Czeeeeść! ;)
Po małej przerwie znów tu jestem i zapraszam na post przepełniony bardzo dobrymi kosmetykami, moimi ulubieńcami. :)
Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych, suchych i zniszczonych- maska kosztuje około 22-30 złotych. Można ją stosować na całych włosach, ale również na skórę głowy, dzięki czemu odżywia nasze włosy od cebulek, aż po same końce. Używam ją 1-2 razy w tygodniu i moje włosy bardzo szybko rosną, są lśniące, grube i wyglądają na zdrowe. Można ją nosić od 10 do 60 minut, najlepiej pod czepkiem, aby ciepło dodatkowo wzmacniało jej działanie.
Vichy, Aqualia Thermal Riche- szukałam kremu, który dobrze nawilży moją skórę w okresie zimowym i nie zależało mi na żadnych innych właściwościach typu np. radzenie sobie z niedoskonałościami itp. Udało mi się znaleźć taki krem i jestem z niego bardzo zadowolona. Kosztuje około 55-70 złotych. Wybrałam wersję dla skóry suchej, choć posiadam cerę mieszaną. Kremu używam na noc i rano budzę się z promienną, miękką i pięknie wyglądająca buzią. Właśnie o to chodziło! :)
Palmer's, Cocoa Butter Formula with Vitamin E, skoncentrowany krem do rąk- zima to ciężki czas dla moich dłoni, które szybko się przesuszają. Ciężko jest mi znaleźć krem, który szybko przyniesie mi ulgę i zregeneruje skórę. Krem Palmer's o zapachu masła kakaowego spełnia moje oczekiwania. Jest dość gęsty przez co świetnie odżywia skórę, ale też szybko się wchłania. No i wszyscy miłośnicy czekolady powinni być z niego zadowoleni. Kosztuje około 12 złotych.
Lirene Dermoprogram, DNA Protect, krem nawilżający pod oczy- ciężko jest znaleźć dobry krem nawilżający pod oczy w przystępnej cenie. Mając dwadzieścia parę lat nie chce jeszcze wydawać dużych sum na tego typu specyfik. Udało mi się jednak znaleźć produkt, który dobrze nawilża okolice w okół oczu i kosztuje około 20 złotych. Szybko się wchłania, jest lekki i co najważniejsze działa.
Soap & Glory, peeling do ciała- produkty tej marki dostępne są w Anglii, mój peeling przywiozła mi Karina, dzięki której regularnie mogę testować zagraniczne perełki. Peeling pachnie cudnie, cytrynowo i orzeźwiająco. Wygładza skórę i dobrze ją nawilża. Kosztuje około 40 złotych.
Ziaja, liście zielonej oliwki, oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym- kosztuje 1,20 a wystarcza na około 2 użycia. Wspaniale nawilża i odżywia, po jej użyciu moja skóra wygląda pięknie. Idealnie sprawdza się właśnie teraz w okresie zimowym, bo rewelacyjnie regeneruję skórę.
MUA, Luxe, Glitter Palette- ten produkt widzicie na zdjęciu wyżej i świetnie mi się sprawdził przy wykonywaniu makijaży sylwestrowo-karnawałowo-studniówkowych. Paleta kosztuje około 20 złotych i zawiera w sobie cztery kolory brokatu zatopionego w żelu, którzy przyczepia się do skóry. Pięknie błyszczy i dostępny jest w różnych wariantach kolorystycznych.
Golden Rose, Jolly Jewels numer 102 i Sally Hansen Xtream wear numer 37 Wet Cement- te dwa lakiery królowały na moich paznokciach przez ostatnie tygodnie i ilekroć je nosiłam, zawsze słyszałam wiele pozytywnych opinii. Ten pierwszy to dobrze kryjący lakier z iskrzącymi drobinkami srebra. Ten drugi to dość jasny szary kolor. Oba produkty są łatwe w użyciu i bardzo trwałe.
Biochemia Urody, Hydrolat z czarnej porzeczki- kosztuje około 17 złotych i stosuje do tak jak tonik. Nawilża, odżywia i odświeża moją buzię. Do tego pachnie porzeczkami.
Biochemia Urody, Tonik z kwasem PHA 6%- jest to dość delikatny i bezpieczny produkt z kwasem. Można go stosować także latem. Ma działanie nawilżające i przeciwzmarszczkowe. Wygładza buzie i sprzyja szybszemu znikaniu wszelkich zaczerwienień czy niedoskonałości. Stosuje go 2 razy w tygodniu, a po upływie kilku minut od aplikacji używam także kremu nawilżającego, o którym pisałam wyżej. Zestaw, który możemy kupić i w domu zamienić w toniku kosztuje około 20 złotych.
Dziękuję, że odwiedziliście mojego bloga i czekam na Wasze komentarze! Pa, pa :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 lutego 2015
piątek, 31 stycznia 2014
Ulubieńcy grudnia 2013 i styczia 2014
Cześć!
Jak co miesiąc, zapraszam Was na wpis, w którym pokazuję Wam i opisuje pokrótce produkty kosmetyczne, które sprawdziły mi się w danym miesiącu. Dziś będzie to połączenie dwóch miesięcy, grudnia ubiegłego roku i stycznia tego roku. Zapraszam! :)
Schwarzkopf, Gliss Kur, Oil Nutrive- za nim wyrażę swoją opinię na temat tego szamponu, mały wstęp. Jakiś czas temu na blogach nastała moda na czytanie składów kosmetyków. Również ja zaczęłam się tym interesować. Szampony Gliss Kur, lubi moja mama. Czasem więc i ja ich używałam. Jednak, gdy zaczęłam interesować się składami kosmetyków uznałam, że nie jest to dobry szampon. Bo ma SLS- y i inne substancje, które mają nie wiele wspólnego z naturalnymi. Jakiś czas temu jednak zaczęłam rozumieć, że we wszystkim trzeba mieć umiar i nie wszystko co nie jest naturalne jest złe. Do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans, dlatego znów sięgnęłam po szampon Gliss Kur, którego wcześniej nie używałam. Ma w swoim składa wiele olejków m.in arganowy i macadamia. Idealnie sprawdza się właśnie teraz, gdy nasze włosy potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a nie mocnego oczyszczania, które wysusza włosy. Co prawda moje włosy szybko przetłuszczają się u nasady, ale ten szampon, właśnie teraz zimą, nie przyczynia się to tego, że muszę je częściej myć. Włosy są błyszczące, miękkie i zadbane. Za 400 ml szamponu zapłacimy około 13 złotych lub około 10 złotych w promocji.
Lirene Dermoprogram, Tonik nawilżająco-oczyszczający- dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, czy innych zanieczyszczeń, a do tego dodaje jej blasku i delikatnie ją nawilża. Kosztuje około 12 złotych.
Avon Solution, Winter night- mieszkam na wschodzie Polski i tutaj podczas tegorocznej zimy, nawet w ciągu dnia mieliśmy -20 stopni. Niska temperatura i wiatr nie są dla nas dobre. Szczególnie cierpi na tym nasza skóra. Uważam, że właśnie w tym okresie powinniśmy wybierać kosmetyki o bogatej konsystencji, które dodatkową ochronią, ale też nawilżą i odżywia skórę. Krem z Avonu na zimę w wersji do stosowania na noc, sprawdza się bardzo dobrze. W promocji kosztuje 11 złotych, bez niej trochę więcej niż 20 złotych. Szybko się wchłania, a rano budzę się z miękką, promienną i nawilżoną buzią. Po tym właśnie poznaje, czy dany krem na mnie działa, gdy po przebudzeniu cera wygląda pięknie.
L'oreal Nutri- Gold, Nawilżająca terapia odżywcza pod oczy- krem kupiłam za mniej niż 30 złotych. Ma gęstą konsystencję, która dość dobrze się rozprowadza. Bardzo ładnie nawilża i wygładza skórę pod oczami.
Nivea, Lip Butter, masło do ust- jestem posiadaczką wersji malinowej, ale dostępne jest też. np. wersja bez zapachu. Masełko bardzo dobrze pielęgnuje usta, nawet podczas największych mrozów. Nie używam go w ciągu dnia, ale codziennie przed wyjściem z domu i przed snem. Opakowanie nie sprzyja temu, abym mogła je używać kiedy tylko chce. Nie chciałabym nakładać masełka brudnymi rękami, kiedy jestem np. na uczelni i nie zawsze mogę odpowiednio umyć ręce. Dlatego stosuje je właśnie rano oraz wieczorem w domu i moje usta wyglądają pięknie. W promocji można je kupić za około 6 złotych. Cena regularna wynosi około 10 złotych.
Golden Rose Jolly Jewels nr.101- jest to lakier z zeszłorocznej kolekcji, który pięknie zdobi nasze paznokcie. Szczególnie dobrze, prezentuje się na czerni, granacie lub fiolecie. Lakier kryje w sobie pięknie odbijające światło kolorowe ścinki. Kosztuje 10-12 złotych. Pisałam o nim tutaj: klik.
Golden Rose, Carnival 01- jest to lakier z nowej kolekcji. Kosztuje 10-12 złotych. Nie musicie być mistrzyniami manicure, żeby stworzyć na paznokciach coś oryginalnego. Lakier kryje w sobie mniejsze i większe kółka, które wyglądają bardzo oryginalnie. Więcej możecie zobaczyć tutaj: klik.
Golden Rose, Luxury, Rich Colour- super, produkt, która daje naszym ustom piękny i długotrwały kolor, oraz połysk. Poświęciłam mu oddzielny wpis, który możecie zobaczyć tutaj: klik. Kosztuje mniej niż 20 złotych.
Ingrid, Eye Liner z brokatem- mam dwa złoty numer 5 i srebrny numer 6. Kosztują 5 złotych i 99 groszy. Sprawdziły się podczas makijaży sylwestrowych, ale też studniówkowych. Pięknie rozświetlają i można ich używać na wiele sposobów.
Catrice, limitowana edycja Feathers & Pearls, eye palette- co prawda paletka ta już nie jest dostępna, ale myślę, że będzie ją jeszcze można dostać na wyprzedażach. Kosztuje około 20 złotych i kryje w sobie 6 błyszczących i dobrze napigmentowanych cieni. Mamy tutaj czernie, szarości, złoto i biel.
MUA, paletka cieni- przyleciała do mnie prosto z Anglii, dzięki uprzejmości mojej koleżanki Kariny. Paletka składa się z 12 matowych, brokatowych i perłowych cieni, które nadają się i do makijażu dziennego i wieczorowego. Pigmentacja jest dość dobra i zależna od koloru cieni. Łatwo się nakładają i długo utrzymują. Paletka kosztuje około 15-20 złotych i jak na tą cenę, jest naprawdę bardzo dobra. Paletka nazywa się Undressed.
Sleek make up, Face Form Palette, paleta do konturowania- świetny produkt, który kosztuje około 30 złotych. Składa się z bronzera w zimnym, brudnym kolorze, różu, które dzięki złocistym drobinkom, dodaje dziewczęcości i świeżości, oraz rozświetlacza, który daje nam delikatną, satynową poświatę. Pigmentacja tego zestawu, nie pozwoli nam zrobić sobie krzywdy, ale nasza buzia, będzie wyglądać naprawdę dobrze.
Avon, Little Gold Dress- zapach kosztuje około 40 złotych, jest mocny, a jednocześnie dość świeży. Pachnie mandarynką, jaśminem i bursztynem. Nie należy do najtrwalszych, ale i tak go lubię.
To już wszystko na dziś. Na koniec chciałabym pozdrowić moją czytelniczkę i koleżankę Agnieszkę, która tak jak ja uwielbia lakiery do paznokci i kosmetyki. Chciałabym, aby kiedyś zagościła na moim blogu, ale póki co nie jest ją tak łatwo namówić. Mam nadzieję, ze te pozdrowienia i buziaki, trochę mi w tym pomogą ;*
Was moi drodzy czytelnicy również pozdrawiam. Uważajcie na siebie i trzymajcie się ciepło, mimo tej, dość uprzykrzającej życie pogody. No, ale w końcu takie są uroki zimy. Gorące buziaki! ;* Czekam na Wasze komentarze! :)
Jak co miesiąc, zapraszam Was na wpis, w którym pokazuję Wam i opisuje pokrótce produkty kosmetyczne, które sprawdziły mi się w danym miesiącu. Dziś będzie to połączenie dwóch miesięcy, grudnia ubiegłego roku i stycznia tego roku. Zapraszam! :)
Schwarzkopf, Gliss Kur, Oil Nutrive- za nim wyrażę swoją opinię na temat tego szamponu, mały wstęp. Jakiś czas temu na blogach nastała moda na czytanie składów kosmetyków. Również ja zaczęłam się tym interesować. Szampony Gliss Kur, lubi moja mama. Czasem więc i ja ich używałam. Jednak, gdy zaczęłam interesować się składami kosmetyków uznałam, że nie jest to dobry szampon. Bo ma SLS- y i inne substancje, które mają nie wiele wspólnego z naturalnymi. Jakiś czas temu jednak zaczęłam rozumieć, że we wszystkim trzeba mieć umiar i nie wszystko co nie jest naturalne jest złe. Do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans, dlatego znów sięgnęłam po szampon Gliss Kur, którego wcześniej nie używałam. Ma w swoim składa wiele olejków m.in arganowy i macadamia. Idealnie sprawdza się właśnie teraz, gdy nasze włosy potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a nie mocnego oczyszczania, które wysusza włosy. Co prawda moje włosy szybko przetłuszczają się u nasady, ale ten szampon, właśnie teraz zimą, nie przyczynia się to tego, że muszę je częściej myć. Włosy są błyszczące, miękkie i zadbane. Za 400 ml szamponu zapłacimy około 13 złotych lub około 10 złotych w promocji.
Lirene Dermoprogram, Tonik nawilżająco-oczyszczający- dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu, czy innych zanieczyszczeń, a do tego dodaje jej blasku i delikatnie ją nawilża. Kosztuje około 12 złotych.
Avon Solution, Winter night- mieszkam na wschodzie Polski i tutaj podczas tegorocznej zimy, nawet w ciągu dnia mieliśmy -20 stopni. Niska temperatura i wiatr nie są dla nas dobre. Szczególnie cierpi na tym nasza skóra. Uważam, że właśnie w tym okresie powinniśmy wybierać kosmetyki o bogatej konsystencji, które dodatkową ochronią, ale też nawilżą i odżywia skórę. Krem z Avonu na zimę w wersji do stosowania na noc, sprawdza się bardzo dobrze. W promocji kosztuje 11 złotych, bez niej trochę więcej niż 20 złotych. Szybko się wchłania, a rano budzę się z miękką, promienną i nawilżoną buzią. Po tym właśnie poznaje, czy dany krem na mnie działa, gdy po przebudzeniu cera wygląda pięknie.
L'oreal Nutri- Gold, Nawilżająca terapia odżywcza pod oczy- krem kupiłam za mniej niż 30 złotych. Ma gęstą konsystencję, która dość dobrze się rozprowadza. Bardzo ładnie nawilża i wygładza skórę pod oczami.
Nivea, Lip Butter, masło do ust- jestem posiadaczką wersji malinowej, ale dostępne jest też. np. wersja bez zapachu. Masełko bardzo dobrze pielęgnuje usta, nawet podczas największych mrozów. Nie używam go w ciągu dnia, ale codziennie przed wyjściem z domu i przed snem. Opakowanie nie sprzyja temu, abym mogła je używać kiedy tylko chce. Nie chciałabym nakładać masełka brudnymi rękami, kiedy jestem np. na uczelni i nie zawsze mogę odpowiednio umyć ręce. Dlatego stosuje je właśnie rano oraz wieczorem w domu i moje usta wyglądają pięknie. W promocji można je kupić za około 6 złotych. Cena regularna wynosi około 10 złotych.
Golden Rose Jolly Jewels nr.101- jest to lakier z zeszłorocznej kolekcji, który pięknie zdobi nasze paznokcie. Szczególnie dobrze, prezentuje się na czerni, granacie lub fiolecie. Lakier kryje w sobie pięknie odbijające światło kolorowe ścinki. Kosztuje 10-12 złotych. Pisałam o nim tutaj: klik.
Golden Rose, Carnival 01- jest to lakier z nowej kolekcji. Kosztuje 10-12 złotych. Nie musicie być mistrzyniami manicure, żeby stworzyć na paznokciach coś oryginalnego. Lakier kryje w sobie mniejsze i większe kółka, które wyglądają bardzo oryginalnie. Więcej możecie zobaczyć tutaj: klik.
Golden Rose, Luxury, Rich Colour- super, produkt, która daje naszym ustom piękny i długotrwały kolor, oraz połysk. Poświęciłam mu oddzielny wpis, który możecie zobaczyć tutaj: klik. Kosztuje mniej niż 20 złotych.
Ingrid, Eye Liner z brokatem- mam dwa złoty numer 5 i srebrny numer 6. Kosztują 5 złotych i 99 groszy. Sprawdziły się podczas makijaży sylwestrowych, ale też studniówkowych. Pięknie rozświetlają i można ich używać na wiele sposobów.
Catrice, limitowana edycja Feathers & Pearls, eye palette- co prawda paletka ta już nie jest dostępna, ale myślę, że będzie ją jeszcze można dostać na wyprzedażach. Kosztuje około 20 złotych i kryje w sobie 6 błyszczących i dobrze napigmentowanych cieni. Mamy tutaj czernie, szarości, złoto i biel.
MUA, paletka cieni- przyleciała do mnie prosto z Anglii, dzięki uprzejmości mojej koleżanki Kariny. Paletka składa się z 12 matowych, brokatowych i perłowych cieni, które nadają się i do makijażu dziennego i wieczorowego. Pigmentacja jest dość dobra i zależna od koloru cieni. Łatwo się nakładają i długo utrzymują. Paletka kosztuje około 15-20 złotych i jak na tą cenę, jest naprawdę bardzo dobra. Paletka nazywa się Undressed.
Sleek make up, Face Form Palette, paleta do konturowania- świetny produkt, który kosztuje około 30 złotych. Składa się z bronzera w zimnym, brudnym kolorze, różu, które dzięki złocistym drobinkom, dodaje dziewczęcości i świeżości, oraz rozświetlacza, który daje nam delikatną, satynową poświatę. Pigmentacja tego zestawu, nie pozwoli nam zrobić sobie krzywdy, ale nasza buzia, będzie wyglądać naprawdę dobrze.
Avon, Little Gold Dress- zapach kosztuje około 40 złotych, jest mocny, a jednocześnie dość świeży. Pachnie mandarynką, jaśminem i bursztynem. Nie należy do najtrwalszych, ale i tak go lubię.
To już wszystko na dziś. Na koniec chciałabym pozdrowić moją czytelniczkę i koleżankę Agnieszkę, która tak jak ja uwielbia lakiery do paznokci i kosmetyki. Chciałabym, aby kiedyś zagościła na moim blogu, ale póki co nie jest ją tak łatwo namówić. Mam nadzieję, ze te pozdrowienia i buziaki, trochę mi w tym pomogą ;*
Was moi drodzy czytelnicy również pozdrawiam. Uważajcie na siebie i trzymajcie się ciepło, mimo tej, dość uprzykrzającej życie pogody. No, ale w końcu takie są uroki zimy. Gorące buziaki! ;* Czekam na Wasze komentarze! :)
czwartek, 31 października 2013
Ulubieńcy października 2013
Hej!
Zapraszam na kolejny wpis z cyklu ulubieńcy. Ostatni dzień października to idealna okazja, aby poleciła Wam produkty, które polubiłam w tym miesiącu.
Zacznę od produktów, które pomogły mi uporać się z łupieżem. Problem ten dopadł mnie w tym miesiącu, ale na szczęście szybko się go pozbyłam.
Nizoral, leczniczy szampon przeciwłupieżowy- można go kupić w wersji pełnowymiarowej lub w postaci próbek. Ja wybrałam tą drugą opcję. Jedna saszetka kosztuje około 2 złotych i wystarcza na dwa użycia. Najpierw dokładnie płuczemy włosy, potem używamy szamponu szczególnie wmasowując go w skórę głowy. Odczekujemy około 10 minut, płuczemy włosy i jeszcze raz myjemy je szamponem. Produkt nie pachnie zbyt ładnie, ale szybko działa.
Polpharma, Pirolam, szampon przeciwłupieżowy- tutaj jeśli chodzi o opakowania i zastosowanie sprawa wygląda tak samo jak w przypadku szamponu Nizoral. Różnicą jest cena saszetki, która wynosi trochę więcej niż 1 złotych. Szampon nie tylko pozbywa się łupieżu, ale też wzmacnia włosy, nabłyszcza je i sprawia, że mniej wypadają. Polecam go osobą, które chcą odżywić swoje włosy i zmniejszyć ich wypadanie.
Green Pharmacy, Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu, przeciwłupieżowy- Za 5 złotych i 50 groszy mamy produkt, który działa przeciwłupieżowo, ale też wzmacnia i upiększa nasze włosy. Warto go delikatnie podgrzać i wmasowywać w skórę głowy, a następnie umyć włosy. Używam go raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, ale zapobiec ponownemu pojawieniu się łupieżu.
A teraz trzy produkty, które podobały mi się tak bardzo, że poświęciłam im oddzielne wpisy. W tym poście przeczytacie o nich tylko, krótkie notki, ale pojawią się również linki do ich obszernych recenzji. ;)
Maybelline, Affinimat, podkład dla matowego efektu- w przystępnej cenie możemy kupić produkt, który matuje, ale też korzystnie wygląda na skórze. Do tego utrzymuje się praktycznie przez cały dzień. Kosztuje około 26 złotych. Cena promocyjna wynosi około 18 złotych. Tutaj znajdziecie jego dokładniejszą recenzję: klik.
Maybelline, Volum Exspress One by One, Satin Black - tusz kosztuje około 28 złotych, ale często są na niego bardzo korzystne promocje. Z łatwością można nim wyczarować piękne, długie i ciemne rzęsy, które przykuwają spojrzenia. Więcej o tym produkcie przeczytacie tutaj: klik.
Kobo professional, Make Up Fixer Spray- 25 złotych to naprawdę przystępna cena jak na produkt, który utrwala nasz makijaż na cały dzień, niezależnie od warunków atmosferycznych czy temperatury. Poczytajcie o nim tutaj: klik.
I na koniec moi trzej ostatni ulubieńcy.
Cien, extra strong hairspray- nie spodziewałam się, że lakier do włosów, który można kupić w sklepach "Lidl" za około 6 złotych, tak pozytywnie mnie zaskoczy. Rzadko utrwalam swoje fryzury, na co dzień zależy mi na ujarzmieniu grzywki. Ten lakier świetnie się do tego nadaje. Możne to zabrzmi dziwnie, ale lubię kiedy lakier delikatnie skleja włosy. Wtedy mam pewność, że moja grzywka będzie wyglądać dobrze przez cały dzień. Ten lakier delikatnie skleja, mocno utrwala i nabłyszcza włosy. Nie uzyskuje nim sztucznego efektu, jest tak jak lubię. A do tego w bardzo dobrej cenie mamy, aż 400 ml lakieru.
Lirene, Dermoprogram, Aqua Cristal, krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc- powinno się używać oddzielnie kremów na dzień i na noc, ale obecnie moja skóra jest naprawdę w dobrej kondycji i mogę używać takiego produktu 2 w1, tym bardziej, że dobrze się u mnie sprawdza. Szybko się wchłania i dobrze nawilża. Na noc stosuje go dość sporo i rano budzę się z gładką i miękką cerą. Kosztuje około 18 złotych. Ja kupiłam w promocji za około 13 złotych.
Put & Rub, Relaksujący balsam do rąk, Trawa cytrynowa i kokos- nie jestem wielką fanką kokosowych zapachów, ale dodatek trawy cytrynowej sprawia, że uwielbiam to połączenie zapachowe w kremie. Krem ma bardzo dobry skład bogaty w olejki i witaminy. Ładnie nawilża i pielęgnuje dłonie. Kosztuje 39 złotych, więc naprawdę sporo.
Dopisek z 1 listopada. Jedna z moich czytelniczek zauważyła, że brakuje recenzji jeszcze jednego produktu. Dziękuję i już dopisuje! ;)
Mixa, płyn micelarny, optymalna tolerancja - jego regularna cena wynosi około 15 złotych, ale możemy go też kupić za około 12 złotych. Produkt szybko zmywa podkład i lekki makijaż oczu. Nieco intensywniejsze kolory również dobrze zmywa, ale zajmie to trochę więcej czasu. Jego wielkim plusem jest pompka, a minusem słaba wydajność.
I to już wszystko. Październik minął mi bardzo szybko. Pogoda jest cudowna i mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Przed nami długie listopadowe weekendy, więc życzę Wam, aby były udane, ciepłe i słoneczne!
Czekam na Wasze komentarze! ;)
Zapraszam na kolejny wpis z cyklu ulubieńcy. Ostatni dzień października to idealna okazja, aby poleciła Wam produkty, które polubiłam w tym miesiącu.
Zacznę od produktów, które pomogły mi uporać się z łupieżem. Problem ten dopadł mnie w tym miesiącu, ale na szczęście szybko się go pozbyłam.
Nizoral, leczniczy szampon przeciwłupieżowy- można go kupić w wersji pełnowymiarowej lub w postaci próbek. Ja wybrałam tą drugą opcję. Jedna saszetka kosztuje około 2 złotych i wystarcza na dwa użycia. Najpierw dokładnie płuczemy włosy, potem używamy szamponu szczególnie wmasowując go w skórę głowy. Odczekujemy około 10 minut, płuczemy włosy i jeszcze raz myjemy je szamponem. Produkt nie pachnie zbyt ładnie, ale szybko działa.
Polpharma, Pirolam, szampon przeciwłupieżowy- tutaj jeśli chodzi o opakowania i zastosowanie sprawa wygląda tak samo jak w przypadku szamponu Nizoral. Różnicą jest cena saszetki, która wynosi trochę więcej niż 1 złotych. Szampon nie tylko pozbywa się łupieżu, ale też wzmacnia włosy, nabłyszcza je i sprawia, że mniej wypadają. Polecam go osobą, które chcą odżywić swoje włosy i zmniejszyć ich wypadanie.
Green Pharmacy, Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu, przeciwłupieżowy- Za 5 złotych i 50 groszy mamy produkt, który działa przeciwłupieżowo, ale też wzmacnia i upiększa nasze włosy. Warto go delikatnie podgrzać i wmasowywać w skórę głowy, a następnie umyć włosy. Używam go raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, ale zapobiec ponownemu pojawieniu się łupieżu.
A teraz trzy produkty, które podobały mi się tak bardzo, że poświęciłam im oddzielne wpisy. W tym poście przeczytacie o nich tylko, krótkie notki, ale pojawią się również linki do ich obszernych recenzji. ;)
Maybelline, Affinimat, podkład dla matowego efektu- w przystępnej cenie możemy kupić produkt, który matuje, ale też korzystnie wygląda na skórze. Do tego utrzymuje się praktycznie przez cały dzień. Kosztuje około 26 złotych. Cena promocyjna wynosi około 18 złotych. Tutaj znajdziecie jego dokładniejszą recenzję: klik.
Maybelline, Volum Exspress One by One, Satin Black - tusz kosztuje około 28 złotych, ale często są na niego bardzo korzystne promocje. Z łatwością można nim wyczarować piękne, długie i ciemne rzęsy, które przykuwają spojrzenia. Więcej o tym produkcie przeczytacie tutaj: klik.
Kobo professional, Make Up Fixer Spray- 25 złotych to naprawdę przystępna cena jak na produkt, który utrwala nasz makijaż na cały dzień, niezależnie od warunków atmosferycznych czy temperatury. Poczytajcie o nim tutaj: klik.
I na koniec moi trzej ostatni ulubieńcy.
Cien, extra strong hairspray- nie spodziewałam się, że lakier do włosów, który można kupić w sklepach "Lidl" za około 6 złotych, tak pozytywnie mnie zaskoczy. Rzadko utrwalam swoje fryzury, na co dzień zależy mi na ujarzmieniu grzywki. Ten lakier świetnie się do tego nadaje. Możne to zabrzmi dziwnie, ale lubię kiedy lakier delikatnie skleja włosy. Wtedy mam pewność, że moja grzywka będzie wyglądać dobrze przez cały dzień. Ten lakier delikatnie skleja, mocno utrwala i nabłyszcza włosy. Nie uzyskuje nim sztucznego efektu, jest tak jak lubię. A do tego w bardzo dobrej cenie mamy, aż 400 ml lakieru.
Lirene, Dermoprogram, Aqua Cristal, krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc- powinno się używać oddzielnie kremów na dzień i na noc, ale obecnie moja skóra jest naprawdę w dobrej kondycji i mogę używać takiego produktu 2 w1, tym bardziej, że dobrze się u mnie sprawdza. Szybko się wchłania i dobrze nawilża. Na noc stosuje go dość sporo i rano budzę się z gładką i miękką cerą. Kosztuje około 18 złotych. Ja kupiłam w promocji za około 13 złotych.
Put & Rub, Relaksujący balsam do rąk, Trawa cytrynowa i kokos- nie jestem wielką fanką kokosowych zapachów, ale dodatek trawy cytrynowej sprawia, że uwielbiam to połączenie zapachowe w kremie. Krem ma bardzo dobry skład bogaty w olejki i witaminy. Ładnie nawilża i pielęgnuje dłonie. Kosztuje 39 złotych, więc naprawdę sporo.
Dopisek z 1 listopada. Jedna z moich czytelniczek zauważyła, że brakuje recenzji jeszcze jednego produktu. Dziękuję i już dopisuje! ;)
Mixa, płyn micelarny, optymalna tolerancja - jego regularna cena wynosi około 15 złotych, ale możemy go też kupić za około 12 złotych. Produkt szybko zmywa podkład i lekki makijaż oczu. Nieco intensywniejsze kolory również dobrze zmywa, ale zajmie to trochę więcej czasu. Jego wielkim plusem jest pompka, a minusem słaba wydajność.
I to już wszystko. Październik minął mi bardzo szybko. Pogoda jest cudowna i mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Przed nami długie listopadowe weekendy, więc życzę Wam, aby były udane, ciepłe i słoneczne!
Czekam na Wasze komentarze! ;)
poniedziałek, 30 września 2013
Ulubieńcy września 2013
Serwus!
Kończy się wrzesień, a co za tym idzie również moje wakacje. Czas wracać na uczelnie, a do tego każdy dzień przybliża nas do niezbyt przyjemnej pogody. Jest w tym wszystkim jednak małe pocieszenie, bo skoro kończy się miesiąc to czas, abym pokazała Wam kosmetyki, które bardzo polubiłam właśnie we wrześniu.
Olay, Skin Adapt, tonik oczyszczający do cery tłustej i mieszanej - to produkt, który jeszcze kilka miesięcy temu nie przypadł mi do gustu, a w tej chwili jestem z niego zadowolona. Kupiłam go w promocji za około 11 złotych, jego regularna cena wynosi około 20 złotych. Szukajcie promocji, bo jak dla mnie 20 złotych za tonik to jednak trochę za dużo. Produkt ładnie odświeża i delikatnie matuje buzie. Zmywa zanieczyszczenia i resztki makijażu. Nie podrażani i nie wysusza skóry. Jest też wydajny mimo, że czasem lubię użyć jego zbyt dużej ilości.
Lirene, peeling gruboziarnisty, wyciąg z czarnej borówki- peeling kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za około 10 złotych. Jego regularna cena wynosi około 15-16 złotych. Osobiście lubie bardzo mocne peelingi, a ten nazwałabym raczej średnim. W ogóle mi to jednak nie przeszkadza, gdyż jego konsystencja jest tak kremowa, że jego używanie to sama przyjemność. Do tego bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że chętnie go stosuje. Produkt ładnie złuszcza martwy naskórek i oczyszcza buzię. Dodatkowo delikatnie ją matuje.
Oriflame, Essentials, Eye Contour Gel, żel pod oczy- od tego produkty nie wymagałam zbyt wiele, bo kosztował mnie jedynie 5 złotych. Mimo niskiej ceny, pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie nawilża mi okolice oczu, nie budzę się z opuchnięciami i moja zmarszczki mimiczne są wygładzone. To nie jest produkt, który zdziała cuda, ale w tej cenie zapewni nam dobrą codzienną pielęgnację. Polecam go dla młodych dziewczyn.
Gliss Kur, Color Protect, Odżywka - odkąd rozjaśniłam swoje końcówki włosów, staram się używać produktów, które zadbają o kolor. Oto kolejna odżywka, która się u mnie sprawdziła, a w promocji kupiłam ją za mniej niż 10 złotych. Bez promocji kosztuje około 12-13 złotych. Odżywka ułatwia rozczesywanie, dodaje blasku i co najważniejsze chroni kolor. Moje ombre zrobiłam już ponad 4 miesiąc temu i wciąż wygląda ładnie.
BingoSpa, szampon bez SLES/SLS z kolagenem- oto kolejny produkt, z którym jeszcze kilka miesięcy temu nie bardzo się polubiłam. Moje włosy bo jego użyciu były jakieś takie nijakie i szybko się przetłuszczały. Obecnie jestem z niego bardzo zadowolona. Wiele z nas szuka szamponów, które nie zawierają w składzie nieprzyjaznych składników. Tutaj producent obiecuje , że szampon nie zawiera SLES i SLS. Szampon na przyjemny brzoskwiniowy zapach i świetnie się pieni. Dobrze zmywa brud, tłuszcz, czy też nałożony na nasze włosy olej. Po jego użyciu włosy pięknie błyszczą. Szampon ma dość rzadką konsystencją, która po nałożeniu na włosy staje się jakby miękka. Tak wiem, że nie można określić konsystencji mianem "miękkiej", ale takie właśnie mam uczucie, kiedy myję nim włosy. Szampon ma dwa minusy. Pierwszy to opakowanie, z którego wydobywa się zbyt dużo produktu. Drugi to cena, bo za 100 ml zapłacimy 9 złotych. Mimo to, będę do niego wracać. Wybaczcie, że na zdjęciu niżej etykieta nie wygląda zbyt estetycznie, ale jest to efekt zabrudzenia jej szamponem.
Sally Hansen, Maximum Growth- odżywka kosztuje około 25 - 30 złotych. Jest bardzo wydajna i skuteczna. Na początku września mocno skróciłam swoje paznokcie. Dzięki tej odżywce szybko mi odrosły i są jeszcze grubsze. Odżywka sprawdza się też jako baza pod lakier kolorowy.
Miss Selene, lakier do paznokci- w tym miesiącu miałam wielką ochotę na połączenie bieli i złota na swoich paznokciach. Ponieważ biały lakier, który miałam byś dość stary, postanowiłam kupić coś nowego i małego. Zdecydowałam się na lakier Miss Selene, który kupiłam za 2 złote i 99 gorszy. Kiedyś bardzo nie lubiłam tych lakierów, bo szybko odpryskiwały, obecnie sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Mój kolor to numer 104, czyli po prostu dobrze kryjąca biel.
Sephora, shimmering bronzing powder, rozświetlający puder brązujący- świetni produkt, który kosztuje dość sporo po koło 60 złotych. Cenę tą rekompensuje jednak solidne opakowanie, lusterko i bardzo dobry jakościowo produkt. Występuję w trzech warianach kolorystycznych. Mój jest najciemniejszy i jest to numer 3-deep. Używałam go jednak też na bardzo bladych dziewczynach i również się sprawdzał, ponieważ jego intensywność można dozować. Łączy w sobie właściwości bronzera, rozświetlacza i odrobiny różu. Ma kolor brudnego brązu, dlatego świetnie nadaje się do konturowania twarzy. Do tego zawiera maleńkie drobinki złota, które tworze subtelną poświatę. Daje naprawdę piękny i długotrwały efekt.
I oto moje ulubione kosmetyki września 2013 roku! Czekam na Wasze komentarze, bo jestem ciekawa co sądzicie o tych produktach.
Wszystkim studentom, którzy tak jak wracają na uczelnię, życzę powodzenia w Nowym Roku Akademickim. Wszystkim tym, których w tym roku czeka egzamin, czy to licencjacki, czy inżynierski czy też magisterski życzę dużo weny do pisania prac. Mnie w tym roku również czeka obrona magisterki.
A do wszystkich moich czytelników, kieruje podziękowania, za to, że jesteście, że z każdym dniem jest Was coraz więcej, że komentujecie moje wpisy i piszecie do mnie wiadomości. Dziękuję! ;*
Kończy się wrzesień, a co za tym idzie również moje wakacje. Czas wracać na uczelnie, a do tego każdy dzień przybliża nas do niezbyt przyjemnej pogody. Jest w tym wszystkim jednak małe pocieszenie, bo skoro kończy się miesiąc to czas, abym pokazała Wam kosmetyki, które bardzo polubiłam właśnie we wrześniu.
Olay, Skin Adapt, tonik oczyszczający do cery tłustej i mieszanej - to produkt, który jeszcze kilka miesięcy temu nie przypadł mi do gustu, a w tej chwili jestem z niego zadowolona. Kupiłam go w promocji za około 11 złotych, jego regularna cena wynosi około 20 złotych. Szukajcie promocji, bo jak dla mnie 20 złotych za tonik to jednak trochę za dużo. Produkt ładnie odświeża i delikatnie matuje buzie. Zmywa zanieczyszczenia i resztki makijażu. Nie podrażani i nie wysusza skóry. Jest też wydajny mimo, że czasem lubię użyć jego zbyt dużej ilości.
Lirene, peeling gruboziarnisty, wyciąg z czarnej borówki- peeling kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za około 10 złotych. Jego regularna cena wynosi około 15-16 złotych. Osobiście lubie bardzo mocne peelingi, a ten nazwałabym raczej średnim. W ogóle mi to jednak nie przeszkadza, gdyż jego konsystencja jest tak kremowa, że jego używanie to sama przyjemność. Do tego bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że chętnie go stosuje. Produkt ładnie złuszcza martwy naskórek i oczyszcza buzię. Dodatkowo delikatnie ją matuje.
Oriflame, Essentials, Eye Contour Gel, żel pod oczy- od tego produkty nie wymagałam zbyt wiele, bo kosztował mnie jedynie 5 złotych. Mimo niskiej ceny, pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie nawilża mi okolice oczu, nie budzę się z opuchnięciami i moja zmarszczki mimiczne są wygładzone. To nie jest produkt, który zdziała cuda, ale w tej cenie zapewni nam dobrą codzienną pielęgnację. Polecam go dla młodych dziewczyn.
Gliss Kur, Color Protect, Odżywka - odkąd rozjaśniłam swoje końcówki włosów, staram się używać produktów, które zadbają o kolor. Oto kolejna odżywka, która się u mnie sprawdziła, a w promocji kupiłam ją za mniej niż 10 złotych. Bez promocji kosztuje około 12-13 złotych. Odżywka ułatwia rozczesywanie, dodaje blasku i co najważniejsze chroni kolor. Moje ombre zrobiłam już ponad 4 miesiąc temu i wciąż wygląda ładnie.
BingoSpa, szampon bez SLES/SLS z kolagenem- oto kolejny produkt, z którym jeszcze kilka miesięcy temu nie bardzo się polubiłam. Moje włosy bo jego użyciu były jakieś takie nijakie i szybko się przetłuszczały. Obecnie jestem z niego bardzo zadowolona. Wiele z nas szuka szamponów, które nie zawierają w składzie nieprzyjaznych składników. Tutaj producent obiecuje , że szampon nie zawiera SLES i SLS. Szampon na przyjemny brzoskwiniowy zapach i świetnie się pieni. Dobrze zmywa brud, tłuszcz, czy też nałożony na nasze włosy olej. Po jego użyciu włosy pięknie błyszczą. Szampon ma dość rzadką konsystencją, która po nałożeniu na włosy staje się jakby miękka. Tak wiem, że nie można określić konsystencji mianem "miękkiej", ale takie właśnie mam uczucie, kiedy myję nim włosy. Szampon ma dwa minusy. Pierwszy to opakowanie, z którego wydobywa się zbyt dużo produktu. Drugi to cena, bo za 100 ml zapłacimy 9 złotych. Mimo to, będę do niego wracać. Wybaczcie, że na zdjęciu niżej etykieta nie wygląda zbyt estetycznie, ale jest to efekt zabrudzenia jej szamponem.
Sally Hansen, Maximum Growth- odżywka kosztuje około 25 - 30 złotych. Jest bardzo wydajna i skuteczna. Na początku września mocno skróciłam swoje paznokcie. Dzięki tej odżywce szybko mi odrosły i są jeszcze grubsze. Odżywka sprawdza się też jako baza pod lakier kolorowy.
Miss Selene, lakier do paznokci- w tym miesiącu miałam wielką ochotę na połączenie bieli i złota na swoich paznokciach. Ponieważ biały lakier, który miałam byś dość stary, postanowiłam kupić coś nowego i małego. Zdecydowałam się na lakier Miss Selene, który kupiłam za 2 złote i 99 gorszy. Kiedyś bardzo nie lubiłam tych lakierów, bo szybko odpryskiwały, obecnie sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Mój kolor to numer 104, czyli po prostu dobrze kryjąca biel.
Sephora, shimmering bronzing powder, rozświetlający puder brązujący- świetni produkt, który kosztuje dość sporo po koło 60 złotych. Cenę tą rekompensuje jednak solidne opakowanie, lusterko i bardzo dobry jakościowo produkt. Występuję w trzech warianach kolorystycznych. Mój jest najciemniejszy i jest to numer 3-deep. Używałam go jednak też na bardzo bladych dziewczynach i również się sprawdzał, ponieważ jego intensywność można dozować. Łączy w sobie właściwości bronzera, rozświetlacza i odrobiny różu. Ma kolor brudnego brązu, dlatego świetnie nadaje się do konturowania twarzy. Do tego zawiera maleńkie drobinki złota, które tworze subtelną poświatę. Daje naprawdę piękny i długotrwały efekt.
I oto moje ulubione kosmetyki września 2013 roku! Czekam na Wasze komentarze, bo jestem ciekawa co sądzicie o tych produktach.
Wszystkim studentom, którzy tak jak wracają na uczelnię, życzę powodzenia w Nowym Roku Akademickim. Wszystkim tym, których w tym roku czeka egzamin, czy to licencjacki, czy inżynierski czy też magisterski życzę dużo weny do pisania prac. Mnie w tym roku również czeka obrona magisterki.
A do wszystkich moich czytelników, kieruje podziękowania, za to, że jesteście, że z każdym dniem jest Was coraz więcej, że komentujecie moje wpisy i piszecie do mnie wiadomości. Dziękuję! ;*
niedziela, 30 czerwca 2013
Ulubieńcy czerwca 2013
Hej! ;)
Mija jeden z moich ulubionych miesięcy w roku, a więc zapraszam Was na wpis poświęcony ulubionym kosmetykom czerwca. Jest to miesiąc, w którym zawsze dużo się dzieje. Tak również było i w tym roku. I tutaj małe usprawiedliwienie. Było mnie dość mało na blogu i na yt, ale obiecuje, że już w najbliższych dniach to się zmieni.
Original Source, Rasberry & Vanilla, płyn do kąpieli - produkt, który pachnie mega wakacyjnie i mega owocowo. O produktach marki Original Source, mówiłam już niejednokrotnie. Może nie są jakoś bardzo wydajne, czy cudowne, ale ich zapachy są tym czymś,co sprawia, że nie można ich nie spróbować. Tym razem zauroczył mnie słodki zapach malin i wanilii, które przypomina malinową mambę lub malinowe lody. Płyn kosztuje około 9-10 złotych. Ja kupiłam go w dwupaku razem z płynnem o innym zapachy w tej samej cenie w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Youngy 20+ , Płyn micelarny z tańczącymi perełkami z witaminą E - nowość w mojej kosmetyczce, ale też nowość na naszym rynku kosmetycznym. Jest to produkt, obok którego nie można przejść obojętnie, a to za sprawą pomarańczowych i żółtych perełek na dnie kosmetyku. Kiedy wstrząśniemy opakowaniem, perełki zaczynają wirować, a nałożone na wacik, a następnie na naszą twarz, nawilżają ją. Płyn całkiem dobrze zmywa makijaż twarzy i oczu. Ma delikatny, neutralny zapach. Kosztuje trochę mniej niż 20 złotych, za 200 ml, więc dość sporo, ale jest to taki gadżet, który dobrze wygląda na półce z kosmetykami.
Green Pharmacy, Balsam do włosów farbowanych i po balejażu, aloes- gdybym wśród wszystkich dzisiejszych ulubieńców, miała wybrać jeden najlepszy produkt, to byłby to zdecydowanie ten balsam. Jak wiecie w maju zmieniłam nieco fryzurę- pofarbowałam włosy i rozjaśniłam końcówki. Po tych zabiegach moje włosy wymagały poświęcenia im większej uwagi i zmiany w pielęgnacji. Mój wybór padł na właśnie ten balsam, który kosztował mnie około 5-6 złotych. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i chroni przed utratą koloru. Po rozjaśnianiu moje końcówki nie były w najlepszej kondycji, ale wystarczyły dwa- trzy użyciu tego produktu, by wyglądały pięknie.
Nasiona kozierdaki- za niecałe 3 złote, możecie mieć produkt, który potrafi nie do poznania zmienić stan i kondycje włosów. Wystarczy dwie łyżki nasion kozieradki zalać szklanką wrzątku. Po ostygnięciu i opadnięciu nasionek, powstałą miksturę przelewam do buteleczki i chowam do lodówki. Wedle uznania wcieram ją codziennie w skórę głowy, lub 2-3 godziny przed myciem włosów. Efekt? Zmniejszenie wypadania, zwiększenie porostu i grubości włosów, dodanie im blasku i pięknego wyglądu.
Urban Decay, eyeshadow - mam dwa kolory bez których nie wyobrażam sobie już teraz makijażu. Nadają się zarówno jako samodzielne cienie na całą powiekę, bazy lub w połączeniu z innymi kolorami. Posiadam odcień różu z domieszką złoto-X, oraz brąz z drobinkami-YDK. Aplikacja tych cieni to sama przyjemność i banalnie łatwa sprawa. Trzymają się na powiekach cały dzień, bez względu na pogodę i warunki. Mimo świetnej jakości i trwałości są łatwe do zmycia podczas demakijażu. Po prostu cudeńka. Kupiłam je w outelcie kosmetyków z zagranicy za mniej niż 20 złotych. Wy możecie również poszukać takich outeltów lub sklepów internetowych, które mają w swojej ofercie cienie tej marki.
I to wszystko na dziś. Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do odwiedzania mojego bloga. Pa! ;*
P.S Nie zapomnijcie o obserwacji mojego bloga na Bloglovin, klik.
Mija jeden z moich ulubionych miesięcy w roku, a więc zapraszam Was na wpis poświęcony ulubionym kosmetykom czerwca. Jest to miesiąc, w którym zawsze dużo się dzieje. Tak również było i w tym roku. I tutaj małe usprawiedliwienie. Było mnie dość mało na blogu i na yt, ale obiecuje, że już w najbliższych dniach to się zmieni.
Original Source, Rasberry & Vanilla, płyn do kąpieli - produkt, który pachnie mega wakacyjnie i mega owocowo. O produktach marki Original Source, mówiłam już niejednokrotnie. Może nie są jakoś bardzo wydajne, czy cudowne, ale ich zapachy są tym czymś,co sprawia, że nie można ich nie spróbować. Tym razem zauroczył mnie słodki zapach malin i wanilii, które przypomina malinową mambę lub malinowe lody. Płyn kosztuje około 9-10 złotych. Ja kupiłam go w dwupaku razem z płynnem o innym zapachy w tej samej cenie w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Youngy 20+ , Płyn micelarny z tańczącymi perełkami z witaminą E - nowość w mojej kosmetyczce, ale też nowość na naszym rynku kosmetycznym. Jest to produkt, obok którego nie można przejść obojętnie, a to za sprawą pomarańczowych i żółtych perełek na dnie kosmetyku. Kiedy wstrząśniemy opakowaniem, perełki zaczynają wirować, a nałożone na wacik, a następnie na naszą twarz, nawilżają ją. Płyn całkiem dobrze zmywa makijaż twarzy i oczu. Ma delikatny, neutralny zapach. Kosztuje trochę mniej niż 20 złotych, za 200 ml, więc dość sporo, ale jest to taki gadżet, który dobrze wygląda na półce z kosmetykami.
Green Pharmacy, Balsam do włosów farbowanych i po balejażu, aloes- gdybym wśród wszystkich dzisiejszych ulubieńców, miała wybrać jeden najlepszy produkt, to byłby to zdecydowanie ten balsam. Jak wiecie w maju zmieniłam nieco fryzurę- pofarbowałam włosy i rozjaśniłam końcówki. Po tych zabiegach moje włosy wymagały poświęcenia im większej uwagi i zmiany w pielęgnacji. Mój wybór padł na właśnie ten balsam, który kosztował mnie około 5-6 złotych. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i chroni przed utratą koloru. Po rozjaśnianiu moje końcówki nie były w najlepszej kondycji, ale wystarczyły dwa- trzy użyciu tego produktu, by wyglądały pięknie.
Nasiona kozierdaki- za niecałe 3 złote, możecie mieć produkt, który potrafi nie do poznania zmienić stan i kondycje włosów. Wystarczy dwie łyżki nasion kozieradki zalać szklanką wrzątku. Po ostygnięciu i opadnięciu nasionek, powstałą miksturę przelewam do buteleczki i chowam do lodówki. Wedle uznania wcieram ją codziennie w skórę głowy, lub 2-3 godziny przed myciem włosów. Efekt? Zmniejszenie wypadania, zwiększenie porostu i grubości włosów, dodanie im blasku i pięknego wyglądu.
Urban Decay, eyeshadow - mam dwa kolory bez których nie wyobrażam sobie już teraz makijażu. Nadają się zarówno jako samodzielne cienie na całą powiekę, bazy lub w połączeniu z innymi kolorami. Posiadam odcień różu z domieszką złoto-X, oraz brąz z drobinkami-YDK. Aplikacja tych cieni to sama przyjemność i banalnie łatwa sprawa. Trzymają się na powiekach cały dzień, bez względu na pogodę i warunki. Mimo świetnej jakości i trwałości są łatwe do zmycia podczas demakijażu. Po prostu cudeńka. Kupiłam je w outelcie kosmetyków z zagranicy za mniej niż 20 złotych. Wy możecie również poszukać takich outeltów lub sklepów internetowych, które mają w swojej ofercie cienie tej marki.
I to wszystko na dziś. Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do odwiedzania mojego bloga. Pa! ;*
P.S Nie zapomnijcie o obserwacji mojego bloga na Bloglovin, klik.
czwartek, 23 maja 2013
Ulubione kosmetyki mojej mamy: pielęgnacja
Cześć!
Zapraszam do przeczytania dzisiejszego wpisu serii ,,Ulubione kosmetyki mojej mamy". Dziś zaprezentuje kosmetyki do pielęgnacji.
Uważam, że kosmetyki do pielęgnacji to te, którym powinniśmy przyjżeć się bliżej, starannie je wybierać i nie żałować na nie pieniędzy. Należy pomagać naturalnemu pięknu, aby jak najdłużej cieszyć się urodą. Ciesze się, że kolekcja kosmetyków przeznaczonych do pilęgnacji mojej mamy jest dość spora i stale się powiększa. A oto kosmetyki, które są jej obecnymi ulubieńcami:
BingoSpa, Silnie Zmiękczający Preparat z 50% kwasami AHA, Hydrosolny zabieg na pękające stopy i spody stóp- bardzo dobre produkt, które można stosować w dwojaki sposób o czym możecie przeczytać na zdjęciu niżej. Kosztują około 24 złotych każdy. Spełniają swoje zadania. Po zabiegu wystarczy dobrym krem i mamy stopy jak marzenie.
Zapraszam do przeczytania dzisiejszego wpisu serii ,,Ulubione kosmetyki mojej mamy". Dziś zaprezentuje kosmetyki do pielęgnacji.
Uważam, że kosmetyki do pielęgnacji to te, którym powinniśmy przyjżeć się bliżej, starannie je wybierać i nie żałować na nie pieniędzy. Należy pomagać naturalnemu pięknu, aby jak najdłużej cieszyć się urodą. Ciesze się, że kolekcja kosmetyków przeznaczonych do pilęgnacji mojej mamy jest dość spora i stale się powiększa. A oto kosmetyki, które są jej obecnymi ulubieńcami:
Zacznijmy od włosów, ponieważ tych produktów jest najmniej. Moja mama bardzo często chodzi do zaprzyjaźnionej fryzjerki, które w odpowiedni sposób zajmuje się jej włosami. Z tego powodu pielęgnacja włosów mojej mamy w domu jest bardzo ograniczona i używa po prostu tego co ja.
BingoSpa szampon, minerały z Morza Martwego, z odżywką z kreatyną i spiruliną-
za ta ogromną, litrową butlę zapłacimy mniej niż 9 złotych. Szampon
polecany jest do włosów przetłuszczających się, ale sprawdza się również na suchych czy zniszczonych. Oczyszcza, a jednocześnie nawilża i odżywia włosy. Dzięki
temu pięknie błyszczą, wspaniale się układają i po porostu wyglądają
bardzo dobrze.
L'biotica, Biovax- maseczki- na zdjęciu widzicie wersje do włosów wypadających, ale mama próbowała już chyba wszystkie dostępne i bardzo je sobie chwali. Kosztuję od 13 do 18 złotych
Pielęgnacja twarzy. Tutaj znajduje się zdecydowanie najwięcej produktów, dlatego od razu przejdę do rzeczy.
Bielenda, Bawełna, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu- kosztuje 6-8 złotych.
Radzi sobie nawet z ciemnym i mocnym makijażem, bez konieczności tarcia
oka. Wystarczy na kilka sekund przyłożyć wacik, nasączony tym płynem, a
makijaż ładnie się rozpuści. Produkt jest wydajny i nie podrażnia
oczu.Czy wzmacnia rzęsy? Na pewno w jakimś małym stopniu tak.
Bioderma, Sensibo H2O, płyn micelarny-
drogi, ale bardzo dobry płyn. Świetnie zmywa makijaż i wszelkie
zanieczyszczenia z twarzy. Kosztuje 50-70 złotych
Lirene, Cera Sucha i bardzo sucha, Tonik odżywczo-ochronny- kosztuje około 11 złotych. Oczyszcza buzię, odświeża ją i nawilża.
Delia Cosmetics, Serum do twarzy z kwasem hialuronowym- kosztuje 10 - 12 złotych. Delikatnie nawilża i wygładza cerę.
Siquens, Renovation, Krem pod oczy- kosztuje 25 - 30 złotych. Bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę po oczami. Spłyca zmarszczki i zapobiega opuchnięciom.
Alterra, Krem na noc do skóry dojrzałej z orchideą- nawilża, pielęgnuje, ma dobry skład, a wszystko to w cenie 10 - 11 złotych.
Lirene, Pielęgnacja Oczyszczająca, Delikatnie złuszczający peeling enzymatyczny- rzeczywiście jest delikatny, ale skuteczny. Oczyszcza i wygładza buzię. Kosztuje 15 - 18 złotych.
BingoSpa, krem do twarzy z olejkiem sezamowym- lekka konsystencja sprawia, że krem szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Dobrze i długotrwale nawilża. Kosztuje około 25 złotych.
Siquens Renovation na noc i do skóry suchej i wrażliwej- oba kremy, są królami w kosmetyczce mojej mamy. Bardzo dobrze działają na jej skórę i widać to praktycznie każdego dnia. Buzia wygląda młodo, jest nawilżona, wygładzona, a zmarszczki są mniej widoczne. Prawdziwe cudeńka, które kosztuję około 50- 60 złotych.
Planet Spa, Wygładzająca maseczka do twarzy. Formuła peel-off -
regularna cena to 20 złotych, promocyjna to około 10 złotych, możecie
też kupić jednorazowe saszetki. Moja mama próbowała też innych maseczek z tej serii i praktycznie każda, przypadła jej do gustu.
Neutrogena, głęboko nawilżająca emulsja do ciała, sensitive- bardzo dobry produkt, który świetnie nawilża i to na długo. A do tego wszystkiego ma pompkę. Kosztuje 15 - 20 złotych.
Gratiae peeling i Seacret masło do ciała- prawdziwe cudeńka, o których robiłam już recenzję tutaj: klik.
Nawilżają, oczyszczają, odżywiają i są bardzo wydajne.
BingoSpa, Silnie Zmiękczający Preparat z 50% kwasami AHA, Hydrosolny zabieg na pękające stopy i spody stóp- bardzo dobre produkt, które można stosować w dwojaki sposób o czym możecie przeczytać na zdjęciu niżej. Kosztują około 24 złotych każdy. Spełniają swoje zadania. Po zabiegu wystarczy dobrym krem i mamy stopy jak marzenie.
Anida, krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadmia-
krem kosztuje około 4 złotych i możecie go dostać w Drogeriach Natura.
Już na drugim miejscu w składzie zawiera, obiecany przez producenta olej
makadamia. Świetnie nawilża i odżywia.
Neutrogena, peeling do stóp- delikatny, ale skuteczny, Zdziera martwy naskórek i sprawia, że krem lepiej wchłania się w skórę.Kosztuje około 17 złotych.
Neutrogena, krem do stóp na zrogowacenia- nawilża, wygładza i zmiękcza. Jest to długotrwały efekt. Kosztuje około 17 złotych.
I to już wszystko co chciałam Wam dziś zaprezentować. Zapraszam do dwóch wcześniejszych wpisów, poświęconych kosmetykom do makijażu, oraz lakierom i zmywaczom do paznokci, które lubi moja mama: klik 1, klik 2.
Mam nadzieję, że dzięki tej serii znalazłyście ciekawe propozycję kosmetyków dla swoich mam, ale również dla siebie, nie zależnie od wieku. Dajcie znać, czy chcielibyście aby ta seria jeszcze kiedyś pojawiła się na moim blogu, gdy moja mama odkryje jakieś ciekawe kosmetyki. ;)
Na zakończenie z okazji zbliżającego się Dnia Matki, chciałabym złożyć wszystkim Mamusią życzenia. Wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i dużo uśmiechu na twarzy! ;*
środa, 22 sierpnia 2012
Tanie i dobre, dobre i tanie część 7
Hej :)
Wybaczcie mi moją ostatnią nieobecność, ale mam ostatnio sporo spraw do załatwienia, a wiążą się one z krótkimi wyjazdami. We wrześniu będę już miała więcej wolnego czasu. Dziś wpis z cyklu ,,Tanie i dobre, dobre i tanie" :)
Fanki lakierów, mam coś dla Was...
Beauty Line, ultratrwały lakier do paznokci- odkryłam go jakiś czas temu w Biedronce. Stał obok past do zębów, więc wydaje mi się, że jest w stałej sprzedaży. Lakier kosztuje mniej niż 5 złotych i z tego co się orientowałam, dla Biedronki wyprodukowała go marka Eveline. Mój lakier to kolor 521, czyli klasyczna czerwień. Do wyboru jest bardzo mało odcieni. Producent obiecuje, że lakier jest trwały, idealnie kryje i szybko schnie. Faktycznie szybko schnie i jedna warstwa pięknie pokrywa paznokieć, ale jego trwałość jest bardzo słaba. Idealnie sprawdzi się , gdy musimy na szybko pomalować paznokcie.
Safari nail polish, trendy colour- lakiery te możecie kupić za około 2,50-3,50 w zależności, gdzie go znajdziecie. Szukajcie w małych drogeriach. Posiadam 3 kolory: 55 delikatny róż, 344 zielony i 347 neonowy pomarańcz, który widzicie na zdjęciu. Uwielbiam te lakiery. Są tanie, a naprawdę trwałe. Czytałam opinie, że długo schną, ja jednak uważam, że czas ich wysychania jest standardowy, nie za długi i nie bardzo krótki.
BeBeauty, peelingujący żel do mycia twarzy- kosztuje około 4 złotych i przeznaczony jest do skóry tłustej i mieszanej. Jest idealnym produktem 2 w 1 na wyjazdy. Bardzo dobrze oczyszcza buzię z zanieczyszczeń i nadmiaru sebum. Nie pieni się i nie jest zbyt gęsty. Szukajcie go w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Krem regenerujący do stop- kosztuje około 5-6 złotych, a jest fenomenalny. Możecie go też kupić w wersji np. odżywczej. Zmiękcza, nawilża i pomaga kiedy pięty są popękane. Sprawdzi się zarówno u osób, które mają bardzo zniszczone stopy jak i u tych, którzy szukają dobrej pielęgnacji na co dzień. Nie ma przyjemnego zapachu, ale działa świetnie. Co najważniejsze po nałożeniu kremu efekt pięknych i gładkich stop utrzymuje się długo. Niektóre kremy działają tylko na chwilę.
Mam nadzieje, że któryś z wyżej wymienionych produktów zagości w Waszej kosmetyczce i będziecie z niego zadowolone. Buziaki ;*
Wybaczcie mi moją ostatnią nieobecność, ale mam ostatnio sporo spraw do załatwienia, a wiążą się one z krótkimi wyjazdami. We wrześniu będę już miała więcej wolnego czasu. Dziś wpis z cyklu ,,Tanie i dobre, dobre i tanie" :)
Fanki lakierów, mam coś dla Was...
Beauty Line, ultratrwały lakier do paznokci- odkryłam go jakiś czas temu w Biedronce. Stał obok past do zębów, więc wydaje mi się, że jest w stałej sprzedaży. Lakier kosztuje mniej niż 5 złotych i z tego co się orientowałam, dla Biedronki wyprodukowała go marka Eveline. Mój lakier to kolor 521, czyli klasyczna czerwień. Do wyboru jest bardzo mało odcieni. Producent obiecuje, że lakier jest trwały, idealnie kryje i szybko schnie. Faktycznie szybko schnie i jedna warstwa pięknie pokrywa paznokieć, ale jego trwałość jest bardzo słaba. Idealnie sprawdzi się , gdy musimy na szybko pomalować paznokcie.
Safari nail polish, trendy colour- lakiery te możecie kupić za około 2,50-3,50 w zależności, gdzie go znajdziecie. Szukajcie w małych drogeriach. Posiadam 3 kolory: 55 delikatny róż, 344 zielony i 347 neonowy pomarańcz, który widzicie na zdjęciu. Uwielbiam te lakiery. Są tanie, a naprawdę trwałe. Czytałam opinie, że długo schną, ja jednak uważam, że czas ich wysychania jest standardowy, nie za długi i nie bardzo krótki.
BeBeauty, peelingujący żel do mycia twarzy- kosztuje około 4 złotych i przeznaczony jest do skóry tłustej i mieszanej. Jest idealnym produktem 2 w 1 na wyjazdy. Bardzo dobrze oczyszcza buzię z zanieczyszczeń i nadmiaru sebum. Nie pieni się i nie jest zbyt gęsty. Szukajcie go w Biedronce.
Lirene Dermoprogram, Krem regenerujący do stop- kosztuje około 5-6 złotych, a jest fenomenalny. Możecie go też kupić w wersji np. odżywczej. Zmiękcza, nawilża i pomaga kiedy pięty są popękane. Sprawdzi się zarówno u osób, które mają bardzo zniszczone stopy jak i u tych, którzy szukają dobrej pielęgnacji na co dzień. Nie ma przyjemnego zapachu, ale działa świetnie. Co najważniejsze po nałożeniu kremu efekt pięknych i gładkich stop utrzymuje się długo. Niektóre kremy działają tylko na chwilę.
Mam nadzieje, że któryś z wyżej wymienionych produktów zagości w Waszej kosmetyczce i będziecie z niego zadowolone. Buziaki ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)