Witam Was w tym wyjątkowym dniu!
Są Mikołajki, a do tego w moim mieście jest już prawdziwa zima. Ponieważ Święta zbliżają się wielkimi krokami, pewnie myślicie już o zakupie prezentów. Mam nadzieję, że mój dzisiejszy wpis, trochę Wam w tym pomoże. Oto kolejna odsłona serii, która jakiś czas temu pojawiła się na moim blogu: "Ulubione kosmetyki mojej mamy". Dziś pokażę Wam nowości w kosmetyczce mojej mamy. Produkty, które dostała ode mnie lub kupiła z mojego polecenia. Myślę, że znajdziecie wśród nich produkty, dla siebie, ale też dla swoich mam, babć,czy innych bliskich osób, niezależnie od wieku.
Sally Hansen, Insta-Dri,Top Coat- ten produkt, pewnie kojarzycie już z mojego bloga. Łączy on w sobie zalety nabłyszczacza i utrwalacza. Do tego sprawia, że lakier szybciej wysycha. Kosztuje około 24 złotych.
Avon, Ultra Colour- oto szminka, która jednocześnie pielęgnuje nasze usta, ale też dodaje im koloru i blasku. Jest więc idealna właśnie w okresie zimowym, ponieważ nie wysusza ust. Moja mama jest posiadaczką koloru Sparking Nude, czyli beżu z dodatkiem mieniących się srebrnych drobinek. Drobinki nie migrują po naszej twarzy w ciągu dnia i nie tworzą też dyskotekowego efektu. Szminka sprawdzi się zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Trwałość jest całkiem dobra, jak na tego typu produkt. Kosztuje około 25 złotych.
Maybelline, Color Sensational- jest to nawilżająca szminka do ust, która nadaje im kolor i połysk. Podobnie jak szminka opisywana wyżej, sprawdzi się na naszych ustach także zimą. Moja mam polubiła kolor 720 Mocha Muse, czyli beż, przełamany odrobiną różu. Jak na produkt nawilżający i koloryzujący, trwałość jest naprawdę ok. Szminka nadaje połysk ustom, ale nie ma w sobie drobinek. Kosztuję trochę więcej niż 20 złotych.
Avon, Super Shock, gel eyeliner- jest to żelowa kredka do oczu o głębokim i trwałym kolorze. Z łatwością namalujecie nią dowolne kreski. Moja mama najbardziej lubi czarne kreski, dlatego jej kredka ma kolor o nazwie: black. Kredka kosztuje około 18 złotych.
Maybelline, Color Tattoo, 24 hr- jest to produkt, który można stosować na kilka sposobów. Może być np. bazą pod cienie lub samym cieniem. Jest bardzo trwały i pięknie rozświetla, oraz przyciemnia oko. Do jego aplikacji świetnie sprawdzają się palce. Moja mama jest posiadaczką koloru, który myślę, że spodoba się większości z Was: 35- on and on bronze. Kosztuje około 25 złotych.
Urban Decay, eyeshadow- oto cień, który uwielbiam i ja i moja mama. Jego aplikacja to sama przyjemność, jest trwały i świetny jakościowo.Mi udało się go kupić za mniej niż 20 złotych w outelcie kosmetycznym. Sama posiadam też inne kolory tych cieni. Kolor mojej mamy to YDK, czyli rozświetlający brąz.
Tołpa, Dermo Face Hydrativ, nawilżające serum odprężające- i na koniec produkt przeznaczony do pielęgnacji. Moja mama jest posiadaczką cery suchej i używa go na noc. Jego niewielka ilość wystarczy, aby można było go zaaplikować na całą twarz. Dodatkowo zawiera pipetę, która dozuje produkt. Konsystencja jest dość lejąca. Serum pachnie bardzo przyjemnie i szybko się wchłania. Ładnie nawilża i wygładza buzię. Kosztuje około 30 złotych.
Zapraszam do przeczytania wcześniejszych wpisów z serii "Ulubione kosmetyki mojej mamy":
klik.
A także do serii "Ulubione kosmetyki mojej babci":
klik.
Dajcie znać czy podoba Wam się seria "Ulubione kosmetyki mojej mamy". Pochwalcie się też, czy odwiedził Was Mikołaj. A przede wszystkim dajcie znać, czy wszystko u Was w porządku w związku z nadejściem zimy i silnym wiatrem.
Trzymajcie się! Pa! ;*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urban Decay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urban Decay. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 grudnia 2013
niedziela, 30 czerwca 2013
Ulubieńcy czerwca 2013
Hej! ;)
Mija jeden z moich ulubionych miesięcy w roku, a więc zapraszam Was na wpis poświęcony ulubionym kosmetykom czerwca. Jest to miesiąc, w którym zawsze dużo się dzieje. Tak również było i w tym roku. I tutaj małe usprawiedliwienie. Było mnie dość mało na blogu i na yt, ale obiecuje, że już w najbliższych dniach to się zmieni.
Original Source, Rasberry & Vanilla, płyn do kąpieli - produkt, który pachnie mega wakacyjnie i mega owocowo. O produktach marki Original Source, mówiłam już niejednokrotnie. Może nie są jakoś bardzo wydajne, czy cudowne, ale ich zapachy są tym czymś,co sprawia, że nie można ich nie spróbować. Tym razem zauroczył mnie słodki zapach malin i wanilii, które przypomina malinową mambę lub malinowe lody. Płyn kosztuje około 9-10 złotych. Ja kupiłam go w dwupaku razem z płynnem o innym zapachy w tej samej cenie w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Youngy 20+ , Płyn micelarny z tańczącymi perełkami z witaminą E - nowość w mojej kosmetyczce, ale też nowość na naszym rynku kosmetycznym. Jest to produkt, obok którego nie można przejść obojętnie, a to za sprawą pomarańczowych i żółtych perełek na dnie kosmetyku. Kiedy wstrząśniemy opakowaniem, perełki zaczynają wirować, a nałożone na wacik, a następnie na naszą twarz, nawilżają ją. Płyn całkiem dobrze zmywa makijaż twarzy i oczu. Ma delikatny, neutralny zapach. Kosztuje trochę mniej niż 20 złotych, za 200 ml, więc dość sporo, ale jest to taki gadżet, który dobrze wygląda na półce z kosmetykami.
Green Pharmacy, Balsam do włosów farbowanych i po balejażu, aloes- gdybym wśród wszystkich dzisiejszych ulubieńców, miała wybrać jeden najlepszy produkt, to byłby to zdecydowanie ten balsam. Jak wiecie w maju zmieniłam nieco fryzurę- pofarbowałam włosy i rozjaśniłam końcówki. Po tych zabiegach moje włosy wymagały poświęcenia im większej uwagi i zmiany w pielęgnacji. Mój wybór padł na właśnie ten balsam, który kosztował mnie około 5-6 złotych. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i chroni przed utratą koloru. Po rozjaśnianiu moje końcówki nie były w najlepszej kondycji, ale wystarczyły dwa- trzy użyciu tego produktu, by wyglądały pięknie.
Nasiona kozierdaki- za niecałe 3 złote, możecie mieć produkt, który potrafi nie do poznania zmienić stan i kondycje włosów. Wystarczy dwie łyżki nasion kozieradki zalać szklanką wrzątku. Po ostygnięciu i opadnięciu nasionek, powstałą miksturę przelewam do buteleczki i chowam do lodówki. Wedle uznania wcieram ją codziennie w skórę głowy, lub 2-3 godziny przed myciem włosów. Efekt? Zmniejszenie wypadania, zwiększenie porostu i grubości włosów, dodanie im blasku i pięknego wyglądu.
Urban Decay, eyeshadow - mam dwa kolory bez których nie wyobrażam sobie już teraz makijażu. Nadają się zarówno jako samodzielne cienie na całą powiekę, bazy lub w połączeniu z innymi kolorami. Posiadam odcień różu z domieszką złoto-X, oraz brąz z drobinkami-YDK. Aplikacja tych cieni to sama przyjemność i banalnie łatwa sprawa. Trzymają się na powiekach cały dzień, bez względu na pogodę i warunki. Mimo świetnej jakości i trwałości są łatwe do zmycia podczas demakijażu. Po prostu cudeńka. Kupiłam je w outelcie kosmetyków z zagranicy za mniej niż 20 złotych. Wy możecie również poszukać takich outeltów lub sklepów internetowych, które mają w swojej ofercie cienie tej marki.
I to wszystko na dziś. Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do odwiedzania mojego bloga. Pa! ;*
P.S Nie zapomnijcie o obserwacji mojego bloga na Bloglovin, klik.
Mija jeden z moich ulubionych miesięcy w roku, a więc zapraszam Was na wpis poświęcony ulubionym kosmetykom czerwca. Jest to miesiąc, w którym zawsze dużo się dzieje. Tak również było i w tym roku. I tutaj małe usprawiedliwienie. Było mnie dość mało na blogu i na yt, ale obiecuje, że już w najbliższych dniach to się zmieni.
Original Source, Rasberry & Vanilla, płyn do kąpieli - produkt, który pachnie mega wakacyjnie i mega owocowo. O produktach marki Original Source, mówiłam już niejednokrotnie. Może nie są jakoś bardzo wydajne, czy cudowne, ale ich zapachy są tym czymś,co sprawia, że nie można ich nie spróbować. Tym razem zauroczył mnie słodki zapach malin i wanilii, które przypomina malinową mambę lub malinowe lody. Płyn kosztuje około 9-10 złotych. Ja kupiłam go w dwupaku razem z płynnem o innym zapachy w tej samej cenie w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Youngy 20+ , Płyn micelarny z tańczącymi perełkami z witaminą E - nowość w mojej kosmetyczce, ale też nowość na naszym rynku kosmetycznym. Jest to produkt, obok którego nie można przejść obojętnie, a to za sprawą pomarańczowych i żółtych perełek na dnie kosmetyku. Kiedy wstrząśniemy opakowaniem, perełki zaczynają wirować, a nałożone na wacik, a następnie na naszą twarz, nawilżają ją. Płyn całkiem dobrze zmywa makijaż twarzy i oczu. Ma delikatny, neutralny zapach. Kosztuje trochę mniej niż 20 złotych, za 200 ml, więc dość sporo, ale jest to taki gadżet, który dobrze wygląda na półce z kosmetykami.
Green Pharmacy, Balsam do włosów farbowanych i po balejażu, aloes- gdybym wśród wszystkich dzisiejszych ulubieńców, miała wybrać jeden najlepszy produkt, to byłby to zdecydowanie ten balsam. Jak wiecie w maju zmieniłam nieco fryzurę- pofarbowałam włosy i rozjaśniłam końcówki. Po tych zabiegach moje włosy wymagały poświęcenia im większej uwagi i zmiany w pielęgnacji. Mój wybór padł na właśnie ten balsam, który kosztował mnie około 5-6 złotych. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i chroni przed utratą koloru. Po rozjaśnianiu moje końcówki nie były w najlepszej kondycji, ale wystarczyły dwa- trzy użyciu tego produktu, by wyglądały pięknie.
Nasiona kozierdaki- za niecałe 3 złote, możecie mieć produkt, który potrafi nie do poznania zmienić stan i kondycje włosów. Wystarczy dwie łyżki nasion kozieradki zalać szklanką wrzątku. Po ostygnięciu i opadnięciu nasionek, powstałą miksturę przelewam do buteleczki i chowam do lodówki. Wedle uznania wcieram ją codziennie w skórę głowy, lub 2-3 godziny przed myciem włosów. Efekt? Zmniejszenie wypadania, zwiększenie porostu i grubości włosów, dodanie im blasku i pięknego wyglądu.
Urban Decay, eyeshadow - mam dwa kolory bez których nie wyobrażam sobie już teraz makijażu. Nadają się zarówno jako samodzielne cienie na całą powiekę, bazy lub w połączeniu z innymi kolorami. Posiadam odcień różu z domieszką złoto-X, oraz brąz z drobinkami-YDK. Aplikacja tych cieni to sama przyjemność i banalnie łatwa sprawa. Trzymają się na powiekach cały dzień, bez względu na pogodę i warunki. Mimo świetnej jakości i trwałości są łatwe do zmycia podczas demakijażu. Po prostu cudeńka. Kupiłam je w outelcie kosmetyków z zagranicy za mniej niż 20 złotych. Wy możecie również poszukać takich outeltów lub sklepów internetowych, które mają w swojej ofercie cienie tej marki.
I to wszystko na dziś. Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do odwiedzania mojego bloga. Pa! ;*
P.S Nie zapomnijcie o obserwacji mojego bloga na Bloglovin, klik.
środa, 21 września 2011
Urban Decay- Naked kontra NYX- Nude on Nude
Cześć! Zapraszam Was na moją pierwszą recenzję porównawczą. Porównam moją paletkę NYX Nude on Nude z paletką, którą otrzymałam do przetestowania od mojej widzki Doroty! (http://www.youtube.com/user/DariuszotkaMU) .
1. Opakowanie: Naked (N)- bardzo poręczne, łatwe do otwierania, pokryte materiałem ze złotymi napisami.
Nude on Nude (NN)- niewielkie plastikowe, masywne opakowanie, które czasem trudno otworzyć.
2. Zawartość: N- 12 cieni, 2 kredki, baza pod cienie, lusterko.
NN- 20 cieni, 10 szminek, lusterko i 2 aplikatory
3. Cienie: N-są świetnie na pigmentowane i mają kremową konsystencję. Dobrze się rozprowadzają i można je nakładać zarówno palcami jak i pędzlami. Jeśli nabierzemy za dużo produktu, może się obsypywać . Znajdziemy cienie matowe i błyszczące.
NN- dobra pigmentacja, ława aplikacja, nie są tak kremowe jak cienie Naked. Trzymają się cały dzień, nawet bez użycia bazy. Znajdziemy cienie matowe i błyszczące.
4. Dodatki: N- oprócz cieni mamy 2 kredki (czarną i brązową), które świetnie pasują do makijażu, jaki możemy zrobić tą paletką. Kredki są miękkie i się nie rozmazują. Dodatkiem jest również ich słynny primer, która przedłuża żywotność cieni na naszych powiekach. Dodane lusterko jest niewielkie
NN- szminki dołączone do cieni są super. Dają efekt błyszczyka i kolor szminki. Ich trwałość jest zadowalająca i pasują na wiele okazji. W zestawie mamy również aplikatory, które choć nie są najwyższej jakości to mogą się przydać. Mamy rrównież przydatne lusterko
5. Zastosowanie: N- piękne klasyczne cienie, idealne do pracy, do szkoły, a także na imprezę. Bardzo uniwersalny zestaw kolorystyczny.
NN- bardzo podobna gama kolorystyczna, która będzie pasowała każdemu i na każdą okazję.

6. Dostępność: N- w Polsce do kupienia tylko przez internet
NN- w Polsce do kupienia tylko przez internet.
7. Cena: N- 150-210 złotych
NN- 75- 120 złotych.
8. Porównanie: Zarówno opakowanie i zawartość oby paletek, jest w podobnej kolorystyce. Praktycznie wszystkie kolory z paletki Naked mają swój odpowiednik w palecie Nude on Nude.
9. Wady i najważniejsze zalety: N- cena, cienie mogą się obsypywać
NN- opakowanie, które potrafi się zaciąć,
N- trwałość, konsystencja, dodatki, kolory
NN-kolory, dodatki, trwałość
10. Co wybrać: Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Obie paletki są świetne, a ich jakoś jest porównywalna. Kolory, która tam znajdziecie pasują każdemu i na każdą okazje. Nie zrobicie sobie nimi krzywdy. Jeśli chcecie zaoszczędzić wybierzcie NYX, a jeśli chcecie mieć kultowy już produkt, wybierzcie Naked.
Właśnie zaczęłam zgrywać filmik o tych paletkach na yt, także za chwile będziecie mogły go zobaczyć. Zachęcam do obejrzenia i komentowania!
Jeszcze raz dziękuję Dorocie za udostępnienie mi paletki Naked! ;* Pozdrawiam Cię ;*
1. Opakowanie: Naked (N)- bardzo poręczne, łatwe do otwierania, pokryte materiałem ze złotymi napisami.
Nude on Nude (NN)- niewielkie plastikowe, masywne opakowanie, które czasem trudno otworzyć.
2. Zawartość: N- 12 cieni, 2 kredki, baza pod cienie, lusterko.
NN- 20 cieni, 10 szminek, lusterko i 2 aplikatory
3. Cienie: N-są świetnie na pigmentowane i mają kremową konsystencję. Dobrze się rozprowadzają i można je nakładać zarówno palcami jak i pędzlami. Jeśli nabierzemy za dużo produktu, może się obsypywać . Znajdziemy cienie matowe i błyszczące.
NN- dobra pigmentacja, ława aplikacja, nie są tak kremowe jak cienie Naked. Trzymają się cały dzień, nawet bez użycia bazy. Znajdziemy cienie matowe i błyszczące.
4. Dodatki: N- oprócz cieni mamy 2 kredki (czarną i brązową), które świetnie pasują do makijażu, jaki możemy zrobić tą paletką. Kredki są miękkie i się nie rozmazują. Dodatkiem jest również ich słynny primer, która przedłuża żywotność cieni na naszych powiekach. Dodane lusterko jest niewielkie
NN- szminki dołączone do cieni są super. Dają efekt błyszczyka i kolor szminki. Ich trwałość jest zadowalająca i pasują na wiele okazji. W zestawie mamy również aplikatory, które choć nie są najwyższej jakości to mogą się przydać. Mamy rrównież przydatne lusterko
5. Zastosowanie: N- piękne klasyczne cienie, idealne do pracy, do szkoły, a także na imprezę. Bardzo uniwersalny zestaw kolorystyczny.
NN- bardzo podobna gama kolorystyczna, która będzie pasowała każdemu i na każdą okazję.
6. Dostępność: N- w Polsce do kupienia tylko przez internet
NN- w Polsce do kupienia tylko przez internet.
7. Cena: N- 150-210 złotych
NN- 75- 120 złotych.
8. Porównanie: Zarówno opakowanie i zawartość oby paletek, jest w podobnej kolorystyce. Praktycznie wszystkie kolory z paletki Naked mają swój odpowiednik w palecie Nude on Nude.
9. Wady i najważniejsze zalety: N- cena, cienie mogą się obsypywać
NN- opakowanie, które potrafi się zaciąć,
N- trwałość, konsystencja, dodatki, kolory
NN-kolory, dodatki, trwałość
10. Co wybrać: Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Obie paletki są świetne, a ich jakoś jest porównywalna. Kolory, która tam znajdziecie pasują każdemu i na każdą okazje. Nie zrobicie sobie nimi krzywdy. Jeśli chcecie zaoszczędzić wybierzcie NYX, a jeśli chcecie mieć kultowy już produkt, wybierzcie Naked.
Właśnie zaczęłam zgrywać filmik o tych paletkach na yt, także za chwile będziecie mogły go zobaczyć. Zachęcam do obejrzenia i komentowania!
Jeszcze raz dziękuję Dorocie za udostępnienie mi paletki Naked! ;* Pozdrawiam Cię ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)