny jest w Biedronce za około 15 złotych. Możecie go kupić w kilku wersjach, ja wybrałam tą do skóry suchej. Choć moja cera jest mieszana, lubię na noc użyć dobrze nawilżającego i odżywiającego kremu. Produkt ma dość gęstą konsystencję, która rozprowadza się całkiem dobrze. Krem szybko się wchłania, a rano wstaje z promienną i nawilżoną buzią. W składzie ma m.in: miód, czarną porzeczkę i masło shea.

Ziaja, Oliwkowa Maść, naturalny opatrunek regenerujący- w marcu dopadł mnie katar, przez który mocno ucierpiała skóra w okół mojego nosa. Próbowałam różnych produktów i aptecznych i drogeryjnych, ale nic nie przynosiło mi ulgi. W końcu za około 5 złotych kupiłam oliwkową maść z Ziaji, która szybko zregenerowała podrażnioną skórę. Jest dość gęsta i wystarczy użyć odrobinki, by zaczęła działać. Myślę, że idealnie sprawdzi się na wysuszonych ustach, łokciach czy innych miejscach, które potrzebują szybkiej regeneracji i dobrego nawilżenia.

Marion, HydroSilk, Jedwabna Kuracja-  produkt, który używam na końcówki włosów, po każdym myciu. Chroni je, nawilża i ułatwia rozczesywanie. Kosztuje około 6 złotych. Dostępny jest też w większym opakowaniu.

Wibo,, Boom, Boom, Mascara- oto tusz, który dostałam w Joy Boxie. Przeczytałam o nim wiele negatywnych opinii, ale u mnie sprawdza się całkiem dobrze. Potrafi naprawdę pięknie wydłużyć i pogrubić nasze rzęsy, ale trzeba nauczyć się go używać. Nie można z nim przesadzić, bo może skleić rzęsy i stworzyć nieestetyczne gródki. Kosztuje około 12 złotych.

Avon, szminka do ust "Zmysłowa przyjemność"- pisałam o niej tutaj: klik. Jest to produkt, który pielęgnuje nasze usta, a jednocześnie pokrywa je soczystym kolorem.


To już wszystko na dziś, ale......  ponieważ święta zbliżają się wielkimi krokami, chciałabym złożyć Wam, oraz Waszym najbliższym życzenia:

Zdrowych, słonecznych i smacznych świąt. Odpocznijcie i czujcie się wspaniale. Wesołych Świąt!




piątek, 3 kwietnia 2015

Avon- szminka do ust "Zmysłowa przyjemność"

Cześć!
Po kolejnej długiej przerwie zapraszam na nowy wpis. Powód mojej nieobecności jest banalny... brak czasu. Mam nadzieję, że dzisiejsza notka, oraz te, które pojawią się w najbliższym czasie nieco zrekompensują ostatnie zaniedbania na blogu. Zapraszam do czytania i oglądania! :)


Dzisiaj poznacie moją opinię na temat nowych szminek marki Avon o zachęcającej nazwie- Zmysłowa przyjemność. Ich regularna cena to 30 złotych, a promocyjna około 15 złotych. Zamknięte są w poręcznych, czarnych opakowaniach. Co ważne zamykają się przez charakterystyczny "klik", dzięki czemu mamy pewność, że nie otworzą się w niepożądanym miejscu. :)


Posiadam dwa kolory. Ta ciemna czerwona szminka, idealna na wieczór lub okres jesienno- zimowy to Plum Verbena. Jaskrawy róż to kolor o nazwie Hibiscus. Zobaczcie jak prezentują się na moich ustach.



Szminki dzięki swojej żelowej konsystencji, łatwo się nakładają, pięknie nawilżają i pozostawiają soczysty kolor. Trwałość jak na tego typu produkt jest całkiem dobra.. Na pewno zejdzie dość szybko, kiedy będziemy piły i jadły, ale kolor ścierać się będzie równomiernie. Jako pierwszy z ust zniknie połysk, a sam kolor pozostanie znacznie dłużej. 


Podsumowując. Są to dobre szminki, które pielęgnują usta i nadają im piękny soczysty kolor. Dostępne są w kilku wariantach kolorystycznych. :) Polecam!

Próbowałyście już nowe szminki marki Avon? Co o nich sądzicie? :) 

poniedziałek, 2 marca 2015

Ulubieńcy lutego 2015.

Serwus! :)
Przyszedł czas na jeden z moich ulubionych wpisów. Lubie je zarówno czytać u innych jak i pisać na własnym blogu. Po świeżej dawce "Ulubieńców...." zawsze w głowie rodzi się pomysł na zakupy i chęć wypróbowania czegoś nowego. Jedyny minus to fakt, że nasz portfel może na tym nieco ucierpieć. Ale co tam..... Zapraszam Was na moich ulubieńców minionego miesiąca ;)


L'biotica, Biovax BB Beauty Benefit, odżywka 60 sekund do włosów suchych i zniszczonych- na pewno znacie słynne maseczki Biovaxu w słoiczkach. Muszę przyznać, że ta 60 sekundowa odżywka sprawdza się u mnie lepiej niż maseczki. Polecam ją osobą, które nie mają czasu dbać o włosy. Minuta wystarczy, aby kosmetyk odżywił nasze kosmyki, dodał im blasku, poprawił ich wygląd i ułatwił rozczesywanie. Ma bogaty skład a kosztuje około 16 złotych.

Turbie Twist, turban do włosów- jak posiadaczka długich i gęstych włosów, zawsze po ich umyciu miałam problem z wykonaniem idealnego turbana. W końcu dostałam od mojej przyjaciółki Oli Turbie Twist, który okazał się świetnych gadżetem. Przy jego pomocy w kilka sekund stworzymy idealny turban, który jest lekki i nie zsuwa się z głowy. 

Essence, Studio Nails, Ultra Gloss Nail Shine- jest to lakier nawierzchniowy, który kosztuje 10 złotych. Bardzo lubię i polecam top coat z Sally Hansen Insta- Dri, ale tym razem postanowiłam wypróbować coś tańszego. Produkt z Essence, ma idealna konsystencję, która przyspiesza wysychanie lakieru, utrwala manicure i nadaje ładny połysk 

The balm, Nude'tude- uwielbiam tą paletkę cieni. Jest idealna zarówno do makijażu wieczorowego jak i dziennego. Dwanaście cieni jest zamkniętych w efektownym opakowaniu z lusterkiem. Cienie super się nakładają i są bardzo trwałe. Cudeńko, które kosztuje 120-150 złotych. Szczególnie podoba mi się kolor o nazwie "sexy" :)


Zoeva, 227 Luxe Soft Definer, pędzel do rozcierania cieni- pędzel niemieckiej marki, dzięki któremu cienie dużo łatwiej i szybciej się rozcierają. Naprawdę ułatwia pracę i jest bardzo łatwy w użyciu. Dzięki białemu koloru włosia, zawsze wiemy jaki kolor aktualnie się na nim znajduje. Kosztuje około 30 złotych. 

I to już wszystko. Czekam na Wasze komentarze :) 

piątek, 27 lutego 2015

Joy Box- luty.

Cześć! :)
W minioną środę, kiedy wróciłam po 10 godzinnym dniu pracy i to na dodatek dniu, który zaliczał się do tych gorszych w domu czekała na mnie miła niespodzianka. Po około tygodniu od zamówienia dotarł do mnie nowy, drugi już Joy Box. O pierwszym, a mianowicie grudniowym pisałam Wam jakiś czas temu. Teraz skusiłam się na lutowe pudełeczko.


Joy Box kosztuje 49 złotych i wiemy za co płacimy. Część produktów jest już do niego włożona, a kolejne 3 wybieramy sobie z bogatej oferty. Zobaczcie co znalazło się w drugiej edycji pudełka pełnego kosmetyków. :)
Kosmetyki, które wybrałam sama to:
- Bumble and bumble, ochronna baza do włosów- już dawno chciałam wypróbować ten kosmetyk, ale skutecznie odstraszała mnie jego cena. Kosztuje powyżej 100 złotych. Składa się z różnych olejków, które pielęgnują i chronią nasze włosy.
- Lambre, permanentna kredka do oczu- jest to tusz do kresek w pisaku. Otrzymałam kolor brązowy.
- REF, szampon do włosów zniszczonych- pierwszy raz mam styczność z tą marką, dlatego wypróbuję szampon z wielką przyjemnością.

Kosmetyki, które były już wybrane do lutowego pudełeczka:
- Wibo, tusz do rzęs Boom Boom;
- Tenex, dwufazowy peeling do rąk i stóp;
- Delia, dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust;
- Bielenda, masełko do ust;
- Dove, suchy olejek do ciała;
- La Petit Marseillais, żel po prysznic. 

Oprócz kosmetyków w pudełeczku znalazły się też kody rabatowe. Całość sprawiła mi ogromną przyjemność i już nie mogę doczekać się testowania. Szczególnie zależy mi na wypróbowaniu ochronnej bazy Bumble and bumble i suchego olejku z Dove. To mogą być prawdziwe hiciory. :) :)

Zauważyłam, że druga edycja Joy Boxa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Już po kilka minutach, niektóre produkty, które można było sobie wybrać zostały wyprzedane. Ciekawe kiedy pojawi się trzeci edycja,a przede wszystkim jakie kosmetyki się w niej znajdą. Czekam z niecierpliwością. :)

Co sądzicie o lutowym wydaniu Joy Boxa? :) 

wtorek, 10 lutego 2015

Ulubieńcy grudnia 2014 i stycznia 2015

Czeeeeść! ;)
Po małej przerwie znów tu jestem i zapraszam na post przepełniony bardzo dobrymi kosmetykami, moimi ulubieńcami. :)



Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych, suchych i zniszczonych-  maska kosztuje około 22-30 złotych. Można ją stosować na całych włosach, ale również na skórę głowy, dzięki czemu odżywia nasze włosy od cebulek, aż po same końce. Używam ją 1-2 razy w tygodniu i moje włosy bardzo szybko rosną, są lśniące, grube i wyglądają na zdrowe. Można ją nosić od 10 do 60 minut, najlepiej pod czepkiem, aby ciepło dodatkowo wzmacniało jej działanie.

Vichy, Aqualia Thermal Riche- szukałam kremu, który dobrze nawilży moją skórę w okresie zimowym i nie zależało mi na żadnych innych właściwościach typu np. radzenie sobie z niedoskonałościami itp. Udało mi się znaleźć taki krem i jestem z niego bardzo zadowolona. Kosztuje około 55-70 złotych. Wybrałam wersję dla skóry suchej, choć posiadam cerę mieszaną. Kremu używam na noc i rano budzę się z promienną, miękką i pięknie wyglądająca buzią. Właśnie o to chodziło! :)

Palmer's, Cocoa Butter Formula with Vitamin E, skoncentrowany krem do rąk-  zima to ciężki czas dla moich dłoni, które szybko się przesuszają. Ciężko jest mi znaleźć krem, który szybko przyniesie mi ulgę i zregeneruje skórę. Krem Palmer's o zapachu masła kakaowego spełnia moje oczekiwania. Jest dość gęsty przez co świetnie odżywia skórę, ale też szybko się wchłania. No i wszyscy miłośnicy czekolady powinni być z niego zadowoleni. Kosztuje około 12 złotych.

Lirene Dermoprogram, DNA Protect, krem nawilżający pod oczy- ciężko jest znaleźć dobry krem nawilżający pod oczy w przystępnej cenie. Mając dwadzieścia parę lat nie chce jeszcze wydawać dużych sum na tego typu specyfik. Udało mi się jednak znaleźć produkt, który dobrze nawilża okolice w okół oczu i kosztuje około 20 złotych. Szybko się wchłania, jest lekki i co najważniejsze działa.

Soap & Glory, peeling do ciała-  produkty tej marki dostępne są w Anglii, mój peeling przywiozła mi Karina, dzięki której regularnie mogę testować zagraniczne perełki. Peeling pachnie cudnie, cytrynowo i orzeźwiająco.  Wygładza skórę i dobrze ją nawilża. Kosztuje około 40 złotych.

Ziaja, liście zielonej oliwki, oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym- kosztuje 1,20 a wystarcza na około 2 użycia. Wspaniale nawilża i odżywia, po jej użyciu moja skóra wygląda pięknie. Idealnie sprawdza się właśnie teraz w okresie zimowym, bo rewelacyjnie regeneruję skórę.



MUA, Luxe, Glitter Palette- ten produkt widzicie na zdjęciu wyżej i świetnie mi się sprawdził przy wykonywaniu makijaży sylwestrowo-karnawałowo-studniówkowych. Paleta kosztuje około 20 złotych i zawiera w sobie cztery kolory brokatu zatopionego w żelu, którzy przyczepia się do skóry. Pięknie błyszczy i dostępny jest w różnych wariantach kolorystycznych.

Golden Rose, Jolly Jewels numer 102 i Sally Hansen Xtream wear numer 37 Wet Cement- te dwa lakiery królowały na moich paznokciach przez ostatnie tygodnie i ilekroć je nosiłam, zawsze słyszałam wiele pozytywnych opinii. Ten pierwszy to dobrze kryjący lakier z iskrzącymi drobinkami srebra. Ten drugi to dość jasny szary kolor. Oba produkty są łatwe w użyciu i bardzo trwałe.


Biochemia Urody, Hydrolat z czarnej porzeczki-  kosztuje około 17 złotych i stosuje do tak jak tonik. Nawilża, odżywia i odświeża moją buzię. Do tego pachnie porzeczkami.

Biochemia Urody, Tonik z kwasem PHA 6%-  jest to dość delikatny  i bezpieczny produkt z kwasem. Można go stosować także latem. Ma działanie nawilżające i przeciwzmarszczkowe. Wygładza buzie i sprzyja szybszemu znikaniu wszelkich zaczerwienień czy niedoskonałości. Stosuje go 2 razy w tygodniu, a po upływie kilku minut od aplikacji używam także kremu nawilżającego, o którym pisałam wyżej. Zestaw, który możemy kupić i w domu zamienić w toniku kosztuje około 20 złotych.


Dziękuję, że odwiedziliście mojego bloga  i czekam na Wasze komentarze! Pa, pa :*