Czeeeeść! ;)
Po małej przerwie znów tu jestem i zapraszam na post przepełniony bardzo dobrymi kosmetykami, moimi ulubieńcami. :)
Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych, suchych i zniszczonych- maska kosztuje około 22-30 złotych. Można ją stosować na całych włosach, ale również na skórę głowy, dzięki czemu odżywia nasze włosy od cebulek, aż po same końce. Używam ją 1-2 razy w tygodniu i moje włosy bardzo szybko rosną, są lśniące, grube i wyglądają na zdrowe. Można ją nosić od 10 do 60 minut, najlepiej pod czepkiem, aby ciepło dodatkowo wzmacniało jej działanie.
Vichy, Aqualia Thermal Riche- szukałam kremu, który dobrze nawilży moją skórę w okresie zimowym i nie zależało mi na żadnych innych właściwościach typu np. radzenie sobie z niedoskonałościami itp. Udało mi się znaleźć taki krem i jestem z niego bardzo zadowolona. Kosztuje około 55-70 złotych. Wybrałam wersję dla skóry suchej, choć posiadam cerę mieszaną. Kremu używam na noc i rano budzę się z promienną, miękką i pięknie wyglądająca buzią. Właśnie o to chodziło! :)
Palmer's, Cocoa Butter Formula with Vitamin E, skoncentrowany krem do rąk- zima to ciężki czas dla moich dłoni, które szybko się przesuszają. Ciężko jest mi znaleźć krem, który szybko przyniesie mi ulgę i zregeneruje skórę. Krem Palmer's o zapachu masła kakaowego spełnia moje oczekiwania. Jest dość gęsty przez co świetnie odżywia skórę, ale też szybko się wchłania. No i wszyscy miłośnicy czekolady powinni być z niego zadowoleni. Kosztuje około 12 złotych.
Lirene Dermoprogram, DNA Protect, krem nawilżający pod oczy- ciężko jest znaleźć dobry krem nawilżający pod oczy w przystępnej cenie. Mając dwadzieścia parę lat nie chce jeszcze wydawać dużych sum na tego typu specyfik. Udało mi się jednak znaleźć produkt, który dobrze nawilża okolice w okół oczu i kosztuje około 20 złotych. Szybko się wchłania, jest lekki i co najważniejsze działa.
Soap & Glory, peeling do ciała- produkty tej marki dostępne są w Anglii, mój peeling przywiozła mi Karina, dzięki której regularnie mogę testować zagraniczne perełki. Peeling pachnie cudnie, cytrynowo i orzeźwiająco. Wygładza skórę i dobrze ją nawilża. Kosztuje około 40 złotych.
Ziaja, liście zielonej oliwki, oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym- kosztuje 1,20 a wystarcza na około 2 użycia. Wspaniale nawilża i odżywia, po jej użyciu moja skóra wygląda pięknie. Idealnie sprawdza się właśnie teraz w okresie zimowym, bo rewelacyjnie regeneruję skórę.
MUA, Luxe, Glitter Palette- ten produkt widzicie na zdjęciu wyżej i świetnie mi się sprawdził przy wykonywaniu makijaży sylwestrowo-karnawałowo-studniówkowych. Paleta kosztuje około 20 złotych i zawiera w sobie cztery kolory brokatu zatopionego w żelu, którzy przyczepia się do skóry. Pięknie błyszczy i dostępny jest w różnych wariantach kolorystycznych.
Golden Rose, Jolly Jewels numer 102 i Sally Hansen Xtream wear numer 37 Wet Cement- te dwa lakiery królowały na moich paznokciach przez ostatnie tygodnie i ilekroć je nosiłam, zawsze słyszałam wiele pozytywnych opinii. Ten pierwszy to dobrze kryjący lakier z iskrzącymi drobinkami srebra. Ten drugi to dość jasny szary kolor. Oba produkty są łatwe w użyciu i bardzo trwałe.
Biochemia Urody, Hydrolat z czarnej porzeczki- kosztuje około 17 złotych i stosuje do tak jak tonik. Nawilża, odżywia i odświeża moją buzię. Do tego pachnie porzeczkami.
Biochemia Urody, Tonik z kwasem PHA 6%- jest to dość delikatny i bezpieczny produkt z kwasem. Można go stosować także latem. Ma działanie nawilżające i przeciwzmarszczkowe. Wygładza buzie i sprzyja szybszemu znikaniu wszelkich zaczerwienień czy niedoskonałości. Stosuje go 2 razy w tygodniu, a po upływie kilku minut od aplikacji używam także kremu nawilżającego, o którym pisałam wyżej. Zestaw, który możemy kupić i w domu zamienić w toniku kosztuje około 20 złotych.
Dziękuję, że odwiedziliście mojego bloga i czekam na Wasze komentarze! Pa, pa :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 lutego 2015
sobota, 31 maja 2014
Ulubieńcy maja 2014
Hej!
Poczytajcie i zobaczcie jakie produkty przypadły mi do gustu w tym miesiącu. Zapraszam! ;)
Golden Rose, Color Expert, nr 22 - tutaj: klik., pisałam Wam, że jest to mój ulubiony lakier, a właściwie kolor tego miesiąca.Produkt kosztuje około 6 złotych, jest trwały, szybko wysycha i pięknie wygląda.
Golden Rose, Top Coat- jego recenzję możecie przeczytać tutaj: klik. Kosztuje 10 złotych. Jego zadaniem jest nabłyszczenie lakieru, stworzenie efektu żelowych paznokci. Faktycznie wydobywa piękny blask
z każdego lakieru. Jego minusem jest fakt, że długo wysycha.
z każdego lakieru. Jego minusem jest fakt, że długo wysycha.
Natural Collection, Bronzing powder- bronzer przyleciał do mnie prosto z Anglii. Kosztuje
w przeliczeniu na złotówki, jakieś 10 złotych. Ma masywne opakowanie z solidnym zamknięciem. Mój kolor to Golden Glow, czyli brąz, delikatnie wpadający w pomarańcz z rozświetlającymi drobinkami. Jest łatwy
w użyciu i ładnie wygląda na buzi.
w przeliczeniu na złotówki, jakieś 10 złotych. Ma masywne opakowanie z solidnym zamknięciem. Mój kolor to Golden Glow, czyli brąz, delikatnie wpadający w pomarańcz z rozświetlającymi drobinkami. Jest łatwy
w użyciu i ładnie wygląda na buzi.
Fm Group, Wielokolorowy rozświetlacz- kosztuje około 30 złotych. Dostępny jest w wersji ciemniejszej i jaśniejszej. Ja wybrałam tą drugą. Nadaje skórze delikatny różowawo-beżowy kolor i satynowy efekt rozświetlenia. Nadaje się zarówno do używania na kościach policzkowych, ale też na całej twarzy.
Max Factor, 2000 Calorie, Dramatic Volume- kultowy tusz, który dopiero teraz wpadł w moje ręce, dzięki babci, od której go dostałam. W promocji można go kupić za około 20 złotych. Regularnie kosztuje około 35-45 złotych. Pięknie podkreśla moje rzęsy, dzięki ich pogrubieniu i wydłużeniu. Efekt jest świetny,
a wszystko to idzie w parze z równie dobrą jakością.
a wszystko to idzie w parze z równie dobrą jakością.
For Your Beauty, dwustronny pędzelek do oczu- kosztuje około 15 złotych, a jest rewelacyjny. Przedewszystkim można go używać na kilka sposobów. Z jednej strony mamy pędzelek języczkowaty do np. nakładania cieni na całą powiekę, a z drugiej mniejszy pędzelek, który m.in. świetnie rozetrze cień
w załamaniu powieki, czy na dolnej powiece. Na pewno przyda się zarówno w kosmetyczkach profesjonalistek jak i amatorek.
w załamaniu powieki, czy na dolnej powiece. Na pewno przyda się zarówno w kosmetyczkach profesjonalistek jak i amatorek.
Urządzenie do pielęgnacji twarzy- produkt kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za 20 złotych. Wiem, że jeszcze w niektórych sklepach dostępne są ostatnie sztuki. Zestaw składa się z: etui, baterii i właściwego urządzenia do którego dołączone są 4 końcówki. Pokrótce je przedstawie:
1. Nakładka masująca do poprawy krążenia i absorpcji kosmetyków- sprawdza się przed aplikacją kremu.
2. Nakładka szczotkowa do usuwania martwych komórek i regeneracji tych uszkodzonych- działa jak dobry, oczyszczający peeling. Nie radziłabym jej używać codziennie, ale co kilka dni.
3. Nakładka lateksowa do delikatnego masażu, poprawiająca wchłanianie się kosmetyku- działa jak delikatny peeling i relaksuje.
4. Nakłada z gąbką do równomiernego nakładania makijażu- jest to czasochłonny proces, ale dzięki tej nakładce nałożymy niewielką ilość podkładu, który na buzi będzie wyglądać bardzo naturalnie i ładnie
Urządzenie posiada dwie prędkości obrotu: szybszą i wolniejszą. Jest fajnym i nie drogim gadżetem, który zadba o naszą buzię. :)
I to już wszystko! A jacy są Wasi ulubieńcy tego miesiąca? :)
piątek, 23 maja 2014
Golden Rose, Color Expert nr. 22.
Hej!
Dzisiaj pokażę Wam lakier, a właściwie kolor, który nie schodzi z moich paznokci w tym miesiącu,. Jest żywy, wiosenny, po prostu piękny i..... poprawia nastrój. :)
Jest to lakier Golden Rose z kolekcji Color Expert. Gama kolorów jest przeogromna, a wszystko to w cenie około 6 złotych za sztukę. Ja wybrałam kolor numer 22, czyli łososiowy róż.
Lakier ma szeroki pędzelek, który ułatwia i przyspiesza aplikacje. Szybko schnie i jest długotrwały. Zdjęcia, które zobaczycie niżej, przedstawiają moje paznokcie kilka dni po aplikacji lakieru.
Lakier jest bardzo dobry, a kolor uwiódł moje serce. Polecam!
Jakie kolory królują na Waszych paznokciach w maju? :)
Dzisiaj pokażę Wam lakier, a właściwie kolor, który nie schodzi z moich paznokci w tym miesiącu,. Jest żywy, wiosenny, po prostu piękny i..... poprawia nastrój. :)
Jest to lakier Golden Rose z kolekcji Color Expert. Gama kolorów jest przeogromna, a wszystko to w cenie około 6 złotych za sztukę. Ja wybrałam kolor numer 22, czyli łososiowy róż.
Lakier ma szeroki pędzelek, który ułatwia i przyspiesza aplikacje. Szybko schnie i jest długotrwały. Zdjęcia, które zobaczycie niżej, przedstawiają moje paznokcie kilka dni po aplikacji lakieru.
Lakier jest bardzo dobry, a kolor uwiódł moje serce. Polecam!
Jakie kolory królują na Waszych paznokciach w maju? :)
wtorek, 6 maja 2014
Golden Rose, Gel Look Top Coat i FM Group, Osuszacz do lakieru.
Hej! ;)
Dzisiejszy wpis z pewnością spodoba się wszystkim lakieromaniaczką, które cenią sobie szybkie wysychanie lakieru, piękny połysk i trwałość. Poznajcie dwa produkty, które mogą Wam pomóc w pracy nad oczekiwanym efektem ;)
Dzisiejszy wpis z pewnością spodoba się wszystkim lakieromaniaczką, które cenią sobie szybkie wysychanie lakieru, piękny połysk i trwałość. Poznajcie dwa produkty, które mogą Wam pomóc w pracy nad oczekiwanym efektem ;)
Pierwszy z omawianych dziś produktów to osuszacz do paznokci z FM Group. Kosztuje 17 złotych i 90 groszy. Jego zadaniem jest skrócenie czasu wysychania lakieru, zapobieganie powstaniu smug i zarysowań. Ponadto ma nabłyszczać płytkę, uwydatnić kolor lakieru i nie wysuszy skórek. Jak jest naprawdę? To idealny produkt, dla osób, którym zależy na szybkim wysychaniu lakieru. Już w 1 minutę od aplikacji mamy suche paznokcie! Ponadto delikatnie nabłyszcza lakier i minimalnie wydłuża jego trwałość. Jego aplikacja jest łatwa i szybka. Osuszacz ma wygodne opakowanie z atomizerem. Kiedy pomalujemy już paznokcie, wystarczy wykonać 2-3 psiknięcia na jedną rękę, a następnie na drugą. Dłonie pokryją się tłustą warstwą, dlatego aplikacje warto wykonać w łazience, aby nic się nie pobrudziło. Po upływie 1 minut delikatnie wycieram ręce i gotowe. Dla pewności można odczekać jeszcze do 5 minut, aby nic się odcisnęło się na naszych paznokciach. Dzięki tłustej warstwie, którą zostawia produkt, skórki są idealnie nawilżone.
Zobaczcie jak prezentuje się lakier po użyciu osuszacza:
Chwilę po aplikacji.
Po 3 dniach od aplikacji.Widać już starcia i odpryśnięcia.
Głównym zadaniem tego produktu jest przyspieszenie wysychania lakieru. I spisuje do tego rewelacyjnie. Nie oczekujmy od niego niewiadomo jak długiej trwałości, czy pięknego połysku. On sprawi, że w ciągu minuty lakier na paznokciach będzie już suchy.
A oto drugi produkt, który kupiłam totalnie w ciemno. Jest to Top Coat z Golden Rose, który kosztuje około 10 złotych. Można go kupić w drogeriach, gdzie sprzedawane są lakiery tej marki, lub w wysepkach Golden Rose. Po jego zakupie zaczęłam czytać o nim opinie i spotkałam się z wieloma negatywnymi ocenami. Dla mnie jest to bardzo dobry produkt, którego jedynym minusem jest długi czas schnięcia.
Głównym zadaniem lakieru jest nadanie pięknego blasku, wręcz efektu żelowych paznokci i przedłużenie trwałości. Top Coat faktycznie tworzy na paznokciach cudną błyszczącą tafle. Dzięki szerokiemu pędzelkowi, jego aplikacja jest szybka i przyjemna. Produkt przedłuża również trwałość, ale jest to zależne od właściwości lakieru bazowego. Z jednym lakierem współpracuje lepiej, z innym gorzej.
Aplikuje się go po 2 minutach, od nałożenia ostatniej warstwy lakieru. Następnie musimy odczekać jakieś 30, a nawet 40 minut, aby dobrze wysechł. Jednak efekt jaki daje, rekompensuje mi ten długi czas wysychania.
Czytałam, że po kilku godzinach od aplikacji zaczyna pękać na paznokciach. W moim przypadku tylko raz i to po 3 dniach miało coś takiego miejsce. Na lakierze powstała niemal niewidoczna pajęczynka, która mi osobiście nie przeszkadzała.
Zobaczcie jak prezentuje się na różnych lakierach:
Po 4 dniach od aplikacji
Zaraz po wyschnięciu.
Po 4 dniach od aplikacji
Jak dla mnie efekt, jest naprawdę super. Idealny na większe wyjścia. Paznokcie pomalowane tym produktem, przykuwają spojrzenia.
Podsumowując, są to dwa godne polecenia produkty, w które warto zainwestować. Osuszacz przyda się w chwilach, gdy mamy ochotę na szybką zmianę koloru i szybki czas wysychania. Top Coat z Golden Rose pomoże nam w uzyskaniu długotrwałego efektu "Wow!"
Co sądzicie o tych produktach? Czego używacie po nałożeniu ulubionego kolorowego lakieru? ;)
piątek, 31 stycznia 2014
Ulubieńcy grudnia 2013 i styczia 2014
Cześć!
Jak co miesiąc, zapraszam Was na wpis, w którym pokazuję Wam i opisuje pokrótce produkty kosmetyczne, które sprawdziły mi się w danym miesiącu. Dziś będzie to połączenie dwóch miesięcy, grudnia ubiegłego roku i stycznia tego roku. Zapraszam! :)
Schwarzkopf, Gliss Kur, Oil Nutrive- za nim wyrażę swoją opinię na temat tego szamponu, mały wstęp. Jakiś czas temu na blogach nastała moda na czytanie składów kosmetyków. Również ja zaczęłam się tym interesować. Szampony Gliss Kur, lubi moja mama. Czasem więc i ja ich używałam. Jednak, gdy zaczęłam interesować się składami kosmetyków uznałam, że nie jest to dobry szampon. Bo ma SLS- y i inne substancje, które mają nie wiele wspólnego z naturalnymi. Jakiś czas temu jednak zaczęłam rozumieć, że we wszystkim trzeba mieć umiar i nie wszystko co nie jest naturalne jest złe. Do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans, dlatego znów sięgnęłam po szampon Gliss Kur, którego wcześniej nie używałam. Ma w swoim składa wiele olejków m.in arganowy i macadamia. Idealnie sprawdza się właśnie teraz, gdy nasze włosy potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a nie mocnego oczyszczania, które wysusza włosy. Co prawda moje włosy szybko przetłuszczają się u nasady, ale ten szampon, właśnie teraz zimą, nie przyczynia się to tego, że muszę je częściej myć. Włosy są błyszczące, miękkie i zadbane. Za 400 ml szamponu zapłacimy około 13 złotych lub około 10 złotych w promocji.
Lirene Dermoprogram, Tonik nawilżająco-oczyszczający- dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, czy innych zanieczyszczeń, a do tego dodaje jej blasku i delikatnie ją nawilża. Kosztuje około 12 złotych.
Avon Solution, Winter night- mieszkam na wschodzie Polski i tutaj podczas tegorocznej zimy, nawet w ciągu dnia mieliśmy -20 stopni. Niska temperatura i wiatr nie są dla nas dobre. Szczególnie cierpi na tym nasza skóra. Uważam, że właśnie w tym okresie powinniśmy wybierać kosmetyki o bogatej konsystencji, które dodatkową ochronią, ale też nawilżą i odżywia skórę. Krem z Avonu na zimę w wersji do stosowania na noc, sprawdza się bardzo dobrze. W promocji kosztuje 11 złotych, bez niej trochę więcej niż 20 złotych. Szybko się wchłania, a rano budzę się z miękką, promienną i nawilżoną buzią. Po tym właśnie poznaje, czy dany krem na mnie działa, gdy po przebudzeniu cera wygląda pięknie.
L'oreal Nutri- Gold, Nawilżająca terapia odżywcza pod oczy- krem kupiłam za mniej niż 30 złotych. Ma gęstą konsystencję, która dość dobrze się rozprowadza. Bardzo ładnie nawilża i wygładza skórę pod oczami.
Nivea, Lip Butter, masło do ust- jestem posiadaczką wersji malinowej, ale dostępne jest też. np. wersja bez zapachu. Masełko bardzo dobrze pielęgnuje usta, nawet podczas największych mrozów. Nie używam go w ciągu dnia, ale codziennie przed wyjściem z domu i przed snem. Opakowanie nie sprzyja temu, abym mogła je używać kiedy tylko chce. Nie chciałabym nakładać masełka brudnymi rękami, kiedy jestem np. na uczelni i nie zawsze mogę odpowiednio umyć ręce. Dlatego stosuje je właśnie rano oraz wieczorem w domu i moje usta wyglądają pięknie. W promocji można je kupić za około 6 złotych. Cena regularna wynosi około 10 złotych.
Golden Rose Jolly Jewels nr.101- jest to lakier z zeszłorocznej kolekcji, który pięknie zdobi nasze paznokcie. Szczególnie dobrze, prezentuje się na czerni, granacie lub fiolecie. Lakier kryje w sobie pięknie odbijające światło kolorowe ścinki. Kosztuje 10-12 złotych. Pisałam o nim tutaj: klik.
Golden Rose, Carnival 01- jest to lakier z nowej kolekcji. Kosztuje 10-12 złotych. Nie musicie być mistrzyniami manicure, żeby stworzyć na paznokciach coś oryginalnego. Lakier kryje w sobie mniejsze i większe kółka, które wyglądają bardzo oryginalnie. Więcej możecie zobaczyć tutaj: klik.
Golden Rose, Luxury, Rich Colour- super, produkt, która daje naszym ustom piękny i długotrwały kolor, oraz połysk. Poświęciłam mu oddzielny wpis, który możecie zobaczyć tutaj: klik. Kosztuje mniej niż 20 złotych.
Ingrid, Eye Liner z brokatem- mam dwa złoty numer 5 i srebrny numer 6. Kosztują 5 złotych i 99 groszy. Sprawdziły się podczas makijaży sylwestrowych, ale też studniówkowych. Pięknie rozświetlają i można ich używać na wiele sposobów.
Catrice, limitowana edycja Feathers & Pearls, eye palette- co prawda paletka ta już nie jest dostępna, ale myślę, że będzie ją jeszcze można dostać na wyprzedażach. Kosztuje około 20 złotych i kryje w sobie 6 błyszczących i dobrze napigmentowanych cieni. Mamy tutaj czernie, szarości, złoto i biel.
MUA, paletka cieni- przyleciała do mnie prosto z Anglii, dzięki uprzejmości mojej koleżanki Kariny. Paletka składa się z 12 matowych, brokatowych i perłowych cieni, które nadają się i do makijażu dziennego i wieczorowego. Pigmentacja jest dość dobra i zależna od koloru cieni. Łatwo się nakładają i długo utrzymują. Paletka kosztuje około 15-20 złotych i jak na tą cenę, jest naprawdę bardzo dobra. Paletka nazywa się Undressed.
Sleek make up, Face Form Palette, paleta do konturowania- świetny produkt, który kosztuje około 30 złotych. Składa się z bronzera w zimnym, brudnym kolorze, różu, które dzięki złocistym drobinkom, dodaje dziewczęcości i świeżości, oraz rozświetlacza, który daje nam delikatną, satynową poświatę. Pigmentacja tego zestawu, nie pozwoli nam zrobić sobie krzywdy, ale nasza buzia, będzie wyglądać naprawdę dobrze.
Avon, Little Gold Dress- zapach kosztuje około 40 złotych, jest mocny, a jednocześnie dość świeży. Pachnie mandarynką, jaśminem i bursztynem. Nie należy do najtrwalszych, ale i tak go lubię.
To już wszystko na dziś. Na koniec chciałabym pozdrowić moją czytelniczkę i koleżankę Agnieszkę, która tak jak ja uwielbia lakiery do paznokci i kosmetyki. Chciałabym, aby kiedyś zagościła na moim blogu, ale póki co nie jest ją tak łatwo namówić. Mam nadzieję, ze te pozdrowienia i buziaki, trochę mi w tym pomogą ;*
Was moi drodzy czytelnicy również pozdrawiam. Uważajcie na siebie i trzymajcie się ciepło, mimo tej, dość uprzykrzającej życie pogody. No, ale w końcu takie są uroki zimy. Gorące buziaki! ;* Czekam na Wasze komentarze! :)
Jak co miesiąc, zapraszam Was na wpis, w którym pokazuję Wam i opisuje pokrótce produkty kosmetyczne, które sprawdziły mi się w danym miesiącu. Dziś będzie to połączenie dwóch miesięcy, grudnia ubiegłego roku i stycznia tego roku. Zapraszam! :)
Schwarzkopf, Gliss Kur, Oil Nutrive- za nim wyrażę swoją opinię na temat tego szamponu, mały wstęp. Jakiś czas temu na blogach nastała moda na czytanie składów kosmetyków. Również ja zaczęłam się tym interesować. Szampony Gliss Kur, lubi moja mama. Czasem więc i ja ich używałam. Jednak, gdy zaczęłam interesować się składami kosmetyków uznałam, że nie jest to dobry szampon. Bo ma SLS- y i inne substancje, które mają nie wiele wspólnego z naturalnymi. Jakiś czas temu jednak zaczęłam rozumieć, że we wszystkim trzeba mieć umiar i nie wszystko co nie jest naturalne jest złe. Do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans, dlatego znów sięgnęłam po szampon Gliss Kur, którego wcześniej nie używałam. Ma w swoim składa wiele olejków m.in arganowy i macadamia. Idealnie sprawdza się właśnie teraz, gdy nasze włosy potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a nie mocnego oczyszczania, które wysusza włosy. Co prawda moje włosy szybko przetłuszczają się u nasady, ale ten szampon, właśnie teraz zimą, nie przyczynia się to tego, że muszę je częściej myć. Włosy są błyszczące, miękkie i zadbane. Za 400 ml szamponu zapłacimy około 13 złotych lub około 10 złotych w promocji.
Lirene Dermoprogram, Tonik nawilżająco-oczyszczający- dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, czy innych zanieczyszczeń, a do tego dodaje jej blasku i delikatnie ją nawilża. Kosztuje około 12 złotych.
Avon Solution, Winter night- mieszkam na wschodzie Polski i tutaj podczas tegorocznej zimy, nawet w ciągu dnia mieliśmy -20 stopni. Niska temperatura i wiatr nie są dla nas dobre. Szczególnie cierpi na tym nasza skóra. Uważam, że właśnie w tym okresie powinniśmy wybierać kosmetyki o bogatej konsystencji, które dodatkową ochronią, ale też nawilżą i odżywia skórę. Krem z Avonu na zimę w wersji do stosowania na noc, sprawdza się bardzo dobrze. W promocji kosztuje 11 złotych, bez niej trochę więcej niż 20 złotych. Szybko się wchłania, a rano budzę się z miękką, promienną i nawilżoną buzią. Po tym właśnie poznaje, czy dany krem na mnie działa, gdy po przebudzeniu cera wygląda pięknie.
L'oreal Nutri- Gold, Nawilżająca terapia odżywcza pod oczy- krem kupiłam za mniej niż 30 złotych. Ma gęstą konsystencję, która dość dobrze się rozprowadza. Bardzo ładnie nawilża i wygładza skórę pod oczami.
Nivea, Lip Butter, masło do ust- jestem posiadaczką wersji malinowej, ale dostępne jest też. np. wersja bez zapachu. Masełko bardzo dobrze pielęgnuje usta, nawet podczas największych mrozów. Nie używam go w ciągu dnia, ale codziennie przed wyjściem z domu i przed snem. Opakowanie nie sprzyja temu, abym mogła je używać kiedy tylko chce. Nie chciałabym nakładać masełka brudnymi rękami, kiedy jestem np. na uczelni i nie zawsze mogę odpowiednio umyć ręce. Dlatego stosuje je właśnie rano oraz wieczorem w domu i moje usta wyglądają pięknie. W promocji można je kupić za około 6 złotych. Cena regularna wynosi około 10 złotych.
Golden Rose Jolly Jewels nr.101- jest to lakier z zeszłorocznej kolekcji, który pięknie zdobi nasze paznokcie. Szczególnie dobrze, prezentuje się na czerni, granacie lub fiolecie. Lakier kryje w sobie pięknie odbijające światło kolorowe ścinki. Kosztuje 10-12 złotych. Pisałam o nim tutaj: klik.
Golden Rose, Carnival 01- jest to lakier z nowej kolekcji. Kosztuje 10-12 złotych. Nie musicie być mistrzyniami manicure, żeby stworzyć na paznokciach coś oryginalnego. Lakier kryje w sobie mniejsze i większe kółka, które wyglądają bardzo oryginalnie. Więcej możecie zobaczyć tutaj: klik.
Golden Rose, Luxury, Rich Colour- super, produkt, która daje naszym ustom piękny i długotrwały kolor, oraz połysk. Poświęciłam mu oddzielny wpis, który możecie zobaczyć tutaj: klik. Kosztuje mniej niż 20 złotych.
Ingrid, Eye Liner z brokatem- mam dwa złoty numer 5 i srebrny numer 6. Kosztują 5 złotych i 99 groszy. Sprawdziły się podczas makijaży sylwestrowych, ale też studniówkowych. Pięknie rozświetlają i można ich używać na wiele sposobów.
Catrice, limitowana edycja Feathers & Pearls, eye palette- co prawda paletka ta już nie jest dostępna, ale myślę, że będzie ją jeszcze można dostać na wyprzedażach. Kosztuje około 20 złotych i kryje w sobie 6 błyszczących i dobrze napigmentowanych cieni. Mamy tutaj czernie, szarości, złoto i biel.
MUA, paletka cieni- przyleciała do mnie prosto z Anglii, dzięki uprzejmości mojej koleżanki Kariny. Paletka składa się z 12 matowych, brokatowych i perłowych cieni, które nadają się i do makijażu dziennego i wieczorowego. Pigmentacja jest dość dobra i zależna od koloru cieni. Łatwo się nakładają i długo utrzymują. Paletka kosztuje około 15-20 złotych i jak na tą cenę, jest naprawdę bardzo dobra. Paletka nazywa się Undressed.
Sleek make up, Face Form Palette, paleta do konturowania- świetny produkt, który kosztuje około 30 złotych. Składa się z bronzera w zimnym, brudnym kolorze, różu, które dzięki złocistym drobinkom, dodaje dziewczęcości i świeżości, oraz rozświetlacza, który daje nam delikatną, satynową poświatę. Pigmentacja tego zestawu, nie pozwoli nam zrobić sobie krzywdy, ale nasza buzia, będzie wyglądać naprawdę dobrze.
Avon, Little Gold Dress- zapach kosztuje około 40 złotych, jest mocny, a jednocześnie dość świeży. Pachnie mandarynką, jaśminem i bursztynem. Nie należy do najtrwalszych, ale i tak go lubię.
To już wszystko na dziś. Na koniec chciałabym pozdrowić moją czytelniczkę i koleżankę Agnieszkę, która tak jak ja uwielbia lakiery do paznokci i kosmetyki. Chciałabym, aby kiedyś zagościła na moim blogu, ale póki co nie jest ją tak łatwo namówić. Mam nadzieję, ze te pozdrowienia i buziaki, trochę mi w tym pomogą ;*
Was moi drodzy czytelnicy również pozdrawiam. Uważajcie na siebie i trzymajcie się ciepło, mimo tej, dość uprzykrzającej życie pogody. No, ale w końcu takie są uroki zimy. Gorące buziaki! ;* Czekam na Wasze komentarze! :)
niedziela, 29 grudnia 2013
Wibo, Express Growth, nr.34 + Golden Rose, Jolly Jewels, nr.101, czyli propozycja sylwestrowego manicuru.
Hej :)
Sylwester zbliża się wielkimi krokami. Dzisiaj pokażę Wam jak szybko przemienić paznokcie w imprezową, połyskującą ozdobę. Potrzebujecie tylko dwóch lakierów i chwili czasu. I wcale nie musicie być mistrzyniami w zdobieniach. :)
A oto moja propozycja. Ostanio taki manicure, zrobił furorę wśród moich znajomych. Może dlatego, że zdecydowanie przyciąga wzrok i pięknie błyszczy?
Wykonałam go przy pomocy tych lakierów. Jako baza posłużył mi mój ulubieniec, wręcz ideał wśród czarny lakierów, marki Wibo z serii Express growth. Jest to numerek 34, a kosztuje około 6 złotych. Następnie nałożyłam lakier z zeszłorocznej, ale wciąż dostępnej kolekcji Golden Rose- Jolly Jewels. Jest to numerek 101, kosztuje około 10-12 złotych. Jak widzicie jest to bezbarwny lakier z zatopionymi kolorowymi ścinkami. Najładniej prezentuje się na ciemnych lakier- granacie, czerni lub fiolecie.
Lakiery szybko wysychają i długo trzymają się na paznokciach ;)
Jaki manicure będzie królował na Waszych sylwestrowych paznokciach? :)
Sylwester zbliża się wielkimi krokami. Dzisiaj pokażę Wam jak szybko przemienić paznokcie w imprezową, połyskującą ozdobę. Potrzebujecie tylko dwóch lakierów i chwili czasu. I wcale nie musicie być mistrzyniami w zdobieniach. :)
A oto moja propozycja. Ostanio taki manicure, zrobił furorę wśród moich znajomych. Może dlatego, że zdecydowanie przyciąga wzrok i pięknie błyszczy?
Wykonałam go przy pomocy tych lakierów. Jako baza posłużył mi mój ulubieniec, wręcz ideał wśród czarny lakierów, marki Wibo z serii Express growth. Jest to numerek 34, a kosztuje około 6 złotych. Następnie nałożyłam lakier z zeszłorocznej, ale wciąż dostępnej kolekcji Golden Rose- Jolly Jewels. Jest to numerek 101, kosztuje około 10-12 złotych. Jak widzicie jest to bezbarwny lakier z zatopionymi kolorowymi ścinkami. Najładniej prezentuje się na ciemnych lakier- granacie, czerni lub fiolecie.
Lakiery szybko wysychają i długo trzymają się na paznokciach ;)
Jaki manicure będzie królował na Waszych sylwestrowych paznokciach? :)
niedziela, 22 grudnia 2013
Golden Rose, Carnival 01 + Rimmel, Salon Pro 703, czyli świąteczno-malarskie paznokcie :)
Cześć! :)
Pokażę Wam dziś dwa lakiery, które ostatnio bardzo polubiłam i bez przerwy łącze je na swoich paznokciach. Kiedy po raz pierwszy na nich zawitały, efekt bardzo mi się spodobał. Uznałam, że mój manicure przypomina ślady po farbie. Moi znajomi stwierdzili, że to idealny manicure na święta, bo widzą na nim i śnieg i Mikołaja, a nawet bombki. Hmmm... oceńcie sami co przypomina wzorek, na moich paznokciach. :)
Oto lakiery, które budzą tak wiele pozytywnych emocji. Za lakier bazowy służy mi ten z Rimmela z serii Salon Pro od Kate Moss. Jest to piękny czerwony odcień, 704-Rock n Roll. Lubię lakiery z tej serii, choć według mnie, wcale nie są nadzwyczajnie trwałe. Naz plus na pewno asługuje pędzelek i piękny połysk na naszych paznokciach. Kosztują trochę mniej niż 20 złotych. Drugi produkt z duetu to nowość od Golden Rose, lakier z serii Carnival 01. Jestem nim zachwycona. Pięknie wygląda praktycznie na każdym lakierze, szybko i łatwo tworzy na naszych paznokciach coś niebanalnego, a przede wszystkim znaczącą przedłuża trwałość manicuru, który jest praktycznie nie do zdarcia. Kosztuje około 10 złotych.
Co o tym sądzicie? I z czym kojarzą się Wam takie paznokcie?
Pokażę Wam dziś dwa lakiery, które ostatnio bardzo polubiłam i bez przerwy łącze je na swoich paznokciach. Kiedy po raz pierwszy na nich zawitały, efekt bardzo mi się spodobał. Uznałam, że mój manicure przypomina ślady po farbie. Moi znajomi stwierdzili, że to idealny manicure na święta, bo widzą na nim i śnieg i Mikołaja, a nawet bombki. Hmmm... oceńcie sami co przypomina wzorek, na moich paznokciach. :)
Oto lakiery, które budzą tak wiele pozytywnych emocji. Za lakier bazowy służy mi ten z Rimmela z serii Salon Pro od Kate Moss. Jest to piękny czerwony odcień, 704-Rock n Roll. Lubię lakiery z tej serii, choć według mnie, wcale nie są nadzwyczajnie trwałe. Naz plus na pewno asługuje pędzelek i piękny połysk na naszych paznokciach. Kosztują trochę mniej niż 20 złotych. Drugi produkt z duetu to nowość od Golden Rose, lakier z serii Carnival 01. Jestem nim zachwycona. Pięknie wygląda praktycznie na każdym lakierze, szybko i łatwo tworzy na naszych paznokciach coś niebanalnego, a przede wszystkim znaczącą przedłuża trwałość manicuru, który jest praktycznie nie do zdarcia. Kosztuje około 10 złotych.
Co o tym sądzicie? I z czym kojarzą się Wam takie paznokcie?
piątek, 20 grudnia 2013
Golden Rose, Luxury, Rich Colour, Błyszczyk do ust.
Cześć!
Chciałabym zaprezentować Wam produkt, który ostatnio cały czas gości na moich ustach. Jest to nowość marki Golden Rose,a mianowicie błyszczyko-szminka.
Jak widzicie mam aż cztery kolory. Dzięki temu mogłam dokładnie przetestować i poznać nowy produkt, jednej z moich ulubionych firm. Dziś będzie i coś do czytania i do oglądania. Będziecie mogli zobaczyć sporo zdjęć i poznać moją opinię. Zacznijmy od prezentacji kolorów.
Oto kolor 06, czyli typowy nude. W kolekcji znajdziemy dwa tego typu kolory. Właśnie ten, który bardziej wpada w beż i drugi, wpadający w róż. Kolor wygląda naturalnie i pewnie większości z Was przypadnie do gustu. Ze wszystkich testowanych przeze mnie odcieni, ten utrzymuje się najkrócej. Jednak jest to dla mnie zupełnie normalne. Zwykle jaśniejsze odcienie, utrzymują się krócej od tych intensywniejszych.
Ten piękny róż, delikatnie wpadający w kolor jagodowy (choć może nie widać tego na zdjęciach) to kolor numer 15.
Ten neonowy, odważny róż to kolor numer 07. Na pewno nie u każdego będzie wyglądał on dobrze. Jest to kolor, który zdecydowanie przyciąga uwagę.
I na koniec ponadczasowa czerwień. Jest to numerek 13.
Błyszczyki kosztują około 16-17 złotych. Jak na Golden Rose, jest to dość sporo, ale jeśli chodzi o jakość to cena jest adekwatna. Kupiłam je w Drogeriach Polskich. Na plus zasługują opakowania, które dzięki niecodziennemu kształtowi i złotym dodatkom wyglądają bardzo elegancko i luksusowo. Górna część opakowania można pełnić rolę lusterka. Błyszczyki dają piękny i długotrwały połysk. Delikatnie się kleją, ale to właśnie dzięki temu są trwałe. Ponadto pokrywają nasze usta kolorem, który pozostaje na nich bardzo długo. W ciągu dnia ściera się równomiernie, więc nie musimy się martwić, że nasze usta wyglądają niekorzystnie. Podczas aplikacji warto skorzystać z lusterka, ponieważ przy tej intensywności kolorów, nie powinniśmy ryzykować malowaniem na wyczucie. Błyszczyki dostępne są w bogatej gamie kolorystycznej i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Dzięki niebanalnemu wyglądowi, mogą stać się idealnym prezentem dla przyjaciółki, mamy, czy siostry. Polecam!
Co sądzicie o tych kolorach?
Chciałabym zaprezentować Wam produkt, który ostatnio cały czas gości na moich ustach. Jest to nowość marki Golden Rose,a mianowicie błyszczyko-szminka.
Jak widzicie mam aż cztery kolory. Dzięki temu mogłam dokładnie przetestować i poznać nowy produkt, jednej z moich ulubionych firm. Dziś będzie i coś do czytania i do oglądania. Będziecie mogli zobaczyć sporo zdjęć i poznać moją opinię. Zacznijmy od prezentacji kolorów.
Oto kolor 06, czyli typowy nude. W kolekcji znajdziemy dwa tego typu kolory. Właśnie ten, który bardziej wpada w beż i drugi, wpadający w róż. Kolor wygląda naturalnie i pewnie większości z Was przypadnie do gustu. Ze wszystkich testowanych przeze mnie odcieni, ten utrzymuje się najkrócej. Jednak jest to dla mnie zupełnie normalne. Zwykle jaśniejsze odcienie, utrzymują się krócej od tych intensywniejszych.
Ten piękny róż, delikatnie wpadający w kolor jagodowy (choć może nie widać tego na zdjęciach) to kolor numer 15.
Ten neonowy, odważny róż to kolor numer 07. Na pewno nie u każdego będzie wyglądał on dobrze. Jest to kolor, który zdecydowanie przyciąga uwagę.
I na koniec ponadczasowa czerwień. Jest to numerek 13.
Błyszczyki kosztują około 16-17 złotych. Jak na Golden Rose, jest to dość sporo, ale jeśli chodzi o jakość to cena jest adekwatna. Kupiłam je w Drogeriach Polskich. Na plus zasługują opakowania, które dzięki niecodziennemu kształtowi i złotym dodatkom wyglądają bardzo elegancko i luksusowo. Górna część opakowania można pełnić rolę lusterka. Błyszczyki dają piękny i długotrwały połysk. Delikatnie się kleją, ale to właśnie dzięki temu są trwałe. Ponadto pokrywają nasze usta kolorem, który pozostaje na nich bardzo długo. W ciągu dnia ściera się równomiernie, więc nie musimy się martwić, że nasze usta wyglądają niekorzystnie. Podczas aplikacji warto skorzystać z lusterka, ponieważ przy tej intensywności kolorów, nie powinniśmy ryzykować malowaniem na wyczucie. Błyszczyki dostępne są w bogatej gamie kolorystycznej i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Dzięki niebanalnemu wyglądowi, mogą stać się idealnym prezentem dla przyjaciółki, mamy, czy siostry. Polecam!
Co sądzicie o tych kolorach?
poniedziałek, 30 września 2013
Ulubieńcy września 2013
Serwus!
Kończy się wrzesień, a co za tym idzie również moje wakacje. Czas wracać na uczelnie, a do tego każdy dzień przybliża nas do niezbyt przyjemnej pogody. Jest w tym wszystkim jednak małe pocieszenie, bo skoro kończy się miesiąc to czas, abym pokazała Wam kosmetyki, które bardzo polubiłam właśnie we wrześniu.
Olay, Skin Adapt, tonik oczyszczający do cery tłustej i mieszanej - to produkt, który jeszcze kilka miesięcy temu nie przypadł mi do gustu, a w tej chwili jestem z niego zadowolona. Kupiłam go w promocji za około 11 złotych, jego regularna cena wynosi około 20 złotych. Szukajcie promocji, bo jak dla mnie 20 złotych za tonik to jednak trochę za dużo. Produkt ładnie odświeża i delikatnie matuje buzie. Zmywa zanieczyszczenia i resztki makijażu. Nie podrażani i nie wysusza skóry. Jest też wydajny mimo, że czasem lubię użyć jego zbyt dużej ilości.
Lirene, peeling gruboziarnisty, wyciąg z czarnej borówki- peeling kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za około 10 złotych. Jego regularna cena wynosi około 15-16 złotych. Osobiście lubie bardzo mocne peelingi, a ten nazwałabym raczej średnim. W ogóle mi to jednak nie przeszkadza, gdyż jego konsystencja jest tak kremowa, że jego używanie to sama przyjemność. Do tego bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że chętnie go stosuje. Produkt ładnie złuszcza martwy naskórek i oczyszcza buzię. Dodatkowo delikatnie ją matuje.
Oriflame, Essentials, Eye Contour Gel, żel pod oczy- od tego produkty nie wymagałam zbyt wiele, bo kosztował mnie jedynie 5 złotych. Mimo niskiej ceny, pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie nawilża mi okolice oczu, nie budzę się z opuchnięciami i moja zmarszczki mimiczne są wygładzone. To nie jest produkt, który zdziała cuda, ale w tej cenie zapewni nam dobrą codzienną pielęgnację. Polecam go dla młodych dziewczyn.
Gliss Kur, Color Protect, Odżywka - odkąd rozjaśniłam swoje końcówki włosów, staram się używać produktów, które zadbają o kolor. Oto kolejna odżywka, która się u mnie sprawdziła, a w promocji kupiłam ją za mniej niż 10 złotych. Bez promocji kosztuje około 12-13 złotych. Odżywka ułatwia rozczesywanie, dodaje blasku i co najważniejsze chroni kolor. Moje ombre zrobiłam już ponad 4 miesiąc temu i wciąż wygląda ładnie.
BingoSpa, szampon bez SLES/SLS z kolagenem- oto kolejny produkt, z którym jeszcze kilka miesięcy temu nie bardzo się polubiłam. Moje włosy bo jego użyciu były jakieś takie nijakie i szybko się przetłuszczały. Obecnie jestem z niego bardzo zadowolona. Wiele z nas szuka szamponów, które nie zawierają w składzie nieprzyjaznych składników. Tutaj producent obiecuje , że szampon nie zawiera SLES i SLS. Szampon na przyjemny brzoskwiniowy zapach i świetnie się pieni. Dobrze zmywa brud, tłuszcz, czy też nałożony na nasze włosy olej. Po jego użyciu włosy pięknie błyszczą. Szampon ma dość rzadką konsystencją, która po nałożeniu na włosy staje się jakby miękka. Tak wiem, że nie można określić konsystencji mianem "miękkiej", ale takie właśnie mam uczucie, kiedy myję nim włosy. Szampon ma dwa minusy. Pierwszy to opakowanie, z którego wydobywa się zbyt dużo produktu. Drugi to cena, bo za 100 ml zapłacimy 9 złotych. Mimo to, będę do niego wracać. Wybaczcie, że na zdjęciu niżej etykieta nie wygląda zbyt estetycznie, ale jest to efekt zabrudzenia jej szamponem.
Sally Hansen, Maximum Growth- odżywka kosztuje około 25 - 30 złotych. Jest bardzo wydajna i skuteczna. Na początku września mocno skróciłam swoje paznokcie. Dzięki tej odżywce szybko mi odrosły i są jeszcze grubsze. Odżywka sprawdza się też jako baza pod lakier kolorowy.
Miss Selene, lakier do paznokci- w tym miesiącu miałam wielką ochotę na połączenie bieli i złota na swoich paznokciach. Ponieważ biały lakier, który miałam byś dość stary, postanowiłam kupić coś nowego i małego. Zdecydowałam się na lakier Miss Selene, który kupiłam za 2 złote i 99 gorszy. Kiedyś bardzo nie lubiłam tych lakierów, bo szybko odpryskiwały, obecnie sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Mój kolor to numer 104, czyli po prostu dobrze kryjąca biel.
Sephora, shimmering bronzing powder, rozświetlający puder brązujący- świetni produkt, który kosztuje dość sporo po koło 60 złotych. Cenę tą rekompensuje jednak solidne opakowanie, lusterko i bardzo dobry jakościowo produkt. Występuję w trzech warianach kolorystycznych. Mój jest najciemniejszy i jest to numer 3-deep. Używałam go jednak też na bardzo bladych dziewczynach i również się sprawdzał, ponieważ jego intensywność można dozować. Łączy w sobie właściwości bronzera, rozświetlacza i odrobiny różu. Ma kolor brudnego brązu, dlatego świetnie nadaje się do konturowania twarzy. Do tego zawiera maleńkie drobinki złota, które tworze subtelną poświatę. Daje naprawdę piękny i długotrwały efekt.
I oto moje ulubione kosmetyki września 2013 roku! Czekam na Wasze komentarze, bo jestem ciekawa co sądzicie o tych produktach.
Wszystkim studentom, którzy tak jak wracają na uczelnię, życzę powodzenia w Nowym Roku Akademickim. Wszystkim tym, których w tym roku czeka egzamin, czy to licencjacki, czy inżynierski czy też magisterski życzę dużo weny do pisania prac. Mnie w tym roku również czeka obrona magisterki.
A do wszystkich moich czytelników, kieruje podziękowania, za to, że jesteście, że z każdym dniem jest Was coraz więcej, że komentujecie moje wpisy i piszecie do mnie wiadomości. Dziękuję! ;*
Kończy się wrzesień, a co za tym idzie również moje wakacje. Czas wracać na uczelnie, a do tego każdy dzień przybliża nas do niezbyt przyjemnej pogody. Jest w tym wszystkim jednak małe pocieszenie, bo skoro kończy się miesiąc to czas, abym pokazała Wam kosmetyki, które bardzo polubiłam właśnie we wrześniu.
Olay, Skin Adapt, tonik oczyszczający do cery tłustej i mieszanej - to produkt, który jeszcze kilka miesięcy temu nie przypadł mi do gustu, a w tej chwili jestem z niego zadowolona. Kupiłam go w promocji za około 11 złotych, jego regularna cena wynosi około 20 złotych. Szukajcie promocji, bo jak dla mnie 20 złotych za tonik to jednak trochę za dużo. Produkt ładnie odświeża i delikatnie matuje buzie. Zmywa zanieczyszczenia i resztki makijażu. Nie podrażani i nie wysusza skóry. Jest też wydajny mimo, że czasem lubię użyć jego zbyt dużej ilości.
Lirene, peeling gruboziarnisty, wyciąg z czarnej borówki- peeling kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za około 10 złotych. Jego regularna cena wynosi około 15-16 złotych. Osobiście lubie bardzo mocne peelingi, a ten nazwałabym raczej średnim. W ogóle mi to jednak nie przeszkadza, gdyż jego konsystencja jest tak kremowa, że jego używanie to sama przyjemność. Do tego bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że chętnie go stosuje. Produkt ładnie złuszcza martwy naskórek i oczyszcza buzię. Dodatkowo delikatnie ją matuje.
Oriflame, Essentials, Eye Contour Gel, żel pod oczy- od tego produkty nie wymagałam zbyt wiele, bo kosztował mnie jedynie 5 złotych. Mimo niskiej ceny, pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie nawilża mi okolice oczu, nie budzę się z opuchnięciami i moja zmarszczki mimiczne są wygładzone. To nie jest produkt, który zdziała cuda, ale w tej cenie zapewni nam dobrą codzienną pielęgnację. Polecam go dla młodych dziewczyn.
Gliss Kur, Color Protect, Odżywka - odkąd rozjaśniłam swoje końcówki włosów, staram się używać produktów, które zadbają o kolor. Oto kolejna odżywka, która się u mnie sprawdziła, a w promocji kupiłam ją za mniej niż 10 złotych. Bez promocji kosztuje około 12-13 złotych. Odżywka ułatwia rozczesywanie, dodaje blasku i co najważniejsze chroni kolor. Moje ombre zrobiłam już ponad 4 miesiąc temu i wciąż wygląda ładnie.
BingoSpa, szampon bez SLES/SLS z kolagenem- oto kolejny produkt, z którym jeszcze kilka miesięcy temu nie bardzo się polubiłam. Moje włosy bo jego użyciu były jakieś takie nijakie i szybko się przetłuszczały. Obecnie jestem z niego bardzo zadowolona. Wiele z nas szuka szamponów, które nie zawierają w składzie nieprzyjaznych składników. Tutaj producent obiecuje , że szampon nie zawiera SLES i SLS. Szampon na przyjemny brzoskwiniowy zapach i świetnie się pieni. Dobrze zmywa brud, tłuszcz, czy też nałożony na nasze włosy olej. Po jego użyciu włosy pięknie błyszczą. Szampon ma dość rzadką konsystencją, która po nałożeniu na włosy staje się jakby miękka. Tak wiem, że nie można określić konsystencji mianem "miękkiej", ale takie właśnie mam uczucie, kiedy myję nim włosy. Szampon ma dwa minusy. Pierwszy to opakowanie, z którego wydobywa się zbyt dużo produktu. Drugi to cena, bo za 100 ml zapłacimy 9 złotych. Mimo to, będę do niego wracać. Wybaczcie, że na zdjęciu niżej etykieta nie wygląda zbyt estetycznie, ale jest to efekt zabrudzenia jej szamponem.
Sally Hansen, Maximum Growth- odżywka kosztuje około 25 - 30 złotych. Jest bardzo wydajna i skuteczna. Na początku września mocno skróciłam swoje paznokcie. Dzięki tej odżywce szybko mi odrosły i są jeszcze grubsze. Odżywka sprawdza się też jako baza pod lakier kolorowy.
Miss Selene, lakier do paznokci- w tym miesiącu miałam wielką ochotę na połączenie bieli i złota na swoich paznokciach. Ponieważ biały lakier, który miałam byś dość stary, postanowiłam kupić coś nowego i małego. Zdecydowałam się na lakier Miss Selene, który kupiłam za 2 złote i 99 gorszy. Kiedyś bardzo nie lubiłam tych lakierów, bo szybko odpryskiwały, obecnie sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Mój kolor to numer 104, czyli po prostu dobrze kryjąca biel.
Sephora, shimmering bronzing powder, rozświetlający puder brązujący- świetni produkt, który kosztuje dość sporo po koło 60 złotych. Cenę tą rekompensuje jednak solidne opakowanie, lusterko i bardzo dobry jakościowo produkt. Występuję w trzech warianach kolorystycznych. Mój jest najciemniejszy i jest to numer 3-deep. Używałam go jednak też na bardzo bladych dziewczynach i również się sprawdzał, ponieważ jego intensywność można dozować. Łączy w sobie właściwości bronzera, rozświetlacza i odrobiny różu. Ma kolor brudnego brązu, dlatego świetnie nadaje się do konturowania twarzy. Do tego zawiera maleńkie drobinki złota, które tworze subtelną poświatę. Daje naprawdę piękny i długotrwały efekt.
I oto moje ulubione kosmetyki września 2013 roku! Czekam na Wasze komentarze, bo jestem ciekawa co sądzicie o tych produktach.
Wszystkim studentom, którzy tak jak wracają na uczelnię, życzę powodzenia w Nowym Roku Akademickim. Wszystkim tym, których w tym roku czeka egzamin, czy to licencjacki, czy inżynierski czy też magisterski życzę dużo weny do pisania prac. Mnie w tym roku również czeka obrona magisterki.
A do wszystkich moich czytelników, kieruje podziękowania, za to, że jesteście, że z każdym dniem jest Was coraz więcej, że komentujecie moje wpisy i piszecie do mnie wiadomości. Dziękuję! ;*
sobota, 18 maja 2013
Ulubione kosmetyki mojej mamy: lakiery i zmywacze do paznokci.
Hej ;)
Jak wiecie z okazji zbliżającego się Dnia Mamy, postanowiłam umieścić na swoim blogu oraz kanale na yt serię, w której przedstawię ulubione kosmetyki mojej mamy. Dziś pokażę Wam lakiery do paznokci oraz zmywacze. A jeśli macie ochotę to zapraszam Was do pierwszej części tej serii z kosmetykami do wykonania makijażu: kilk.
Zacznę od tego, że moja mama ma naturalnie długie, mocne i piękne paznokcie. Nie używa żadnych odżywek i nie przejmuje się zbytnio pielęgnacją swoich paznokci, a są naprawdę imponujące. W każdą niedziele zmywa lakier, nakłada nowy, utrwala to wszystko lakierem nabłyszczającym i przez cały tydzień ma perfekcyjny manicure. Przy tym wykonuje wszystkie domowe czynności. Zobaczcie jak wyglądają paznokcie mojej mamy...
Odkąd pamiętam moja mama zawsze malowałam paznokcie i to od niej podkradałam w dzieciństwie lakiery. Chciałam, aby moje paznokcie były tak piękne jak mamy. Jeszcze kilka lat temu kolekcja lakierów mojej mamy, była niewielka. Zwykle kupowała takie, które były do siebie podobne. Kiedy miała ochotę na fiolety, kupowała fiolety, kiedy na brązy to brązy itd. Dziś jej kolekcja jest znacznie większa i bogatsza w kolory. Niezmiennie wybiera jednak takie, które będą pasować do wszystkiego i na każdą okazję. Nie lubi neonów czy jaskrawych kolorów. Woli ciemniejsze barwy, beże, brązy itd.
Pokażę Wam teraz jakie lakiery używa moja mama. Będziecie mogli zobaczyć kolor, a także ich numerek i nazwę, jeśli będziecie mieli ochotę je kupić. Opiszę też krótko każdą markę. Pamiętajcie, że kiedy klikniecie na zdjęcie, będziecie mogli je zobaczyć w większym rozmiarze.
Te lakiery również mają przyjazny skład dla naszych paznokci. Są dobre jakościowo. Kosztują od 3 do 7 złotych.
Świetne lakiery, które są bardzo trwałe, ale niestety nie mogę ich ostatnio nigdzie dostać. Kosztują około 15 złotych.
Tutaj mamy pojedyncze egzemplarze, różnych marek. I zaczynając od początku-Rimmel- dobry lakier z szerokim pędzelkiem za około 15 złotych. Bell -lakiery kosztują około 10, utrzymują sie na paznokciach przez 3-4 dni. Wibo- dobre lakiery w cenie około 6-7 złotych. Ados- za małą buteleczkę zapłacimy około 5 złotych, trwałość jest średnia. Pierre Rene- kosztują około 10 złotych i są całkiem trwałe.
Tyle jeżeli chodzi o lakiery. A teraz zmywacze do paznokci, które są ulubieńcami mojej mamy, jak również moimi.
Mamy tutaj zmywacz z Biedronki z praktyczną pompką. Kosztuje około 6 złotych i bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakierów. Podobnie jak zmywacz z Isany, który kosztuje około 10 złotych. Trzeci produkt to Sensique, który również zawiera pompkę, kosztuję około 6-7 złotych. Zmywcze te mają duże pojemności, przystępne ceny i są naprawdę godne polecenia.
Jak wiecie z okazji zbliżającego się Dnia Mamy, postanowiłam umieścić na swoim blogu oraz kanale na yt serię, w której przedstawię ulubione kosmetyki mojej mamy. Dziś pokażę Wam lakiery do paznokci oraz zmywacze. A jeśli macie ochotę to zapraszam Was do pierwszej części tej serii z kosmetykami do wykonania makijażu: kilk.
Zacznę od tego, że moja mama ma naturalnie długie, mocne i piękne paznokcie. Nie używa żadnych odżywek i nie przejmuje się zbytnio pielęgnacją swoich paznokci, a są naprawdę imponujące. W każdą niedziele zmywa lakier, nakłada nowy, utrwala to wszystko lakierem nabłyszczającym i przez cały tydzień ma perfekcyjny manicure. Przy tym wykonuje wszystkie domowe czynności. Zobaczcie jak wyglądają paznokcie mojej mamy...
Odkąd pamiętam moja mama zawsze malowałam paznokcie i to od niej podkradałam w dzieciństwie lakiery. Chciałam, aby moje paznokcie były tak piękne jak mamy. Jeszcze kilka lat temu kolekcja lakierów mojej mamy, była niewielka. Zwykle kupowała takie, które były do siebie podobne. Kiedy miała ochotę na fiolety, kupowała fiolety, kiedy na brązy to brązy itd. Dziś jej kolekcja jest znacznie większa i bogatsza w kolory. Niezmiennie wybiera jednak takie, które będą pasować do wszystkiego i na każdą okazję. Nie lubi neonów czy jaskrawych kolorów. Woli ciemniejsze barwy, beże, brązy itd.
Pokażę Wam teraz jakie lakiery używa moja mama. Będziecie mogli zobaczyć kolor, a także ich numerek i nazwę, jeśli będziecie mieli ochotę je kupić. Opiszę też krótko każdą markę. Pamiętajcie, że kiedy klikniecie na zdjęcie, będziecie mogli je zobaczyć w większym rozmiarze.
To lakiery, którym moja mama jest wierna już od kilku lat, choć jak sama twierdzi kiedyś były lepszej jakości. Obecnie zdarzają się kolory, które długo się utrzymują, ale też takie, które są kiepskie. Lakiery kosztują około 20 złotych.
Bardzo dobre lakiery z przyjaznym składem dla naszych paznokci. Mają szeroki i wygodny pędzelek. Są trwałe i dostępne w ceni około 10 złotych, lub nawet 6-7 złotych w promocji.
Świetne lakiery, które są bardzo trwałe, ale niestety nie mogę ich ostatnio nigdzie dostać. Kosztują około 15 złotych.
Tutaj mamy pojedyncze egzemplarze, różnych marek. I zaczynając od początku-Rimmel- dobry lakier z szerokim pędzelkiem za około 15 złotych. Bell -lakiery kosztują około 10, utrzymują sie na paznokciach przez 3-4 dni. Wibo- dobre lakiery w cenie około 6-7 złotych. Ados- za małą buteleczkę zapłacimy około 5 złotych, trwałość jest średnia. Pierre Rene- kosztują około 10 złotych i są całkiem trwałe.
Tyle jeżeli chodzi o lakiery. A teraz zmywacze do paznokci, które są ulubieńcami mojej mamy, jak również moimi.
Mamy tutaj zmywacz z Biedronki z praktyczną pompką. Kosztuje około 6 złotych i bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakierów. Podobnie jak zmywacz z Isany, który kosztuje około 10 złotych. Trzeci produkt to Sensique, który również zawiera pompkę, kosztuję około 6-7 złotych. Zmywcze te mają duże pojemności, przystępne ceny i są naprawdę godne polecenia.
Na koniec Top coat z Manhattanu- Pro Shine. To już chyba setna buteleczka tego produktu, którą zużywa moja mama. Pięknie nabłyszcza i sprawia, że mama przez długi czas cieszy się perfekcyjnie pomalowanymi paznokciami.
I to już wszystko. Jak się Wam podobało? Dajcie znać, czy macie ochotę na wpis poświęcony ulubionym kosmetykom do pielęgnacji mojej mamy. :)
Etykiety:
Ados,
BeBeauty,
Bell,
Catrice,
Euphoria,
Golden Rose,
Inglot,
Isana,
Lakiery do paznokci,
Manhattan,
Pierre Rene,
Rimmel,
Sensique,
ulubione kosmetyki mojej mamy,
Wibo
Subskrybuj:
Posty (Atom)